Taka szansa może się już nie powtórzyć

W piątek, 25 marca podczas sesji Rady Miasta Otwocka dyskutowano na temat zaproponowanej przez prezydenta uchwały umożliwiającej Miastu Otwock wykupienie wszystkich udziałów składowiska Sater. Uchwała została przez radnych odrzucona, jednak po dyskusji nasuwa się wiele pytań. Z prezydentem Otwocka ZBIGNIEWEM SZCZEPANIAKIEM rozmawia Artur Kubajek.

szczepi

Rada miasta nie przychyliła się do Pańskiego wniosku o wykup udziałów w składowisku Sater. Czy nadal będzie Pan forsował pomysł przejęcia wysypiska przez miasto?

– W piątek mieliśmy możliwość skorzystania z prawa pierwszeństwa kupna 67 proc. udziałów w spółce. Była to okazja na przejęcie przez miasto zarządzania składowiskiem. Poprzednia zmiana właściciela była w 2004 roku i miasto wtedy również z niej nie skorzystało. Kiedy i czy w ogóle taka możliwość znowu się pojawi, w tej chwili nie wiemy. Trzeba to będzie ocenić w zależności od sytuacji, w jakiej znajdować się będzie spółka, jednak co do jednego zdania nie zmienię – jeżeli ma istnieć składowisko, to miasto powinno sprawować nad nim pełną kontrolę.

Większość radnych nie ukrywała zaskoczenia faktem, że sesję zwołano z tak małym wyprzedzeniem. Dlaczego nie przewidzieliście tego wcześniej?
– Ustalenie terminu sesji i powiadomienie o niej radnych leży w kompetencjach przewodniczącego rady. Informacja ode mnie do przewodniczącego o temacie sesji i szczegółach związanych z terminem złożenia deklaracji zakupu udziałów trafiła 22 marca. O powody, dla których sesja odbyła się tak późno, należy pytać pana Margielskiego. Sprawa składowiska i wydatków z nim związanych jest niezwykle ważna, na miejscu przewodniczącego pierwszą sesję zwołałbym w środę i kontynuował ją w czwartek lub piątek, po uzupełnieniu spraw formalnych. Dałoby to nam więcej czasu na omówienie całego zagadnienia.

Czy wobec tego nie można było wcześniej przygotować się do takiej ewentualności? Podjąć wyprzedzające działania?
– Problem składowiska Sater od lat budzi duże oczekiwania wśród lokalnej społeczności. Rozważałem w związku z tym różne scenariusze działań. Wykupienie całościowego pakietu udziałów to w mojej ocenie rozwiązanie pozwalające na przejęcie przez miasto składowiska i pełnej kontroli nad jego działalnością.

O tym, że istnieje prawdopodobieństwo, iż Sater może zmienić właściciela pisała również w tym roku „Linia Otwocka”. Miasto przy odsprzedaży udziałów spółki ma prawo pierwszeństwa zakupu, mogliśmy więc się spodziewać, że taka sytuacja może mieć miejsce. Nie byliśmy jednak w stanie przewidzieć, kiedy to nastąpi, gdyż udziały w spółce zarządzającej składowiskiem, sprzedawała włoska firma Amest, jako udziałowiec większościowy, a nie spółka, w której udziały są sprzedawane.

Chciałem jednak przygotować się na taki scenariusz i w lutym br. ogłosiłem zapytanie cenowe na wykonanie wyceny spółki. Niezależnie od tego, czy byśmy przystępowali do kupna spółki, czy nie, dobrze jest znać wartość przedsiębiorstwa, którego jest się udziałowcem. Niestety, rada miasta podjęła uchwałę, która zobowiązuje mnie do zaprzestania procedury mającej na celu zlecenie wyceny tych udziałów niezależnej kancelarii. Te działania rady sprawiły, że w miniony piątek rozmawialiśmy podczas sesji o ewentualnym wykupie spółki, nie posiadając wiedzy na temat jej realnej wartości. To z pewnością zdecydowanie utrudniło decyzję radzie miasta.

Kupić i co dalej?
– Liczyłem na to, że na piątkowej sesji podejmiemy dyskusję na ten temat. Sprawa jest niezwykle istotna dla wszystkich mieszkańców i powinno zostać wypracowane wspólne stanowisko prezydenta i rady. Niestety, na rozważania o przyszłości składowiska zabrakło miejsca, bardziej skupialiśmy się na tym, kto komu przekazywał pismo i w jaki sposób prezydent przygotował materiały na sesję.

Ze swojej strony postulowałem rozwiązanie, aby kupić i dalej prowadzić składowisko do czasu wypracowania innych rozwiązań skonsultowanych z mieszkańcami miasta. Chcę tutaj podkreślić, że uchwała zaproponowana przeze mnie na sesji otwierała drogę do negocjacji w sprawie zakupu udziałów. Czas i forma ich przejęcia byłaby negocjowana w późniejszym terminie.

Kto w takim razie kupi składowisko?
– Włoska spółka nie ma obowiązku informowania nas o tym, komu zamierza zbyć udziały. Myślę, że w najbliższym czasie poznamy nowego właściciela.

W tym tygodniu wydał Pan drugą negatywną decyzję, w której odmawia Pan uzgodnienia warunków środowiskowych dla rozbudowy składowiska. Czy takie działanie mogło mieć wpływ na to, że spółka Amest chce sprzedać swoje udziały w składowisku?
– Znam oczekiwania mieszkańców, wiem, że rozbudowa i realizacja zamierzeń powziętych przed 20 laty budzi niepokój, dlatego tam, gdzie prawo mi na to zezwala, staram się udzielać negatywnych odpowiedzi. Do tej pory dwukrotnie odmówiłem uzgodnienia warunków środowiskowych dla zakładu przetwarzania odpadów na terenie składowiska Sater. Niestety, za pierwszym razem spółka odwołała się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i sprawę wygrała, więc wniosek wrócił do ponownego rozpatrzenia. W ubiegłym tygodniu po raz kolejny wydałem decyzję odmowną, jednak z pisma które wpłynęło do urzędu, można wnioskować, że spółka odwoła się także od tej decyzji.

Dotychczas udawało się nam skutecznie odmawiać, ale jako prezydent muszę działać zgodnie z obowiązującym prawem i jeżeli kiedykolwiek nie będę miał podstaw prawnych, by udzielić negatywnej decyzji, to będę zmuszony wydać pozytywną. Oczywiście poprzedzoną konsultacjami z mieszkańcami, z których wnioski będą brane pod uwagę przeze mnie, ale nie zawsze przez SKO.
Wątpię, aby wydawane przez mnie negatywne decyzje co do rozbudowy miały znaczący wpływ na decyzję spółki w kwestii sprzedaży. Nato- miast obawiam się, że nowy nabywca spółki może być bardziej niż dotychczasowy zdeterminowany do realizacji założeń spółki sprzed 20 lat, tj. rozbudowy o kompostownie i zakład odzysku surowców wtórnych.

Część radnych stwierdziła, że powodem odrzucenia proponowanej uchwały był brak przedstawienia dokumentów spółki, wyciągu spraw karnych itd.
– Większość radnych, szczególnie tych, którzy w aktywny sposób włączają się w społeczną dyskusję o składowisku, doskonale zna te dokumenty, bo są one dostępne w KRS. Sprawy karne w przypadku kupna, gdyby w ogóle takowe były, ciążyłyby na obecnym zarządzie spółki, a nie na spółce, nie widzę więc podstaw dostarczania ich przy dyskusji o zakupie udziałów.
Natomiast rejestr dostawców i odbiorców stanowi tajemnicę handlową i nie posiadamy ani nie mogliśmy pozyskać takiego spisu. Nie rozumiem więc zarzutu ze strony radnych, że takiego spisu nie otrzymali. Jedynym dokumentem, który mógłby być bardzo przydatny, a niestety na sesji go zabrakło, była wycena udziałów spółki.

13 mln zł za zamknięcie składowiska to chyba bardzo dużo…
– Zgadzam się, że to bardzo dużo. Jak już mówiłem, nie chciałem wykupu składowiska, aby je zamykać, tylko po to, aby móc wziąć za nie pełną odpowiedzialność i zarządzać jego działalnością. Na wstępie zaznaczyłem, że po wykupie składowiska możemy zarówno je zamknąć, prowadzić w ograniczonym zakresie, jak i prowadzić w obecnym stanie, a także rozbudowywać o najnowsze technologie. Możemy także, po zamknięciu składowiska, zmienić przeznaczenie terenu i go sprzedać bądź zagospodarować w inny sposób. Możliwości jest wiele, dlatego zaprosiłem radę miasta na rozmowę o przyszłości składowiska. Właściwie żaden z radnych nie podjął dyskusji w kierunku tego co zrobić po wykupieniu składowiska. Ci, którzy zabrali głos, stwierdzili, że dyskusja jest zbędna, bo Otwocka po prostu na to nie stać.

Ja również uważam, że 13 mln to bardzo dużo, ale jako miasto z powodzeniem organizowaliśmy już większe przedsięwzięcia, np. budowę kanalizacji za 230 mln zł. Wiem, że poradzilibyśmy sobie zarówno ze sfinansowaniem zakupu, jak i późniejszym prowadzeniem składowiska, z pełną odpowiedzialnością za przeciwdziałanie skutkom ubocznym tej działalności.

