Niedoszła stolica hazardu

Jakże naiwni są ci, którzy sądzą, że do przedwojennego Otwocka ściągali tylko „piersiowo chorzy”. Owszem, szpitale i sanatoria były pełne. Pełne też były pensjonaty, które chętnie przyjmowały innych chorych: cierpiących na nadmiar… gotówki.
Brak zgody na uruchomienie kasyna oznaczał klapę całego przedsięwzięcia
Brak zgody na uruchomienie kasyna oznaczał klapę całego przedsięwzięcia

Jak informowała ówczesna prasa, uzdrowisko stało się siedliskiem i jaskinią karcianego hazardu. „Należy położyć kres szulerniom w pensjonatach. Otwock przygotowuje gabinety na przyjęcie nowych ofiar” – alarmowano.

Grano bardzo wysoko, nierzadko w puli leżało nawet i kilkadziesiąt tysięcy złotych, dlatego skandale szulerskie były na porządku dziennym „Jak na przykład przyłapanie na grze oszukańczej… pięknej i wytwornej pani Z., żony bogatego przemysłowca z Warszawy. Grę tę uprawiała w Otwocku od roku, obłowiła się też grubo”.

A i naiwnych nie brakowało: „Józef S., syn znanego kupca z ulicy Zamenhofa, który otrzymawszy od ojca 14.200 złotych na zapłacenie rachunków w Łodzi, zamiast do przemysłowców łódzkich pojechał grać do Otwocka. W rezultacie ojciec musiał wykupić go z pensjonatu, gdzie zalegał z opłatą przeszło 200 złotych za tydzień, firmie zaś grozi obecnie ruina z powodu niepłacenia długów.

Pewien kupiec, który przegrał w Otwocku przeszło 50 000 złotych, popełnił samobójstwo. Innego bogatego kupca, pana Sz. L., który chcąc po bankructwie ratować swój majątek, postawił na jedną kartę pozostałe 45 000 złotych i przegrał, zrozpaczonej rodzinie ledwo udało się ustrzec od samobójstwa. Znany fabrykant łódzki St. Z. rozwiódł się z żoną, która przegrała w Otwocku podczas kuracji kilka tysięcy złotych”.

Otwock niczym Monte Carlo
Proceder od dawna był znany władzom miejskim, toteż chcąc skierować strumień pieniędzy do kasy uzdrowiska, postanowiły w 1927 r., ku zgrozie moralistów, zbudować… własne kasyno gry. „Paru <<pomysłowych>> ludzi wpadło na genjalny koncept, aby z Otwocka zrobić Monte Carlo. Po co ludzie mają przegrywać grube tysiące w hitlerowskich Sopotach – rozumowali ci panowie – lepiej niech przegrywają w rodzinnym Otwocku, popierając w ten sposób… przemysł krajowy.” Miasto zaciągnęło bardzo drogi kredyt w amerykańskiej firmie Ulen&Co. na budowę reprezentacyjnego gmachu mieszczącego dom uzdrowiskowy, zakład kąpielowy i kasyno gier hazardowych. Dom uzdrowiskowy był gotowy w 1933 r.: „Uroczystość otwarcia gmachu uczczona została, prastarym polskim zwyczajem, przez urządzenie rewji mody. Przyjechały sobie girlaski i pofajtały trochę nożycami przyodzianemi w trykotowe pyjamas, a potem zaprezentowały dessousy.

Z kolei, pewna kobieta o melancholijnym biuście, czyli „przyszły wamp ekranu polskiego” i dwie śliczne brunetki – demonstrowały szereg toalet
z <<Maison Goussin Cattley”>>. A tu kelnerzy po sali się uwijają, i jakby nigdy nic, prawdziwą szynkę w całości na półmisku noszą. A co który do stolika podaje, to papierosa w zębach trzyma. Wiadomo, z szykiem. Albo jest kasyno, albo niema.

Kandydatki na miss Kasyno – Otwock tańczą, uśmiechając się pogardliwie i obojętnie, młodzi ludzie nucą melodje i przytupują do taktu,
a matrony rozmawiają o sprawach bieżących i ginekologicznych” – komentował ironicznie reporter „Nowin Codziennych”, a jego kolega z „Kuriera Polskiego” opisywał:

„Na pierwszym piętrze mieszczą się sale pokerowa i bridge’owa, umeblowane poważnemi bronzowemi meblami, ruletkowa, bardzo wytworna, umeblowana bardzo ładnie sala klubowa, no i wreszcie sala teatralna. Kompletnie urządzone theatrum otwockie, to duża sala obliczona na 250 osób, z galerją i garderobami dla artystów.
– Co to pieniędzy musiało kosztować! – wyrywa mi się mimo woli.
– Cztery miljony razem z urządzeniem – odpowiada mój przewodnik.
– Na jednych drzwiach napis „Fryzjer”.
– To fryzjer z Warszawy – objaśnia mój przewodnik – już pracuje, dał kaucję temu Czechowi…
– O jakiego Czecha chodzi?
– pytam, chcąc zachęcić przewodnika do większej rozmowności.
– O tego, co wynajął gmach. Dał czynszu dzierżawnego 25 tys. złotych. Oddali mu wszystko, tylko Magistrat łazienki zatrzymał i podpisali kontrakt na sześć lat. Dzierżawca zakontraktował ludzi przeważnie z Warszawy, pobrał od nich kaucje i narazie cicho”
– czytamy w „Kurierze Poslkim”.

„Kurier Codzienny” uściślił: „Ostatnio o Otwocku wiele się mówi i pisze, częściej niepochlebnie, choćby z powodu niefortunnego kroku, jakim była umowa miasta z niesumiennym p. Gustawem Poiselem na otwarcie kasyna gry. Jak wiadomo, zanim p. Poisel zdążył otworzyć kasyno, już go aresztowano, po długiem ukrywaniu się po lasach, gdzie udawał dzikiego Tarzana i wyszedł z ukrycia, dopiero gdy zmarzł na kość”.

Wyjaśnijmy: Poisel nie mógł otworzyć kasyna, bo miasto nie dostało zgody na jego uruchomienie!

Z wielkich planów tylko dług
Klapa finansowa była ewidentna. Zamiast wielkich zysków wielki dług. Pierwotnie budowa miała kosztować pół miliona złotych, skończyło się na trzech milionach złotych. Deficytowy Dom Uzdrowiskowy, wiał nudą: „Kasyno… świeci pustką, a po olbrzymich luksusowych salonach, gdzie, dokoła stołów z kręcącą się ruletką miały gromadzić się tłumy żądnych hazardu i wygranej, hula jeno wiatr i zawodzi smutno. A tymczasem płyną raty amortyzacyjne, Ullen gnębi dłużnika i coraz markotniej wygląda w kasie… Gdy z jednej strony budowano za 3 miljony złotych pałac na ruletkę, nie starczyło na… zasypanie przynajmniej rowów na ulicach. Cały szereg ulic jesienią i wiosną, to istne błota pińskie…”.

W relacji „Kasyno – widmo. Ponura noc wenecka i makabryczne corso kwiatowe w Otwocku” czytamy: „olbrzymia jaskrawo i niecelowo oświetlona sala świeci cały dzień… pustkami. Zajęte są najwyżej 2–3 stoliki, a kilkunastu kelnerów, ziewając, smętnie snuje się po sali. Ponure widowisko: orkiestra gra do tańca, a parkiet próżny.

Dzierżawcy kasyna postanowili zrobić ruch w interesie i zorganizowali efektownie zareklamowaną „Noc wenecką”, „Corso kwiatowe” i wybór „Miss Otwocka” … Z Warszawy przyjechało sporo prywatnych aut, których właściciele oczekiwali zapowiedzianych atrakcyj.

I cóż im pokazano? Smutny conferencier niepewnym głosem zapowiedział występ tancerki bosonóżki Miss Djany, która parę minut wirowała w kółko, a potem zjawił się „magik”, który z cylindra wyjmował jajka i pokazywał inne tem podobne „sztuki podwórzowe. Zabawa skończyła się o g. 12 w atmosferze ogólnej nudy. Słowem ogóle fiasko! A trzy miliony wsiąkły w ten interes”. Tak się skończyły marzenia
o otwockim „Monte Carlo”…

Cytaty z prasy przedwojennej za blogiem Otwock HiStory prowadzonym przez Muzeum Ziemi Otwockiej. Zachowano oryginalną pisownię.

Zapraszamy do współpracy

  • Tekst ukazał się w ramach cyklu wspomnień, jakie z okazji 100-lecia Miasta Otwocka publikowane będą na łamach „Linii Otwockiej”. Chcemy go tworzyć z pomocą Czytelników. Dlatego każdy ciekawy pomysł będzie przez nas brany pod uwagę. Czekamy na Wasze propozycje pod adresem redakcji: ul. Górna 9, 05-400 Otwock lub e-mailem: jkaluszko@op.pl
  • miffin says:

    hazard w otwocku kwitnie od lat, może nie w tak dystyngowany sposób jak widzimy to na filmach, ale ludzie traca nie mniejsze pieniądze. AUTOMATY I BANKI. Oto otwock

One thought on “Niedoszła stolica hazardu”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Podobny artykuł

Sportowe życie

REKLAMA

REKLAMA