Ścisk w przedszkolach

W gminnych przedszkolach zabrakło miejsc dla trzylatków. Placówki w Wiązownie, Pęclinie i Zakręcie odprawiły z kwitkiem prawie 60 maluchów. Lokalne władze szukają rozwiązania problemu. I proponują rodzicom kompromis, czyli przeniesienie części sześciolatków z przedszkoli do szkolnej zerówki, żeby zwolniły potrzebne miejsc.

ciasno

W tym roku trzy gminne placówki przygotowały w sumie 55 wolnych miejsc dla nowych przedszkolaków: 15 w Wiązownie, 30 w Pęclinie i 10 w Zakręcie. Liczba kandydatów przerosła jednak wszelkie oczekiwania. Najwięcej wniosków o przyjęcie, bo aż 48, złożono w Przedszkolu im. Misia Uszatka w Wiązownie. Do Przedszkola Pod Stumilowym Lasem w Pęclinie wpłynęło 35 zgłoszeń, a w Przedszkolu w Zakręcie przyjęto 28 podań. Są to wyłącznie wnioski z terenu gminy (było też kilka zgłoszeń spoza Wiązowny) i one były rozpatrywane w pierwszej kolejności. Jak wynika z prostego rachunku, do gminnych przedszkoli nie dostało się 59 dzieci. Przyjęte zostały wszystkie cztero i pięciolatki. Z kwitkiem odprawiono jedynie trzylatki.

Problem da się rozwiązać
W dzień po ogłoszeniu list do poszczególnych placówek radni z komisji oświaty spotkali się z władzami gminy oraz dyrektor gminnej oświaty, żeby rozwiązać problem nieprzyjętych trzylatków. – Nie dysponujemy odpowiednią liczbą miejsc w stosunku do liczby chętnych – mówił podczas spotkania zastępca wójta Tomasz Kostyra. Jak temu zaradzić? Jednym z pomysłów jest przeniesienie dzieci na zasadach, jakie obowiązują w przedszkolu, do Zespołu Szkolno-Gimnazjalnego w Wiązownie. Obecnie planowana jest tam jedna zerówka, do której zgłoszono ok. 20 dzieci. Zdaniem zastępcy wójta istnieje możliwość powiększenia tej klasy do 25 osób, a także utworzenia dodatkowego oddziału przedszkolnego. – Ustaliliśmy z panią dyrektor, że możemy utworzyć jeszcze jedną zerówkę. Dzieci miałyby zajęcia w jednej sali lekcyjnej i z jednym nauczycielem – mówi Kostyra.

W Przedszkolu im. Misia Uszatka jest taka 25-osobowa grupa, która kwalifikowałaby się do przeniesienia do szkoły. To jednak tzw. rozwiązanie pseudosiłowe. Obawy rodziców może budzić fakt drastycznej zmiany środowiska z przedszkola na szkołę. Jednak zastępca wójt uspokaja. – Jeżeli zagwarantujemy kameralny styl prowadzenia zerówki na zasadach przedszkolnych, to myślę, że jest to do przyjęcia. Najlepiej byłoby, żeby przeszła cała grupa, i o tym będziemy rozmawiać z rodzicami.

Z organizacyjnego punktu widzenia możemy nawet zaproponować utworzenie oddziału zamiejscowego Przedszkola Misia Uszatka na terenie Zespołu Szkolno-Gimnazjalnego, do którego dzieci przeszłyby wraz z prowadzącymi je dziś nauczycielami – zapewnia Tomasz Kostyra.

Wszystko zależy od rodziców
Podobny problem, choć na mniejszą skalę, jest także w przedszkolu w Pęclinie i szkole w Malcanowie, gdzie do zerówki zgłoszonych zostało 27 dzieci. Na jedną grupę to trochę za dużo, na dwie – za mało. Tymczasem w pobliskim Pęclinie do przedszkola nie przyjęto pięciorga dzieci. W przypadku utworzenia dwóch zerówek po 20 uczniów, bo na tyle pozwalają obecnie warunki lokalowe, powstaje rezerwa 13 miejsc. Sześciolatki z przedszkola w Pęclinie mogłyby przejść do szkoły w Malcanowie, zwalniając miejsca dla trzylatków, które się nie dostały.

Nieco inna sytuacja jest w Zakręcie. Tam w Zespole Szkolno-Gimnazjalnym nie ma możliwości utworzenia klasy zerowej. Poza tym z informacji przekazanej przez zastępcę wójta wynika, że jest tam sporo dzieci, które zostały przyjęte do innych przedszkoli. Po wyeliminowaniu zdublowanych wniosków i przeniesieniu części kandydatów do Pęclina problem powinien zostać rozwiązany. Jest tylko jedno „ale”. Na te wszystkie roszady zgodę muszą wyrazić rodzice, a z tym może być różnie. I co wtedy? – Jeśli rodzice nie wyrażą zgody, będzie problem – kwituje Tomasz Kostyra.

Samorządowcom pozostaje mieć nadzieję, że mimo wszystko rodzice pójdą na zaproponowany kompromis. Jeśli te wszystkie ruchy organizacyjne uda się przeprowadzić, to zdaniem zastępcy wójta jedynie troje lub czworo dzieci nie znalazłoby miejsca w gminnych przedszkolach. Jednak poważny problem będzie dopiero za rok, gdy zgodnie z zapisem ustawy gmina będzie miała obowiązek przyjąć wszystkie zgłoszone dzieci. W takiej sytuacji jedynym rozwiązaniem będzie budowa nowego przedszkola. Chodzą słuchy, że władze już o tym myślą.

REKLAMA

REKLAMA