Czy Unia połknie haczyk?

Wędkarze z karczewskiego koła PZW mają nie lada wyzwanie. Chcieliby „złapać” sponsora, który wyłoży 40 tys. zł na gruntowne poprawienie stanu Moczydła. Potrzebna jest porządna rekultywacja jeziorka: oczyszczenie zbiornika, likwidacja osadu, zablokowanie procesów gnilnych. Ich zdaniem najlepiej, gdyby na ten cel udało się pozyskać dofinansowanie z funduszy europejskich.
Jezioro Moczydło jest popularnym miejscem wypoczynku  dla mieszkańców gminy Karczew
Jezioro Moczydło jest popularnym miejscem wypoczynku dla mieszkańców gminy Karczew

Moczydło to jedno z ulubionych miejsc letniego wypoczynku amatorów wodnej rekreacji. W upalne dni, nawet mimo zakazu kąpieli, wielu mieszkańców Karczewa i okolic przyjeżdża tu, by się poopalać, ochłodzić, pojeździć na rowerach wodnych. Jeziorko jest własnością gminy, ale w pewnym sensie jego gospodarzami są członkowie Koła Wędkarskiego nr 25 w Karczewie. Nie tylko łowią oni ryby w liczącym cztery hektary kompleksie wodnym, ale też dbają o jezioro na co dzień: organizują sprzątanie terenów wokół akwenu, dbają o pogłębianie i czyszczenie zbiornika, sadzą wokół niego drzewka i apelują o utrzymanie czystości.

Mieszkańcy skorzystają, a budżet nie ucierpi
Wędkarze z karczewskiego koła PZW doszli do wniosku, że aby gruntownie poprawić stan jeziora, konieczna jest jego rekultywacja metodą probiotechnologiczną. Jak twierdzą fachowcy, takie działanie ma na celu oczyszczenie zbiornika, likwidację osadu, zablokowanie procesów gnilnych, ograniczenie zakwitów toksycznych sinic, zwiększenie bioróżnorodności, a przez to poprawę warunków biologicznych zbiornika. Woda zyskuje przejrzystość i przyjemny zapach. Koszt rekultywacji Moczydła szacowany jest na ok 40 tys. zł. I tu zaczynają się schody. Bo kto miałby za to zapłacić? – Koło z własnych środków takich prac nie zleci – akwen nie jest własnością PZW, tylko Karczewa – mówi Agnieszka Salwa, karczewska radna, która jest też członkiem zarządu miejscowego koła wędkarskiego.

– Zarząd doszedł do wniosku, że nawet gdyby takie środki zostały uzbierane (stowarzyszenie zrzesza 750 wędkarzy – przyp. red.), koło zakupiłoby bakterie i zrobiło z wodą porządek, co odczuliby mieszkańcy, to może okazać się, że miasto sprzedało ten teren, bo jest jego właścicielem. My już dziś wydajemy dziesiątki tysięcy złotych na utrzymanie i zarybianie akwenu – tłumaczy radna.

Dlatego radni z komisji ds. rolnictwa, leśnictwa, gospodarki żywnościowej i gospodarki wodnej, w której zasiada Agnieszka Salwa, na początku grudnia ubiegłego roku złożyli do burmistrza wniosek o znalezienie przez urząd dofinansowania z środków zewnętrznych na rekultywację akwenu. – Nie chcemy, żeby pieniądze na ten cel były wydane z budżetu gminy, bo rozumiemy, że ważniejsze są drogi czy chodniki. Ale jeżeli wiemy, że można pozyskać środki zewnętrzne, to zróbmy to, nawet gdybyśmy mieli znaleźć je za pół roku czy za rok – komentuje Agnieszka Salwa. – I wędkarze będą zadowoleni, i miasto tego nie odczuje. Dlatego prosimy osoby kompetentne o znalezienie takich środków. A wędkarze będą przygotowani na ewentualne zabezpieczenie wkładu własnego, niezbędnego do uzyskania dofinansowania – deklaruje radna.

Rzeczywiście gminy w Polsce na tego typu działania pozyskują pieniądze z funduszy unijnych, np. z Europejskiego Funduszu Rybackiego. Dlatego wniosek komisji trafił do wydziału inwestycji i pozyskiwania funduszy, którym kieruje wiceburmistrz Karczewa Bartłomiej Tkaczyk.

Moczydła nie sprzedamy!
Tymczasem Teresa Wyszyńska, naczelnik wydziału rozwoju gospodarczego i strategii karczewskiego urzędu, stanowczo zaprzecza temu, że tereny wokół kompleksu Moczydło-Jeziórko mogłyby zostać sprzedane. – Gmina nie sprzeda tego terenu. W opracowywanym studium zagospodarowania i kierunków rozwoju jest on terenem sportowo-rekreacyjnym. Potencjalnych inwestorów chcielibyśmy zainteresować innymi terenami – zapewnia urzędniczka.

A radni z komisji wnioskującej o dofinansowanie nie tracą nadziei, że pieniądze jednak uda się znaleźć. – Będziemy trzymać rękę na pulsie i przypominać się z naszym wnioskiem wydziałowi pozyskiwania funduszy. Mam nadzieję, że wspólnie uda nam się znaleźć źródło finansowania i z pozytywnym skutkiem o nie wystąpić – deklaruje Agnieszka Salwa.

REKLAMA

REKLAMA