Muzyka jest dopalaczem

Zespół Wysadzina to chłopaki stąd, z Celestynowa, Kołbieli, Cegłowa. Przed kilkunastu laty, jeszcze pod szyldem Dobraho i w większym składzie, byli jednym z filarów lokalnego undergroundu. Dziś ustatkowani panowie wciąż czują w żyłach moc rock and rolla i właśnie wydali drugą płytę „Zawahanie”.
Alternatywne trio: Robert „Roger” Rogowski (wokal, gitara), Jarosław „Ziaro” Wójcicki (perkusja) i Daniel „Danek” Gryc (bas)
Alternatywne trio: Robert „Roger” Rogowski (wokal, gitara), Jarosław „Ziaro” Wójcicki (perkusja) i Daniel „Danek” Gryc (bas)

Z DANKIEM, ZIARO I ROGEREM rozmawia Przemek Skoczek.

Wahaliście się, czy wydać ten drugi album? Czy tytuł do tego nawiązuje?
– Po wydaniu naszego debiutanckiego „Albumu podróżnego” wiele osób namawiało nas, aby robić to, co robi większość znanych zespołów na rynku, czyli tworzyć muzykę, która przyniesie konkretne zyski. Niektórzy wręcz oczekiwali od nas krótkich, komercyjnych, popowo-radiowych piosenek. Zdecydowaliśmy jednak inaczej. Nie poszliśmy na łatwiznę, w stronę komercji, i postanowiliśmy być niezależni. Choć wymagało to sporo czasu i nakładów, zbudowaliśmy własnym sumptem nowe studio. Nareszcie mogliśmy swobodnie decydować, co i jak ma wyglądać i brzmieć, kogo zaprosić do studia, z kim i kiedy nagrywać. Planowaliśmy zrobić ciekawy album, który przede wszystkim nam się będzie podobał. Mimo, że mieliśmy ograniczony budżet, efekt przerósł nasze oczekiwania.

Tytuł „Zawahanie” nie jest więc naszym wahaniem, wynika przede wszystkim z zawartych na płycie liryk, a jest bardziej pytaniem do słuchacza, czy zdecyduje się tego posłuchać i co z tego albumu wybierze.

Jaki jest podział obowiązków: kto pisze teksty, a kto komponuje muzykę?
– Zawsze ciągnęło nas w stronę piękna i jednoczesnego napięcia oraz nieprzewidywalności w muzyce. Epickie ballady, które kocha Roger, połączone z totalnym hałasem, w którym bryluje Ziaro, skleja swoistą klamrą Danek, pisząc niebanalne teksty. Po raz pierwszy zaczęliśmy wspólnie pisać muzykę w poprzednim tysiącleciu. Dochodziło wówczas do zestawiania ze sobą delikatnych pasaży muzycznych z ekstremalnym noisem. Połączyła nas szczerość i autentyczność oraz wspólna utrata słuchu (gremialny śmiech).

Tworząc „Album podróżny”, najpierw napisaliśmy zarys całości kompozycji, a potem przez następne parę lat kształtowaliśmy poszczególne partie, dopóki płyta nie brzmiała tak, jak tego chcieliśmy. „Zawahanie” – można powiedzieć – powstawało równolegle. Gdy Ziaro nagrywał bębny do jednego utworu, to w tym czasie Roger z Dankiem mieli już praktycznie dwa nowe numery gotowe do realizacji.

Intryguje mnie postać poety Daniły Bułkina, którego nazwisko przewija się w Waszym kontekście. Przybliżcie ją nieco.
– Tak naprawdę Bułkina poznał i zna tylko Danek. Tak przynajmniej twierdzi. Daniła Bułkin jest snem, mrzonką, legendą. Końcem drogi, do którego prowadzi drogowskaz z napisem „emocje”. Bułkin kilkakrotnie spotykał Danka, w różnych miejscach i czasie, opowiadając mu w sposób dość zdawkowy historię narodzin, życia i prawdopodobnej śmierci. Danek to wszystko ładnie poetycko rozwinął, Roger stworzył do tego piękną muzykę, a Ziaro postawił kropkę nad „i”. Dzięki Bułkinowi powstała historia życia. Niestety, wyjechał, chyba do Anglii. Może jeszcze kiedyś wróci…

Dlaczego Wysadzina? I jak biegną nitki łączące obecny band z Dobraho sprzed lat?
– Dobraho i Wysadzinę tworzą w większości ci sami ludzie. Stare Dobraho to taki zespół widmo – pojawia się, dając mocnego kopa
w postaci dość żywiołowych koncertów, i znika. Jest jak hardcorowa lawina. Wysadzina jest łagodnym, alternatywnym potokiem, który płynie powolutku i równomiernie, dając słuchaczom stały dostęp do wszelakich dźwięków. W Dobraho oprócz tego gra inny perkusista – Klekot. Bardzo sprawny i szybki bębniarz. No i Olgierd na wokalu zamiast w papierach (śmiech).

Plany koncertowe w Otwocku i okolicach?
– Jak najbardziej plany mamy (śmiech). Czekamy, aż zakończy się budowa teatru, może tam odegramy jakąś sztukę. Możemy też zacząć grać bluesa, może wtedy byłoby nam łatwiej, bo w Otwocku króluje blues. Bardzo fajni ludzie, którzy zapraszali nas wielokrotnie, ale my z naszym hałasem średnio do nich pasujemy. Jak na razie pomocną dłoń wyciąga do nas klub Smok i Jacek Grymuza. Fajnie byłoby zagrać jakiś gig, np. z Oranżadą. Najbliższy koncert promujący nową płytę odbędzie się 6 maja w klubie Sanatorium w Mińsku Mazowieckim.

Nie da się ukryć, że bliżej Wam do sceny muzycznej Mińska Mazowieckiego. Tyle się tam dzieje? Polećcie coś, opowiedzcie, porównajcie z tym, co nad Świdrem.
– W Mińsku są ludzie, którzy od lat trzymają się razem. Razem coś tworzą. Lepiej, gorzej, ale razem. Jest tam mnóstwo mniej lub bardziej znanych w Polsce zespołów i dzięki temu jest takie poczucie jedności. Zespoły się znają i szanują, mimo że grają czasem różną muzykę. Chcą grać i robią to. Tworzą wokół tego taki pozytywny szum, który udziela się wszystkim zainteresowanym. W Otwocku nadal króluje jakieś takie podziemie
i bezradne rozkładanie rąk. Zbyt dużo pomników, a za mało rock and rolla.

W Mińsku jest kilka klubów z muzyką rockową, kilka portali internetowych, internetowe radio, które gra lokalną muzykę rockową. Organizowane są cykliczne, znane w Polsce, festiwale na terenie gminy. Miasto dba o kulturę lokalną, wydaje co jakiś czas muzyczne składanki, na których jest i Wysadzina.

Muzyka to tylko hobby, odskocznia czy gracie na serio? Da się wyżyć z takiej pasji?
– Muzyka działa oczyszczająco i motywująco jednocześnie. To jest jedyny powód, dla którego ją tworzymy. Muzyka jest dla nas swoistą siłą życiową. Jest dopalaczem, a nie odskocznią. Żyjemy w świecie, gdzie muzyka dostępna jest praktycznie za darmo, i jest to trudny czas dla twórców. Pojawiają się opinię, że zespoły zarabiają, grając koncerty. Ci, którzy tak twierdzą, nie mają pojęcia, jaki jest koszt koncertów, jaki procent zysku trafia do muzyków po opłaceniu promocji, akustyków, kosztów podróży.

Aby ułatwić dostęp do naszej twórczości, zamieściliśmy album „Zawahanie” w mediach strumieniowych. Wielu znanych wykonawców decyduje się na ten kanał dystrybucji. Każde odtworzenie w tzw. streamingu daje nam jakieś ułamki groszy, a każde pobranie jest płatne. To nie są pieniądze, które są naszym źródłem utrzymania, ale dają nam poczucie wymiernej wartości.

Jeśli doceniacie jakieś zespoły, wspierajcie je finansowo! W miarę możliwości, oczywiście, na przykład kupując ich muzykę, przychodząc na koncerty. Zapraszamy na nasz fan page www.facebook.com/wysadzina/

Podobny artykuł

Ktoś chce i prze

REKLAMA

REKLAMA