Polowanie na lisa w przedszkolu

Przychodzi w kratkę. Jest cwany, dziki i może być niebezpieczny dla dzieci. Chodzi o lisa, który od ponad miesiąca grasuje po terenie otwockiego przedszkola. Na razie przechytrzył wszystkich, bo ani straż miejska, ani weterynarz nie mogą go złapać.
Straż miejska, radni, duchowni, pedagodzy, siatki i pułapki...  a lis nic sobie z tego nie robi
Straż miejska, radni, duchowni, pedagodzy, siatki i pułapki… a lis nic sobie z tego nie robi

Od ponad miesiąca nieproszony gość odwiedza teren Niepublicznego Przedszkola Sióstr Elżbietanek przy ul. Kołłątaja 2 w Otwocku.

– Czasami widzimy go nad ranem, czasami kilka dni go nie ma. Dzisiaj znów przyszedł – opowiada dyrektor przedszkola siostra Kinga Lewicka. – Nie wie-my, dlaczego się pojawia, żadnych zwierząt tu nie ma. A chodzi o kwestię bezpieczeństwa, to jest dzikie zwierzę – dodaje.

To pierwszy taki przypadek, kiedy przedszkole odwiedza lis. Próbowano już różnych sposobów, aby pozbyć się cwanego intruza. Rozstawione na terenie placówki przez straż miejską siatki i klatka nie pomagają. Lis nie daje się złapać.

– Straż miejska przyjechała na nasze wezwanie od razu, ale co oni mogą zrobić?! Przywieźli nam klatkę, zadzwonili do weterynarza, który miał przyjechać z Warszawy, ale nie zjawił się. Do metalowej klatki wszedł zwabiony przynętą kot, a lis nadal grasuje po terenie – mówi siostra dyrektor.

W ubiegłym tygodniu pojawiła się szansa na przechytrzenie rudzielca, ale cwany lis znów uciekł.

– Dziś myślałam, że sprawa będzie załatwiona, bo przyjechał z Otwocka weterynarz. Nie miał jednak zastrzyku usypiającego, tylko siatkę na kiju do łapania zwierząt, co było dla mnie niezrozumiałe w tej sytuacji – opowiada s. Kinga.

Siostry szukają pomocy  wszędzie, są zdeterminowane, aby jak najszybciej pozbyć się nieproszonego gościa. Zadzwoniły do radnego Marcina Kraśniewskiego, przewodniczącego komisji spraw społecznych, zdrowia i porządku publicznego w radzie miasta, który obiecał zająć się sprawą. Radny przyjechał na miejsce razem z pracownikiem urzędu i ustalono plan działania. Jeśli lis pojawi się na terenie przedszkola, siostry mają powiadomić urząd, który jak najszybciej skieruje na miejsce weterynarza ze środkiem usypiającym, żeby można było złapać lisa.

Dlaczego wcześniej nie można było tak załatwić sprawy? Okazuje się, że miasto nie ma podpisanej umowy z weterynarzem na postępowanie z dzikimi zwierzętami, a straż miejska nie może używać zastrzyków usypiających. Radny Kraśniewski przyznał, że przyjrzy się sprawie, aby takie kuriozalne sytuacje w przyszłości nie miały już miejsca.

REKLAMA

REKLAMA