Otwock jest najmniej zadłużoną gminą w powiecie, i to od lat. Rozsądnie gospodarujemy środkami publicznymi, nie dopuszczając do zagrożenia finansów miasta.

Zdaniem części mieszkańców uciążliwości odorowe pojawiły się w 2012 roku. Zarzucają oni Panu, że jest to konsekwencja pozytywnego zaopiniowania przez Pana składowiska jako wysypiska regionalnego.
– Wpływ na pojawienie się uciążliwości odorowych miała głównie zmiana ustawy śmieciowej oraz powstanie sąsiadującej z Saterem instalacji Lekaro.
Wpisanie wysypiska firmy SATER jako RIPOK było związane ze zmianą tzw. ustawy śmieciowej. Od momentu jej wejścia w życie śmieci przed trafieniem na składowisko są sortowane i trafiają na nie te, z których nic się już nie da odzyskać, czyli o najgorszej jakości i najgorszym zapachu. Nie wiemy również, skąd dokładnie te śmieci przyjeżdżają, bo pochodzą one z sortowni, a nie od konkretnych odbiorców. Ta zmiana dotyczy oczywiście całego kraju.

Wpisanie instalacji SATER jako RIPOK nie zmieniło ilości śmieci, które ta firma może składować. Składowisko od początku istnienia, czyli niemal 20 lat, posiada pozwolenie na składowanie 40 tys. ton rocznie. Nie zmieniła się ilość śmieci, lecz ich jakość.

Dodatkowo, jak już mówiłem, w 2012 roku w niedalekiej odległości od składowiska Sater, na terenie gminy Wiązowa, powstała instalacja Lekaro. Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, która z instalacji powoduje efekt odoru. Wiele wątków zbiegło się w czasie z wydawaną przeze mnie decyzją w sprawie RIPOK.

W 2012 roku moje pozytywne zaopiniowanie zmiany składowiska na regionalne wydawało się właściwe. Nikt wówczas nie przewidywał, że takie skutki może przynieść zmiana ustawy śmieciowej.

Co w takim razie zmieniłoby wykupienie udziałów od Amestu? Odór by pozostał, a do tego budżet miasta zostałby znacznie obciążony.
– Mieliśmy szansę decydować zarówno o bieżącej działalności, jak i przyszłości składowiska. Dziś sytuacja jest patowa, miasto posiada tylko 33 proc. udziałów w spółce i obecnie nie ma nikogo w zarządzie spółki. Nie uczestniczymy więc w podejmowaniu żadnych wiążących decyzji. Obecnie posiadamy swoich przedstawicieli tylko w radzie nadzorczej, której zadania ograniczają się do kontroli, a nie określania stosowanych technologii czy zamiarów rozbudowy składowiska.

Tym wykupem moglibyśmy zmienić trwający już prawie 20 lat niekorzystny układ. Z jednej strony 33 proc. udziałów nie pozwala nam na skuteczne kierowanie składowiskiem, a z drugiej strony budzi zrozumiałe społeczne oczekiwania, że możemy zarządzać spółką. Przez ostatnie lata nie mieliśmy ani okazji, ani możliwości zarządzania działalnością spółki. Mieszkańcy byli odsyłani od urzędu do urzędu. Mają zrozumiałe poczucie osamotnienia w rozwiązaniu problemu. Dodatkowo przekazywane im przez niektórych „aktywistów” informacje nie do końca pokrywają się z rzeczywistymi możliwościami rozwiązania problemu. Stąd bardzo negatywne nastawienie do spółki i jej, a przez to także naszej działalności. Na piątkowej sesji mieliśmy okazję po prostu przejąć spółkę i jednocześnie odpowiedzialność oraz kontrolę nad jej działalnością, jak również naprawić błędy popełnione przy podpisaniu umowy przed 20 laty.

Rada miasta zadecydowała, że miasto nie kupi Satera. Czy coś w związku z tym się zmieni?
– Niestety, niewiele. Umowa spółki, zawarta 20 lat temu, nadal będzie realizowana. Inwestor prywatny nadal będzie miał w tym składowisku 67 proc. udziałów i zmianie ulegnie tylko jego nazwa. Najprawdopodobniej w takim stanie składowisko funkcjonować będzie jeszcze przez 11 lat. Nowy inwestor, zapewne podobnie jak Amest, będzie dążył do realizacji podpisanej z poprzednimi władzami umowy i będzie próbował wybudować zakład mechaniczno-biologiczny przetwarzania odpadów. I czy większościowym udziałowcem spółki będzie Amest, czy inny firma, to sytuacja będzie taka sama, bo każdy z nich umowę będzie chciał zrealizować.

REKLAMA

REKLAMA