Czas walki o trofeum

Wiemy już, które zespoły w drugiej części rozgrywek Otwockiej Ligi Halowej będą walczyć w grupie mistrzowskiej, a które w grupie pocieszenia. Największą niespodziankę pierwszej rundy sprawili gracze Home Team.
Valcom Nieruchomości (czarne koszulki) szybko zdobył cztery bramki i rozgrywał mecz z Nie Do Zera na swoich zasadach
Valcom Nieruchomości (czarne koszulki) szybko zdobył cztery bramki i rozgrywał mecz z Nie Do Zera na swoich zasadach

Drużyna Sławomira Łady nieoczekiwanie wygrała rywalizację w dość trudnej grupie, w której jej rywalami były zespoły Wybrzeża Klatki Schodowej, Michotni oraz zawsze nieobliczalny Anielin.

– W tej lidze trzeba być w „piłkarskim cugu” przez całą godzinę. Nie można pozwolić sobie na chwilę przestoju czy odpoczynku. Jeśli to zrobisz, od razu stajesz na przegranej pozycji – mówi kapitan Home Team.

Pierwsze miejsce w grupie jego zespół zapewnił sobie zwycięstwem nad WKS (które do meczu przystąpiło w niepełnym składzie) i wygranej Anielina nad Michotnią (12:11).

– Byliśmy pewni, że Michotnia da sobie radę z Anielinem i zostaniemy w słabszej grupie, tymczasem doszło do niespodzianki – mówi Łada.

– Nie wiem, czy to dla nas dobrze, bo pewnie będziemy odstawać od reszty zespołów, ale powalczymy. W hali gra się inaczej niż na „szóstkach”, ale to zawsze poprawia naszą grę na wiosnę. Może jeśli będziemy grać z dużo silniejszymi drużynami, to nawet jeśli przegramy, wzbogacimy się o nowe doświadczenie, dlatego nasz udział w grupie mistrzowskiej trzeba rozpatrywać raczej w kategoriach naukowych – żartuje kapitan Home Team.

Najwięcej emocji wzbudziła rywalizacja w grupie drugiej, w której szanse na awans miały wszystkie cztery drużyny. Zwycięsko z tej batalii wyszli gracze Lamico (wygrana nad TS Batory 7:5) oraz Valcom Nieruchomości. Ekipa Michała Miłkowskiego wysoko pokonała Nie Do Zera, przejmując kontrolę na boisku od pierwszych minut.

– Valcom był od nas lepszy pod każdym względem, ale to nie jest zaskoczenie, bo większość ich zawodników gdzieś gra, a u nas nie ma nikogo, kto by regularnie trenował – przyznaje gracz Nie Do Zera Daniel Bieńkowski.

REKLAMA

REKLAMA