Ciuchcia „drogą życia”

Starsi Czytelnicy pamiętają jeszcze kolejkę wąskotorową, jak kopcąc i zgrzytając, toczyła wagoniki przez ul. Staszica i Karczewską do stacji końcowej w Karczewie. Jej dworzec mieścił się przy ul. Wawerskiej. Budynek ten do dzisiaj prawie się nie zmienił. Komu było za daleko do domu, ten wyskakiwał po drodze przy „Adrii” albo na wysokości ul. Matejki. A że nie każdemu się to zgrabnie udawało, to czasem zdarzały się tragiczne wypadki…

Słynna ciuchcia powstała w latach 1899-1901 i pierwotnie łączyła Jabłonnę (tę pod Legionowem) z Wa- wrem. W 1914 r. nowi właściciele przeciągnęli linię do Karczewa. I stąd wzięła się anegdota: Jedzie ciuchcia do Karczewa, w wagonie siedzi dwóch rabinów: cadyk z Otwocka i rebe z Karczewa. Wszyscy pasażerowie liczą na ożywioną polemikę talmudyczną, a w wagonie cisza, jakby makiem zasiał. Wreszcie ktoś odważnie pyta: „Takich dwóch mędrców i nie dyskutujecie, dlaczego?” Na to cadyk z Otwocka rzekł: „On wie wszystko, ja wiem wszystko, to co tu dyskutować?”

W planach było przedłużenie linii do Sobieni-Jezior, ale wybuchła wojna. A w przededniu II wojny św. kolejka miała zostać zlikwidowana ze względu na niewielkie zainteresowanie pasażerów. Na szczęście zabrakło czasu. Na szczęście, bo podczas okupacji odegrała wielką rolę w zaopatrywaniu głodującej stolicy w żywność. Jadący do Warszawy pasażerowie szmuglowali mięso.

Stefan Wiechecki, słynny „Wiech”, tak o tym pisał: „Tędy właśnie za Niemca z Karczewa do Warszawy rąbanka, karczewska wieprzowa kiełbasa, i słonina dla naszej przegranej wtenczas stolicy na wyżywienie warszawiaków zasuwała. I tu trzeba przypomnieć. Kto o tem nie wie, że harmonogram pracy między obsługą pociągu a pasażerami był tak zorganizowany, że mucha nie siadała. Kiedy pociąg wyładowany do niemożebności wędzonem boczkiem i inszem >>flejchem<< znalazł się między Karczewiem a Otwockiem, Niemcy tu najczęściej zasadzkie na niego robili. Ale maszynista widział już ich z daleka, dawał trzy krótkie gwizdki i dwa długie i wtenczas szmuglarze szykowali się do skoku. Mechanik potem troszkie przyhamował i wszyscy pasażerowie z tryfnym bagażem wyskakiwali i rozlatali się po lesie. Przyjeżdżali do Warszawy następną ciuchcią, kiedy droga była już wolna i panowie w blaszanych kapeluszach, czyli szkopy, zdjęli obławę. Czasem maszynista cały tender słoniną zamiast węgla miał wyładowany. A raz podobnież w wagonie pierwszej klasy całego bitego wieprza szmuglerze przewieźli. Ubrany w jesionkie i dęciak nasunięty na oczy na ławce między niemy siedział”.

Z kolei korzystał też otwocki ruch oporu. Spalono w niej akta zabrane podczas akcji na otwocki Arbeitsamt. Czas powojenny to stopniowa likwidacji kolejki. Wreszcie w 1963 r. zamknięto ostatni odcinek z Otwocka do Karczewa. Dzisiaj słynną kolejkę upamiętnia tylko parowozik w Karczewie. Czy Otwock zafunduje sobie podobny, o czym teraz dyskutują radni – przekonamy się niebawem.

REKLAMA

REKLAMA