Od śmierci dzieliły nas centymetry

Niewiele brakowało, a to byłby ich ostatni wspólny spacer. W słoneczny dzień w centrum miasta w idącą chodnikiem trzyosobową rodzinę wjechał rozpędzony lexus. Mogli zginąć na miejscu. Auto potrąciło męża i córkę pani Katarzyny. Ona sama znalazła się pod kołami samochodu, który przejechał jeszcze kilka metrów, zanim się zatrzymał. Przeżyła ten koszmarny wypadek, bo nieznana kobieta reanimowała ją do czasu przyjazdu karetki.
Życie całej rodziny zmieniło się nie do poznania. Czeka ich długa walka o powrót do zdrowia
Życie całej rodziny zmieniło się nie do poznania. Czeka ich długa walka o powrót do zdrowia

Ten dzień miał być rodzinnym świętem, a zamienił się w koszmar. W poniedziałek, 8 lutego pan Artur miał urodziny. Jego żona Katarzyna i 10-letnia córka Natalia postanowiły uczcić ten dzień. – Córka miała ferie, pogoda była słoneczna, więc całą rodziną poszliśmy na spacer. Zabraliśmy ze sobą też naszą sunię – wspomina pan Artur. Po południu rodzina przechodziła obok parku miejskiego od strony ronda u zbiegu ul. Andriollego, Filipowicza i Matejki w Otwocku. Przy przejściu dla pieszych zdarzył się tragiczny wypadek, w którym cudem uniknęli śmierci. „Linia” pisała o tym w numerze z 15 lutego.

Ratujcie moją mamę!
Po południu rodzina wracała do domu. Około godz. 14 rodzice z Natalią szli chodnikiem wzdłuż parkanu parku miejskiego w kierunku ul. Poniatowskiego. – Moja córka prawdopodobnie zginęłaby pod kołami samochodu, gdyby wtedy znalazła się bliżej jezdni. Na szczęście Natalia szła od strony ogrodzenia, a ja z boku, od jezdni. Mąż z sunią byli za nami. Być może to zdecydowało, że przeżyliśmy ten koszmarny wypadek – mówi pani Katarzyna.

– Usłyszałem przeraźliwy pisk opon. Zanim zdążyłem się odwrócić w kierunku ronda, od tyłu wjechał w nas samochód. Mnie i córkę odrzuciło na bok, a żonę wciągnęło pod koła lexusa. Auto jechało dalej. Z przerażeniem patrzyłem, jak kierowca samochodu wlecze moją żonę jeszcze kilkadziesiąt metrów – wspomina z trwogą pan Artur. – Próbowałem podciągnąć się na parkanie, aby ratować żonę, ale nie mogłem wstać. Miałem złamaną nogę i rozbitą głowę. Obok mnie leżała córka, z głowy lała się jej krew. Była przerażona i płakała. „Gdzie jest moja mama, ratujcie moją mamę!” – krzyczała Natalia. Serce mi się krajało na ten widok – mówi ze łzami w oczach pan Artur.

Nieznana kobieta ocaliła jej życie
Na ratunek rodzinie rzucili się przechodnie. – Kilka osób przetoczyło lexusa i wyciągnęło moją Kasię spod auta. Jej ubranie było całe w strzępach, była zmasakrowana i leżała we krwi – wspomina z trwogą mężczyzna. Na ratunek pani Kasi przyszła przypadkowa kobieta, która od razu rozpoczęła akcję reanimacyjną. – Walczyła o życie mojej żony aż do przyjazdu karetki pogotowia. Ta natychmiastowa pomoc prawdopodobnie uratowała jej życie. Cała rodzina jest ogromnie wdzięczna tej pani za to, co zrobiła. Była jak Anioł Stróż Kasi – nie kryje łez wzruszenia pan Artur.

Po kilku minutach na miejscu zaroiło się od funkcjonariuszy policji, straży pożarnej i lekarzy. – Ratownicy dalej reanimowali Kasię. Jej stan był ciężki. Trafiła do instytutu wojskowego na Szaserów w Warszawie – dodaje pan Artur.

Z ubrania zostały strzępy
Pani Katarzyna była w śpiączce. – Ocknęłam się dwa dni później, w środę wieczorem. Nic nie pamiętałam, wszystko mnie bolało. Dopiero następnego dnia, w czwartek, dowiedziałam się, jaki koszmar spotkał moją rodzinę. Nie mogłam się z tym pogodzić, przeżyłam szok, bo zrozumiałam, że wszyscy cudem przeżyliśmy, że dostaliśmy drugie życie – wspomina ze łzami w oczach.

u1

Kobieta doznała licznych obrażeń, takich jak uszkodzenie nerek, liczne krwiaki, złamane niektóre części kręgów kręgosłupa. Przeszła również skomplikowaną operację nogi. – Mia-łam wieloodłamowe złamanie kości udowej. Podczas zabiegu włożono gwóźdź śródszpikowy do wnętrza kości, dzięki czemu powinna ona prawidłowo się zrosnąć. Czeka mnie jednak długa i żmudna rehabilitacja, która potrwa wiele miesięcy – mówi mama Natalii. – Bardzo bolesne jest również gojenie ran na brzuchu i prawej nodze, gdzie w wielu miejscach skóra była zdarta niemal do mięśni. Nic dziwnego, że z ubrania, a nawet z bielizny, którą wtedy miałam na sobie, zostały strzępy – dodaje.

Żyją, ale czeka ich długa rehabilitacja
Panią Katarzynę czeka teraz długa walka o powrót do dawnego życia.

– Teraz często przychodzi pielęgniarka i zmienia opatrunki. Są one bardzo kosztowne, ale dzięki specjalnym plastrom jest szansa, że blizny będą znacznie mniejsze – tłumaczy poszkodowana w wypadku kobieta.

Jej córka Natalia przeszła operację prawej ręki. – Mam w kości kilka śrub i lewą nogę w gipsie. Niedawno zdjęto mi szwy z głowy. To, co nas spotkało, było przerażające i nie mogę o tym zapomnieć – tłumaczy Natalia. – Na razie nie chodzę do szkoły, ale odwiedzają mnie koleżanki, próbują rozweselić. Klasa i nauczyciele przygotowali dwa duże plakaty, na których wszyscy się podpisali. To było bardzo miłe – dodaje.

Dziewczynka przez wiele tygodni będzie miała indywidualne nauczanie w domu. – Nigdzie nie mogę wychodzić. Nawet po domu, podobnie jak mama, poruszam się na fotelu biurowym z kółkami, żeby nie obciążać organizmu – mówi Natalia.

Pan Artur również ma kłopoty z poruszaniem się. – Miałem operację kostki aż do piszczeli, gdzie pękła część kości – tłumaczy. – Teraz poruszam się o kulach. Życie całej rodziny zmieniło się nie do poznania. Nie możemy wyjść z domu i nie będziemy mogli tego robić jeszcze przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. Czeka nas żmudna i kosztowna rehabilitacja, chociaż najdłużej będzie wracać do zdrowia moja żona – dodaje.

Opieka mamy
Pani Katarzyna podkreśla, że bez pomocy swojej mamy rodzina nie poradziłaby sobie. – Codziennie rano przychodzi do nas, opiekuje się nami, gotuje, sprząta, robi zakupy. Wychodzi dopiero późnym wieczorem – przyznaje. – Moja mama jest w podeszłym wieku, nie ma już siły, ale pomaga, jak może. Mam poczucie winy, że nie mogę sama zadbać o rodzinę – mówi smutno. Natalia dodaje, że to najwspanialsza babcia na świecie, ale przydałaby się pomoc np. wolontariusza.

Podczas wypadku ucierpiała nawet należąca do rodziny sunia. – Miała wiele stłuczeń, ale nawet nasza psinka przeżyła ten koszmarny wypadek. Teraz jest bardzo nerwowa i czujna, boi się hałasu i gwałtownych ruchów – tłumaczy pani Katarzyna.

Przez nią prawie umarłam
Pani Katarzyna nie może przestać myśleć o tym, co się stało, nie może również spać. – Nie pamiętam nic, co wydarzyło się po tym, jak rozjechał nas samochód, ale kiedy czytałam artykuł w „Linii”, to włosy zjeżyły mi się na głowie. Nie wiedziałam, że auto wlokło mnie tyle metrów – przyznaje. – Nie każdy, kto ma prawo jazdy, w wieku 70 lat powinien siedzieć za kierownicą. Ta kobieta przez swoje roztargnienie mogła zabić całą moją rodzinę! Dlaczego nie zatrzymała się, tylko ciągnęła mnie pod kołami lexusa jeszcze kilkadziesiąt metrów? Przez nią prawie umarłam! – mówi ze łzami w oczach pani Kasia.

  • Pani Katarzyna i jej rodzina bardzo dziękują kobiecie, która tego dnia udzieliła jej pierwszej pomocy po wypadku. – Bardzo dziękuję tej pani za to, że reanimowała mnie, kiedy już gasła nadzieja na to, że przeżyję, że walczyła o moje życie aż do przyjazdu karetki pogotowia. Jest moim bohaterem – podkreśla pani Katarzyna.
    Cała rodzina chce również bardzo podziękować za pomoc przechodniom, którzy wyciągnęli panią Katarzynę spod samochodu, i wszystkim innym, którzy otoczyli ich opieką. – Bardzo dziękujemy sanitariuszom i lekarzom z karetek pogotowia, z Instytutu Wojskowego w Warszawie, szpitala przy ul. Niekłańskiej w Warszawie i szpitala klinicznego w Otwocku za troskę i opiekę nad naszą rodziną.
    Dziękują pani Katarzyna z mężem i córką.

Emerytka, która spowodowała wypadek: Przepraszam, że omal Was nie zabiłam

Wypadek, do którego doszło w poniedziałek, 8 lutego w pobliżu parku miejskiego, spowodowała 70-letnia mieszkanka Otwocka. Pani Hanna nie usłyszała jeszcze zarzutów, ale bardzo ubolewa i na łamach „Linii” przeprasza rodzinę, która dotkliwie ucierpiała wskutek nieszczęśliwego wypadku.

Kierująca lexusem pani Hanna nie odniosła obrażeń fizycznych, ale nadal przeżywa całą sytuację i nie może otrząsnąć się z tego, co wydarzyło się tamtego dnia. – Jestem osobą aktywną, dużo podróżuję samochodem. Dlatego moje auto zawsze ma wszystkie wymagane przeglądy, wymienione opony. Jeżdżę ostrożnie i nigdy nie miałam wypadku, a teraz potrąciłam trzyosobową rodzinę – mówi przez łzy pani Hanna. – W poniedziałek po południu wracałam do domu. Jechałam ul. Matejki w kierunku ul. Poniatowskiego. Jak zawsze poruszałam się autem z dozwoloną prędkością. Na rondo u zbiegu ul. Andriollego, Matejki i Filipowicza koło parku miejskiego wjechałam powoli. Potem w ciągu kilku sekund mój świat się zawalił. Auto ściągnęło w bok i chyba zaczepiło o krawężnik. Jedyne, co pamiętam, to fakt, że nie mogłam już zapanować nad jadącym autem i wjechałam w rodzinę idącą chodnikiem.

Ten dźwięk uderzenia był przerażający… Wtedy doznałam silnego szoku, bo nic nie pamiętam. Jak przez mgłę przypominam sobie kolejną chwilę, gdy przeżyłam traumę. Kiedy lexus zatrzymał się, z trudem wysiadłam. Prawie zemdlałam, kiedy zobaczyłam kobietę pod moim samochodem. Byłam przekonana, że ona nie żyje. To był dla mnie ogromny wstrząs psychiczny, bo myślałam, że ją śmiertelnie potrąciłam. Z powodu tego silnego stresu i szoku prawie nie pamiętam, co było potem – przyznaje sprawczyni wypadku. Pani Hanna doszła do siebie po długim czasie.

– Jak tylko mogłam, dowiadywałam się o stan zdrowia, w jakim była rodzina, którą potrąciłam. Po kilku dniach okazało się, że kobieta, która była w najcięższym stanie, będzie żyć, że wróci do zdrowia. Poczułam ogromną ulgę, że cała rodzina po wyjściu ze szpitala znowu będzie razem, że żadne z nich nie zostało kaleką ani nie odniosło poważnego i trwałego uszczerbku na zdrowiu – mówi z ulgą pani Hanna.

– Bardzo przepraszam rodzinę za to, że ich potrąciłam. Współczuję im i jest mi bardzo przykro, że teraz cierpią, że nie mogą normalnie funkcjonować, że naraziłam ich na taki silny stres. Dlatego jeśli będę mogła im w czymkolwiek ulżyć, to pomogę bez wahania – zapewnia sprawczyni wypadku.

Kontakt

05-400 OTWOCK, ul. Górna 9
tel./fax 22 710 12 10
tel. 22 710 0 999
e-mail: redakcja@linia.com.pl