Nie tylko świdermajerów żal

Już dawno przywykliśmy do nieuchronnej zagłady świdermajerów. Stawiane jako letnie domy i tak przetrwały dłużej, niż planowali budowniczy. Jednak nie tylko stare drewniaki ginęły, i wciąż giną, na naszych oczach – podobnie było z solidnymi, murowanymi budynkami. I choć stanowiły one kawał historii Otwocka, los, a czasem ludzka bezmyślność, przyczyniły się do ich zniknięcia…

Sterta gruzu po pięknej Marii

Maria” to przypominająca dworek willa, która jeszcze kilkanaście lat temu stała przy ul. Samorządowej 9, między ulicami Reymonta i Kościuszki. Miała ponad 100 lat i była jednym z najstarszych domów w Otwocku. Powstałą w latach 90. XIX w. piętrową willę otaczał ponadhektarowy park.

„Maria” była jedną z najstarszych willi w Otwocku
„Maria” była jedną z najstarszych willi w Otwocku

Przed wojną należała ona do Wincentego Urbańskiego, a od 1925 r. jej właścicielem był Bronisław Plebiński, jeden z projektantów mostu Poniatowskiego. W przewodniku Diehla czytamy, że był to „budynek murowany, piętrowy, tak pod względem konstrukcji, jak i wewnętrznego urządzenia bardzo dodatnie czyniący wrażenie”. Podczas okupacji, do czasu istnienia getta, mieścił się tu posterunek policji żydowskiej. Wewnątrz zachowały się kryształowe lustra, piękne piece.

Po wojnie w budynku zamieszkali lokatorzy. W 1990 r. wrócił do rąk kuzynki konstruktora. Kobieta nie miała za co wykupić mieszkań lokatorom, sprzedała więc „Marię” kuzynowi i jego wspólnikowi. W 1996 r. wspólnik ten stał się jedynym właścicielem nieruchomości. W 2003 r. do wydziału architektury starostwa otwockiego wpłynęło zgłoszenie zamiaru rozbiórki willi z powodu złego stanu technicznego.

Otwoccy urzędnicy próbowali skontaktować się z właścicielem i apelowali, by wstrzymać się z rozebraniem do czasu uzyskania opinii wojewódzkiego konserwatora zabytków. Właściciel nie odbierał pism. Jesienią 2003 r. konserwator nie zgodził się na wyburzenie wilii. Wtedy… rozebrano ją praktycznie od razu. W jedną noc buldożery zamieniły willę w stertę gruzu!  Mieszkańcy Otwocka byli w szoku.

W ciągu jednej nocy zostało z niej tyle...
W ciągu jednej nocy zostało z niej tyle…
Nowe osiedle na miejscu „Marii”
Nowe osiedle na miejscu „Marii”

„Linia Otwocka” i starostwo powiatowe nagłośniły sprawę. Tyle że najpierw konserwator utrzymywał, że willa jest pod jego opieką i rozebrać ją można jedynie na podstawie ekspertyzy stanu technicznego. A potem usłyszeliśmy, że budynek nie widniał w rejestrze zabytków ani w ewidencji obiektów objętych ochroną konserwatorską. Słowem, właściciel mógł z nim zrobić, co mu się podobało… Nikt nie poniósł odpowiedzialności za zniszczenie willi. Metoda „faktów dokonanych” okazała się skuteczna. Dzisiaj na tym miejscu znajduje się osiedle Złoty Trójkąt, a jego mieszkańcy nie mają pojęcia o tym, że kiedyś stała tu „Maria”.

Młyn, czyli zbędna rudera

Innym przykładem solidnej murowanej budowli, która nie przetrwała do dziś, jest młyn stojący jeszcze do niedawna na tyłach kompleksu Kot Center. Nie był to zabytek, bo powstał w 1923 r. i do czasów wojny stanowił własność panów Miernickiego i Trzaskowskiego. W 1945 r. podzielił los podobnych „burżuazyjnych” za-kładów i został upaństwowiony.

Budynek po pożarze
Budynek po pożarze

Działał do 1993 r., będąc w strukturze Państwowych Zakładów Zbożowych. Mógłby stać jeszcze długie lata, bo, jak sam widziałem, cegła, z jakiej go zbudowano, przetrwałaby niejedno pokolenie. Ale gdy młyn zakończył pracę, przez kilka lat stał opustoszały. I, jak to często bywa w takich przypadkach, w lutym 2000 r. wybuchł w nim pożar. Podobno ogień zaprószył bezdomny. Wnętrze się spaliło, jednak konstrukcja stała. Niedługo. Już w 2001 r. nowi właściciele posesji postanowili rozebrać budynek.

Dostawaliśmy wtedy mnóstwo listów od oburzonych Czytelników. Autor jednego z nich napisał: „Jeżdżę trochę po świecie i widzę, jak inni wykorzystują podobne obiekty. Ogromna moda na styl industrialny, bo tak on się chyba nazywa, nie pozwala burzyć starych, mających niepowtarzalny klimat fabryk. Są one adaptowane na hale wystawowe, galerie, kina, sale widowiskowe, muzea – jak chociażby warszawski Norblin – biura czy wreszcie dyskoteki i wszelkiego typu knajpki. W Poznaniu browar mieszczący się na tyłach przylegającej do Targów ulicy Śniadeckich zaadaptowano na hotelik, a jego piwnice na salon gry i wielką, wielosalową dyskotekę Browar, którą młodzież wprost oblega”.

Po młynie nie pozostało nic
Po młynie nie pozostało nic

„Linia Otwocka” podkreśliła, że odnotowaliśmy kilkadziesiąt głosów w obronie młyna. Pani Teresa K. z gminy Wiązowna (nazwisko znane redakcji), która napisała obszerny list w tej sprawie, nazwała pomysł jego rozbiórki zbrodnią na młynie! Inny Czytelnik zauważył: „Gdyby otwocki młyn stał w którymś z miast, już byłby obiektem zarabiającym krocie. Nawet nazwy nie trzeba by zmieniać – Młyn  pasuje do wszystkiego: dyskoteki, restauracji, galerii, kina. Zresztą to wszystko mogłoby się tam mieścić. Otwock cierpi na brak takich lokali”.

Wszystkie te głosy nic nie dały. Młyn rozebrano. Został po nim pusty plac…

Wieżowiec zamiast „Kasztelanki”

Najwyższy w Otwocku, dziewięciopiętrowy budynek, miał stanąć przy skrzyżowaniu ul. Pułaskiego z ul. Poniatowskiego, naprzeciwko wejścia do parku, w miejscu nie wiadomo dlaczego rozebranej „Kasztelanki”. Była ona zbudowanym w latach 20. solidnym trzypiętrowym budynkiem krytym dachówką. Należała do Marii Mokrzyckiej. Wiemy, że w latach 30. przeszła w ręce Noecha Buchaltera i Icchoka Szmula Wachmana.  W czasie wojny mieścił się tam szpital dla niemieckich żołnierzy.

Unikalne zdjęcie z czasów okupacji. Przed „Kasztelanką” znak  Czerwonego Krzyża i hitlerowskie godła
Unikalne zdjęcie z czasów okupacji. Przed „Kasztelanką” znak Czerwonego Krzyża i hitlerowskie godła

Po wojnie przez lata budynek służył jako siedziba Powiatowej Rady Narodowej. Przemiany polityczne sprawiły, że stał się niepotrzebny. W tym miejscu deweloper planował postawienie… wieżowca. Gdy zrobiła się wokół tego wrzawa, ktoś przytomnie zauważył, że w planie zagospodarowania terenu nie ma ograniczenia wysokości zabudowy. Tak udaremniono budowę dziewięciopiętrowego molocha. Powstał dwupiętrowy blok, jakich wszędzie pełno (fot. poniżej).

IMG_1805

REKLAMA

REKLAMA