Potrącił i odjechał

Przez ponad dobę ranny dzik konał w męczarniach w pobliżu ul. Nadwiślańskiej w Józefowie. Dopiero po naszej interwencji i pomocy lekarza weterynarii  z Celestynowa, Tomasza Baczyńskiego, udało się zwierzę pochwycić i uśpić.
Ranny dzik do ostatniej chwili próbował atakować
Ranny dzik do ostatniej chwili próbował atakować

Do zdarzenia doszło najprawdopodobniej w poniedziałek, 8 lutego w godzinach wieczornych lub nocnych. Nieznany kierowca podróżujący ul. Nadwiślańską w rejonie skrzyżowania z ul. Polną potrącił przebiegającego przez drogę dzika i odjechał, pozostawiając zwierzę na drodze. Wprawdzie młody, dwuletni, warchlak przeżył zderzenie z autem, ale w wyniku odniesionych ran nie był w stanie samodzielnie oddalić się od drogi. We wtorek rano wciąż leżał w pobliżu trasy,  jednak żaden z przejeżdżających kierowców nie zwracał uwagi na ranne zwierzę. Dzikiem zainteresowała się dopiero  mieszkanka Warszawy jadąca do pracy w Otwocku.

– To było we wtorek rano. Na wysokości wybiegu dla koni zobaczyłam przy drodze rannego dzika. Zatrzymałam się i uznałam, że muszę gdzieś zadzwonić po pomoc. Najpierw dodzwoniłam się do straży miejskiej, ale chyba gdzieś w Warszawie, bo pani stwierdziła, że poza miasto to oni się nie ruszają. Zadzwoniłam więc na numer alarmowy 112. Tam po moich długich tłumaczeniach w końcu pani przyjęła zgłoszenie i obiecała, że będzie interweniować dalej. W międzyczasie ten dzik przeturlał się jakoś pod ogrodzeniem i wpadł do rowu już za nim. Tam, gdzie biegają konie. Myślałam, że sprawa zostanie już załatwiona, więc pojechałam do pracy  – opowiada nam Dominika Wodzinowska. – Byłam bardzo zdziwiona, gdy następnego dnia rano w drodze do Otwocka znów zobaczyłam to zwierzę, tylko już nieco dalej od drogi. Nikt się nim nie zainteresował. Zadzwoniłam do koleżanek w pracy i razem stwierdziłyśmy, że należy zadzwonić do waszej redakcji – dodaje mieszkanka Warszawy.

Po telefonie do naszej redakcji sprawa nabrała tempa. Informację o rannym dziku przekazaliśmy weterynarzowi z Celestynowa Tomaszowi Baczyńskiemu, który z kolei powiadomił powiatowego lekarza weterynarii oraz powiatowe centrum zarządzania kryzysowego. Skontaktował się też ze strażą miejską w Józefowie, która, jak się okazuje, już we wtorek była informowana o rannym zwierzęciu. Prawdopodobnie jednak przekazane strażnikom informacje na temat miejsca przebywania zwierzęcia były na tyle nieprecyzyjne, że ci, pomimo kilkukrotnych poszukiwań, nie znaleźli potrąconego dzika.

Przybyły na miejsce weterynarz nie pozostawił nam żadnych złudzeń co do tego, czy zwierzę można uratować. – Dzik w zderzeniu z autem odniósł poważne rany. Tylną część ciała miał zmiażdżoną. Nie było możliwości leczenia, bo takich zwierząt się nie leczy. Można było go tylko uśpić – wyjaśnia Tomasz Baczyński.

Przy próbie pochwycenia na pętlę dzik, pomimo ran, próbował jeszcze zaatakować weterynarza. Ostatecznie jednak udało się go pochwycić i zakończyć jego męczarnie usypiającym zastrzykiem.

  • Co zrobić, gdy potrącimy zwierzę?
    Powinniśmy pamiętać, że potrącenie zwierzęcia to wypadek jak każdy inny. Dlatego obowiązują nas standardowe procedury: musimy się zatrzymać, włączyć światła awaryjne, a miejsce zdarzenia zabezpieczyć trójkątem ostrzegawczym. Zgodnie z obowiązującym prawem kierowca, który potrącił zwierzę, powinien zapewnić mu stosowną pomoc i zgłosić zaistniałą sytuację odpowiednim służbom: straży miejskiej, policji, lokalnemu nadleśnictwu. Niestety kierowcy często o tym zapominają i odjeżdżają z miejsca wypadku. Za  tego typu zachowanie grozi kara aresztu lub grzywny do 5 tys. zł. Ponadto, jeśli sprawa trafi do sądu, może zostać orzeczona również nawiązka w wysokości do 1 tys. zł na cel związany z ochroną zwierząt.

REKLAMA

REKLAMA