Dokarmiaj z głową, nie dobrym sercem

Taki obrazek jest dość powszechny w całym Otwocku. Przy osiedlowym śmietniku walają się odpadki jedzenia, rozkruszone bochenki chleba. To efekt działalności ptasich „dokarmiaczy”, ludzi o dobrym sercem, ale nieznających przyrody. Specyficzna „stołówka” przyciąga nie tylko bezpańskie psy i koty, ale wszystkie zwierzęta wałęsające się po okolicy.

golab

A w Otwocku o nie nietrudno. Lisy, kuny, watahy dzików, a może i szczury… Kilka dni temu na jednym z osiedli mieszkanka musiała zabarykadować się w śmietniku, chroniąc się przed złaknionymi kolacji wszędobylskimi dzikami. Są cwane i bezczelne, ale to ludzie przyzwyczaili je do żerowiska, no to teraz mają… Nadal pokutuje u nas stwierdzenie, że jedzenia (a szczególnie chleba) nie powinno się wyrzucać. Dobre serca częstują zatem odpadkami stada gawronów i dzików.

Dzikie świnie są groźne, ale jeszcze groźniejsze są gołębie. Te nie dość, że paskudzą, gdzie się da (ich raj to Małpi Gaj w Otwocku), i zostawiają po swoim żerowaniu gołą ziemię, to przede wszystkim roznoszą groźne choroby. Ptasie wirusy atakują nasz żołądek i jelita, a także drogi oddechowe. Odchody (wyschnięte również) „latających szczurów”, jak trafnie nazywane są te ptaki, to prawdziwa wylęgarnia chorób. Ulubionym miejscem gołębi są balkony, elewacje i strychy. Dlatego administratorzy osiedli, właściciele posesji i miejsc użyteczności publicznej powinni walczyć z tą latającą plagą wszelkimi sposobami. Jedna osoba nie może, jak to się często zdarza, terroryzować całego osiedla, bo „gołąbki są głodne”. Kilka lat temu miasto postawiło w Małpim Gaju gołębnik. Miało być jak na Placu św. Marka w Wenecji. Na szczęście budki już nie ma, ale gołębie zostały. Co tam się dzieje, widać gołym okiem…

Oprócz gołębi w naszym mieście żyją inne, sympatyczniejsze i pożyteczne ptaki. I im powinniśmy pomagać. Jest tylko kilka „ale”. Akcje dożywiania osiągają swoje apogeum oczywiście zimą. Niestety nieważne, czy jest plus 10, czy minus 20, „dokarmiacze” za swój humanitarny obowiązek uważają karmienie na okrągło. Nie wiedzą, lub wiedzieć nie chcą, że ptaków nie wolno dokarmiać cały rok, a tylko w czasie silnych mrozów lub dużego śniegu. I tyle!

W pozostałym czasie świetnie dadzą sobie radę same.

Inna zasada mówi, że jeśli już zdecydowaliśmy się na dokarmianie, róbmy to z głową, a nie tylko kierując się sercem. Dokarmiajmy regularnie, bo ptaki przyzwyczajają się do miejsc, gdzie pojawia się pokarm. I najważniejsze: Nie dokarmiajmy chlebem! To jest dla ptaków bardzo groźne. Dlaczego? Bo chleb nie ma dużych wartości odżywczych, a powoduje zwyrodnienia piór, ponadto chleb spleśniały (szczególnie często zostawiany przy śmietnikach) może nawet spowodować ich śmierć. Kto uważa, że to bzdury, niech przejdzie się na Torfy. Przy jeziorku postawiono tam tablicę ostrzegającą, jakie skutki niesie dla ptaków karmienie ich pieczywem. Mimo to nadal w wodzie pływają tam kawały chleba. „Dokarmiacze” wiedzą swoje, nie odrobili lekcji przyrody.

Czym zatem powinniśmy dokarmiać ptaki? Najlepsze będą niełuskane ziarna słonecznika, bo mają dużo tłuszczu i, co istotne, są bardzo tanie. Dobrze jest podsypać ziarna zbóż, konopi, dyni, płatki, kasze, rozłupane orzechy. Ważne jest, by nie miały żadnych dodatków, takich jak sól, cukier czy przyprawy, nie mówiąc już o konserwantach. Broń Boże, żadnych solonych orzeszków, czipsów i innego śmieciowego jedzenia

W każdym sklepie zoologicznym można kupić gotowe zestawy do karmienia. Wykładajmy mniej pokarmu, bo „nadwyżka” może się szybko popsuć lub zamarznąć. A jeśli wywieszamy słoninę, to jedynie niesoloną. Na pewno zapewnimy sobie wdzięczność dzięciołów i sikor.

REKLAMA

REKLAMA