Myszy zjadają mi mieszkanie!

Wcale nie siedzą pod miotłą. Panoszą się wszędzie, nawet w ścianach i pod podłogą. Nocą słychać tupot ich małych nóżek. – Skaranie boskie z tymi gryzoniami – żali się pani Wioletta z Otwocka. – Myszy buszują w szafkach, dobierają się do zapasów, a nawet do psiej karmy. Panicznie się ich boję, a administrator nie widzi problemu. I czeka do wiosny, aż sobie pójdą w świat – tłumaczy zrozpaczona kobieta.
Pani Wioletta brzydzi się gryzoni, które terroryzują jej rodzinę
Pani Wioletta brzydzi się gryzoni, które terroryzują jej rodzinę

Pani Wioletta mieszka z rodziną w niedużym mieszkaniu w drewnianym budynku przy ul. Reymonta należącym do Zarządu Gospodarki Mieszkaniowej. Wcześniej myszy nie dawały o sobie znać, ale tej zimy opanowały drewniak. Upodobały sobie mieszkanie pani Wioletty i czują się tu jak u siebie w domu.

Wyłażą z każdej dziury
– To, co one wyprawiają, przechodzi ludzkie pojęcie – mówi roztrzęsiona kobieta. – Moja rodzina przez te myszy nie może spać. Nocą słychać tupot ich małych nóżek po podłodze i w ścianach. Biegają po meblach i po naszych łóżkach. Buszują w szafkach, chrupią warzywa i owoce, dobierają się do wszystkich zapasów, a nawet do psiej karmy. Nasz pies zamienił się w kota i za wszelką cenę stara się je upolować. Drapie w podłogę i ściany, wariuje przy wygryzionych przez myszy dziurach. To jakiś koszmar – kobieta wzdryga się na samą myśl o spotkaniu z nieproszonymi gośćmi.

Urzędnicy sugerowali, że zamiast psa pani Wioletta powinna mieć kota i sama wytępić szalejące myszy
Urzędnicy sugerowali, że zamiast psa pani Wioletta powinna mieć kota i sama wytępić szalejące myszy

Pani Wioletta brzydzi się gryzoni, które terroryzują jej rodzinę. Boi się też roznoszonych przez nie chorób. – Myszy czasami topią się w psiej misce. Kilka martwych znalazłam też w szafach, a kolejnych, które były już zdychające, w pościeli w łóżku – wspomina z obrzydzeniem.

Mieszkanka drewniaka robi, co może, żeby pozbyć się gryzoni, ale nie daje już rady. – Brzydzę się ustawić pułapkę na myszy. Nie wiem, jak walczyć z tą plagą, bo trutka nie pomaga, a one powygryzały sobie wszędzie tunele. Dziury, które zrobiły, zatykam specjalnym materiałem, ale myszy i tak wyłażą z każdego zakamarka i nas terroryzują – żali się pani Wioletta. – Boję się, że w końcu zaczną nas w nocy podgryzać – mówi z trwogą.

Myszy harcują, gdy urzędników nie ma
Zdesperowana kobieta powiadomiła o pladze administratora budynku i dyrekcję ZGM-u. Jednak urzędnicy nie widzą problemu, który tkwi w ścianach drewniaka. – Sprawdziliśmy to dwa razy, ale nie znaleźliśmy dowodów na to, że gryzonie atakują budynek. Inni lokatorzy nie skarżą się na myszy – tłumaczy Małgorzata Marczak, administrator budynku przy ul. Reymonta. Pani Wioletta zaprzecza:

– Myszy czują się w moim mieszkaniu jak u siebie, ale panoszą się w całym drewniaku – zapewnia. Zapytaliśmy o to innych lokatorów. – Jeszcze niedawno nic nie słyszałam, ale teraz, zwłaszcza nocą,  słychać, jak biegają w ścianach. Boję się, że wygryzą dziurę i do mnie też przyjdą – wzdryga się jedna z lokatorek. Inny mieszkaniec nie ma problemu z myszami, bo ma kota, który jest ich naturalnym wrogiem. Nic dziwnego, że gryzonie przeniosły się w zacisze mieszkania pani Wioletty.

– Zarząd gospodarki nie chce mi pomóc pozbyć się problemu. Urzędnicy sugerowali mi, że zamiast psa powinnam mieć kota i sama mam wytępić szalejące myszy – żali się kobieta.

Zeżrą zapasy i sobie pójdą?
Małgorzata Marczak bezradnie rozkłada ręce: – Podczas kontroli nie stwierdziliśmy obecności gryzoni w całym budynku. Gdyby tak było, zlecilibyśmy deratyzację. W tym przypadku gryzonie mogą znajdować się tylko w mieszkaniu pani Wioletty, dlatego lokator we własnym zakresie powinien wytępić szkodniki. W najbliższych dniach przeprowadzimy kolejną kontrolę i wtedy zdecydujemy, czy problem myszy jest na tyle duży, aby wezwać firmę zwalczającą gryzonie – wyjaśnia urzędniczka. – Tej zimy to jedyny taki zgłoszony przypadek – zaznacza administratorka budynku.

– Zanim urzędnicy cokolwiek stwierdzą, to myszy zeżrą mi wszystkie zapasy i pójdą sobie w świat, bo wiosna wywabi je z kryjówek – przypuszcza pani Wioletta. Jeśli nawet tak się stanie, to myszy zapewne i tak wrócą jesienią. Czy wtedy urzędnicy będą w stanie skutecznie pomóc, czy mieszkanka Otwocka będzie musiała liczyć tylko na pomoc kota?

  • deratyzacja says:

    Straszna historia. Na takie okropne szkodniki powinni od razu wezwać firmę, która zajmuje się deratyzacją…

One thought on “Myszy zjadają mi mieszkanie!”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA