Publiczne, a jednak prywatne

Publiczne przedszkole przy ul. Leśnej od przyszłego roku znajdzie się w prywatnych rękach. Właściciele „Willi Jakubówka”, w której mieści się placówka, postanowili, że nie będą już wynajmować budynku miastu. Sami poprowadzą przedszkole. Mimo zapewnień, że nadal będzie miało ono charakter publiczny, a opłaty będą takie jak dotychczas, rodzice obawiają się zmian. „Linia” postanowiła wyjaśnić ich wątpliwości.

piecuchy

Do przedszkola przy ul. Leśnej uczęszcza 70 dzieci. Placówka działa od sześciu lat w odrestaurowanym i całkowicie przystosowanym do potrzeb dzieci budynku z 1910 r., znanym w Józefowie jako „Willa Jakubówka”. Będąc placówką publiczną, przedszkole realizuje podstawę programową, zapewniając bezpłatny pobyt dziecka od godziny 8.00 do 13.00. Za każdą dodatkową godzinę pobytu dziecka rodzice płacą jedynie złotówkę. Przedszkole prowadziło miasto, a budynek na placówkę wynajmowało od prywatnych właścicieli. Ci ostatni zdecydowali, że sami poprowadzą przedszkole na takich samych zasadach i z takimi samymi opłatami.

– Otrzymaliśmy informację od właścicieli, że zdecydowali, iż od następnego roku szkolnego sami poprowadzą w tym budynku placówkę publiczną – mówi „Linii” Dorota Kembrowska z referatu oświaty Urzędu Miasta w Józefowie. – Właściciele, spełniając określone warunki (od rodziców nie wolno pobierać opłaty wyższej niż jest to przewidziane w przedszkolu publicznym, muszą zatrudniać wykwalifikowanych nauczycieli, przeprowadzić rekrutację na takich samych zasadach jak w przedszkolach publicznych), mogli podjąć taką decyzję, a brak akceptacji ze strony miasta mógłby skutkować np. skargą do kuratorium oświaty. Każda z niepublicznych placówek może stać się publiczną, jeżeli spełni wymagane warunki – tłumaczy Kembrowska.

– W tej chwili mamy w Józefowie już trzy takie przedszkola: przy ul. Jasnej, Leśnej i Bema. A trend w kraju jest taki, że coraz więcej przedszkoli niepublicznych przekształca się w placówki publiczne. Gdy wejdzie w życie obowiązek zabezpieczenia przez gminę wszystkim dzieciom trzy-, cztero- i pięcioletnim opieki przedszkolnej, rodzice zaczną rezygnować z kosztownych przedszkoli niepublicznych, bo znajdą miejsce w placówkach publicznych. Znamy takie gminy – choć sami tego nie planujemy – gdzie funkcjonują już tylko publiczne przedszkola prowadzone przez osoby prywatne
– dodaje urzędniczka.

Rodzice przedszkolaków z Leśnej są w tej sytuacji trochę zdezorientowani. Zmiany budzą w nich obawy związane m.in. z formą zajęć oraz ze zmianą wychowawczyń opiekujących się ich dziećmi. Z rodziców 70 maluchów, które uczęszczały do przedszkola, do 8 lutego tylko 44 zadeklarowało wolę kontynuowania tu edukacji swoich dzieci. Pozostali albo nie złożyli deklaracji, albo wybrali przedszkole przy ul. Kossaka. Trudno powiedzieć, czy to liczba ostateczna, bo 15 lutego rozpoczęła się rekrutacja do przedszkoli publicznych i mogą wziąć w niej udział również rodzice, którzy z jakiegoś powodu nie złożyli deklaracji we wcześniejszym terminie.

Dorota Kembrowska z referatu oświaty rozwiewa także inne obawy rodziców. Jak mówi, takie przedszkole publiczne funkcjonuje na zasadach takich samych jak przedszkole miejskie, ma nadzór pedagogiczny ze strony kuratorium, realizuje podstawę programową taką jak w przedszkolach miejskich, grupy nie mogą liczyć więcej niż 25 dzieci. W tym przypadku nie zmieni się także organizacja wyżywienia, bo i tak korzystano tu z cateringu. Budynek ma wszystkie atesty, pozwolenia, jest bezpieczny dla maluchów.

Rodzice obawiali się, że nauczyciele będą zatrudniani na umowę o pracę z 40-godzinnym tygodniem pracy. – Nieprawda – dementuje Dorota Kembrowska. – Osoby prowadzące placówkę deklarują, że nie chcą, by wychowawczynie pracowały 40 godzin, tylko tyle, ile wychowawcy  dziś pracują, czyli pięć-sześć godzin dziennie – zapewnia.

Potwierdza to sama właścicielka Joanna Chojnowska, W rozmowie z „Linią” mówi: – Wszystkie obawy rodziców są bezpodstawne – grupy, nie będą liczyć więcej niż 25 osób, nauczyciele będą mieć odpowiednie kwalifikacje i nie będą przepracowani – nie mam zamiaru zmuszać opiekunek małych dzieci do pracy przez 10 godzin dziennie, by panie były wykończone, a maluchy chodziły samopas. To bzdura.

Zmianie nie ulegną też przedszkolne opłaty. Zajęcia dodatkowe nie mogą być płatne, właściciel nie może nagle zdecydować, że zmienia status na przedszkole niepubliczne (i pobiera wyższą opłatę), bo musiałby pół roku wcześniej zgłosić taki zamiar. – Widząc w rozmowach zaangażowanie właścicieli, nie sądzę, żeby rodzice mieli tu jakiekolwiek problemy. Co więcej, tego typu przedszkola muszą starać się o pozyskanie klientów, przyciągać atrakcyjną ofertą – podsumowuje Dorota Kembrowska.

REKLAMA

REKLAMA