Kulig śmierci

Głupota rodziców może narazić dzieci na śmiertelne niebezpieczeństwo! Kiedy zjeżdżanie z górki na sankach wydaje im się nudne, fundują pociechom ekstremalne wrażenia – kulig za samochodem. Tak było w niedzielę, 17 stycznia w okolicy Torfów i tzw. Czerwonej drogi. – Takie praktyki są zabronione. W najlepszym wypadku skończą się mandatem, a w najgorszym tragedią – ostrzegają policjanci.
W niedzielę po południu na tzw. Czerwonej drodze koło  Torfów wielu rodziców zafundowało swoim dzieciom iebezpieczną zimową zabawę
W niedzielę po południu na tzw. Czerwonej drodze koło Torfów wielu rodziców zafundowało swoim dzieciom iebezpieczną zimową zabawę

Kulig za samochodem – nazywanym także kuligiem śmierci – cieszy się popularnością nie tylko wśród miłośników ekstremalnych wrażeń, ale również wśród… rodziców. Kiedy nareszcie spadł śnieg, wiele rodzin wyruszyło w okolice Torfów, aby cieszyć się urokami zimy. Tak było w niedzielę, 17 stycznia, gdy wielu rodziców zabrało dzieci na sanki. Jednak zamiast pozjeżdżać z nimi z górki, zafundowali im śmiertelnie niebezpieczną zabawę. Do auta przyczepili sanki z dziećmi i ciągnęli je po leśnych drogach. Wystarczyła chwila nieuwagi albo zwykły przypadek, a ten kulig mógł zakończyć się tragedią!

Ryzykowna zabawa

– Krew mi zmroziło w żyłach, kiedy zobaczyłam auto ciągnące sanki z dziećmi. Do zderzaka były też przywiązane dwa psy – mówi pani Agata, która w niedzielę po południu wybrała się na spacer w okolice bunkrów. – Zatrzymałam samochód i zapytałam kierującą nim kobietę, czy wie, że ryzykuje zdrowie i życie dziecka. Udawała, że nie zna tego przepisu, ale skoro ma prawo jazdy, to powinna wiedzieć, że za samochodem nie można ciągnąć sanek, nart i innych przedmiotów. Przecież wystarczy, że sanki zaczepią o korzeń drzewa albo wybiją się na dołku, i dziecko może zostać kaleką do końca życia, a nawet zginąć – denerwuje się pani Agata.

Kobieta zapytała rodziców, dlaczego przywiązali psy do samochodu. – Małżeństwo stwierdziło, że po to, aby zwierzaki się wybiegały. Ci ludzie nie pomyśleli jednak, że wystarczyło, aby pies się potknął, a urwałoby mu łeb na oczach dziecka. Niektórzy rodzice są naprawdę bezmyślni – bulwersuje się pani Agata. Jak mówi, tego samego dnia spotkała jeszcze kilkoro innych rodziców, którzy zorganizowali swoim pociechom podobny kulig za samochodem. – Przecież jedziemy wolno. Nic się nie stanie. Mój ojciec kiedyś też mnie tak woził na sankach, to dobra zabawa – usłyszała kobieta od jednego z rodziców, któremu próbowała przemówić do rozsądku.

Śmierć na sankach
Ciągnięcie sanek lub nart za autem to niebezpieczna zabawa, która może zakończyć się w najlepszym wypadku mandatem, a w najgorszym trwałym kalectwem, a nawet śmiercią. Potwierdzają to policyjne statystyki. Funkcjonariusze przypominają o przypadkach, kiedy kuligi kończyły się tragicznymi wypadkami. – Wystarczy, że sanki trafią tylko na jedną zbitą bryłę lodu, a siedzący na nich pasażer nie jest w stanie nad nimi zapanować – zaznaczają stróże prawa. Nawet przy niedużej prędkości sanki mogą wylecieć z drogi i wpaść pod nadjeżdżający z naprzeciwka samo- chód, uderzyć w drzewo czy betonowy słup, a nawet wjechać pod koła auta, które je ciągnie.

– Wielu rodziców zabiło własne dziecko przez nieodpowiedzialność i głupotę, organizując właśnie taki kulig śmierci – podkreślają policjanci. Trzy lata temu cała Polska żyła tragedią rodziny 14-letniej Ani z Wielkopolski, która zginęła podczas kuligu za samochodem zorganizowanego przez starszego brata. W trakcie jazdy sanki się przewróciły, a nastolatka uderzyła głową w przydrożny betonowy słup. Mimo natychmiastowej pomocy dziewczyna zmarła w szpitalu.

Surowa kara za głupotę

– Ciągnięcie sanek czy nart za samochodem jest niezgodne z przepisami ruchu drogowego, ale także bardzo nieodpowiedzialne i niebezpieczne – potwierdza st. asp. Sylwia Durlik z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku. – Przepisy jasno określają, że ciągnięcie za pojazdem osoby na nartach, sankach, wrotkach czy innym sprzęcie jest zabronione. Auto może ciągnąć przyczepę lub holować inny pojazd, ale nie sanki. Jedyny bezpieczny i legalny kulig to zaprzęg konny, który ciągnie za sobą jedną parę sań z dala od dróg publicznych – mówi stanowczo st. asp. Durlik.

Jeśli dojdzie do wypadku, bezmyślnemu kierowcy grozi nawet osiem lat więzienia. Natomiast jeśli taki nielegalny kulig zauważy policja, wlepi mandat do 500 zł i ukarze go pięcioma punktami karnymi lub skieruje sprawę do sądu. Ten z kolei może ukarać kierowcę grzywną do 5 tys. zł.

Dlatego policja apeluje do rodziców i opiekunów o rozwagę i wyobraźnię podczas organizowania dla dzieci zabaw na śniegu, szczególnie podczas zbliżających się ferii. Jeśli chcemy zafundować dzieciom prawdziwy kulig, lepiej skorzystać z usług profesjonalistów. Przejażdżka saniami ciągniętymi przez konny zaprzęg jest dla dzieci nie tylko atrakcyjna, ale przede wszystkim bezpieczna.

2 myśli na temat “Kulig śmierci

  • 13 stycznia 2017 o 23:34
    Permalink

    Wszystko rozumiem , prawie , jaka różnica w bezpieczeństwu jest między kuligiem za koniem a kuligiem za samochodem ? Śmiem twierdzić ,ze za samochodem jest o wiele bezpieczniej .

    Odpowiedz
  • 27 stycznia 2019 o 12:08
    Permalink

    bez przesady…. wychowałam sie na kuligach za samochodem albo traktorem. Robienie z igły widły, kuligi po leśnych drogach gdzie nic nie jeździ. Trzeba być idiota żeby robić na dwupasmowej drodze kilig… Poza tym dla mnie jako dziecka to była ogromna frajda, prędkość nie była duża. świat wariuje coraz bardziej

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.