Nikt tak nie kochał Elvisa

Adam Kuligowski nie żyje. Zmarł 22 kwietnia. Pozostawił rodzinę i przyjaciół w smutku, lecz wierzymy, że on sam jest szczęśliwy i tam, na górze, spotkał się z Elvisem Presleyem, którego fanem był od lat, gromadząc największą w Polsce kolekcję płyt króla rock and rolla.

Adam10

O Elvisie wiedział wszystko. To była ogromna pasja, jedna z tych, które zmieniają człowieka i nadają jego życiu nowy sens. O idolu potrafił rozprawiać godzinami, dzieląc się ciekawostkami, anegdotami, sięgając do faktów niemal nieznanych większości słuchaczy. I zawsze robił to z charyzmą, ekscytując się niczym dziecko prezentujące ukochaną zabawkę.

Kamień, po którym stąpał Presley
Zaczęło się w szkole średniej, w 1959 roku. Zbierał przede wszystkim płyty, choć miał kolekcję tzw. memorabiliów, czyli wszelkiego rodzaju pamiątek po Presleyu i gadżetów z jego podobizną: od kubków i talerzyków, po znaczki wpinane w klapę marynarki czy gumy do żucia w kształcie płyt, a nawet jedyną gazetę, w której na okładce ukazało się pośmiertne zdjęcie Presleya w trumnie.

Nie należał do fanów kompletnie zbzikowanych, takich jak pewna kobieta w USA, która chwaliła się, że ma w kolekcji brodawkę spod pachy Presleya, wyciętą w Memfis w 1973 roku i trzymaną teraz z formalinie albo paznokieć znaleziony w dywanie podczas zwiedzania Graceland, czyli słynnej willi króla. On takim „fetyszystą” nie był, choć nie śmiał się z nich i ich szanował.

Wiele płyt i pamiątek przywoził ze Stanów Zjednoczonych osobiście, wiele mu przysyłano. Utrzymywał kontakt z innymi fanami Presleya z całego świata korespondowali, wymieniali się płytami i gadżetami. Pan Adam wysyłał im w zamian za nowe ozdoby w swojej kolekcji płyty polskich artystów, takich jak Niemen czy zespół ABC, ale też popularne cepeliowskie laleczki. Zdarzało mu się jeździć po nie specjalnie do Łowicza, bo tamtejsze lalki, robione ręcznie, cieszyły się szczególnym powodzeniem.

Kiedyś, jak opowiadał, przysłano mu nawet… kamień, po którym stąpał król. To nie żart, tak zapewniała kobieta, która ponoć podniosła kamień z ulicy w Las Vegas, zaraz po tym, jak stanął na nim wysiadający z samochodu muzyk. „Popatrzyłem na niego, zważyłem kilka razy w ręce, zastanowiłem się i w końcu wyrzuciłem przez okno. Bez przesady – pomyślałem wówczas” – opowiadał Adam Kuligowski.

Dusza człowiek
Byliśmy sąsiadami, często wpadaliśmy na siebie przy osiedlowym sklepiku, znajdując zazwyczaj chwilę na pogawędkę. Ciepły, życzliwy, dowcipny – tak go zapamiętam. Znaliśmy się kilkanaście lat. Niedługo, w porównaniu z tymi, którzy przyjaźnili się z nim od lat szkolnych.

– Podstawówkę ukończył tu, w Otwocku, a potem uczęszczał do Technikum Łączności w Warszawie, po czym pracował w Ministerstwie Łączności. Później otworzył własną działalność gospodarczą. W latach 70. założył rodzinę, której owocem jest córka Dorota. Niedawno doczekał się ukochanego wnuczka obdarzonego muzycznym talentem – opowiada Jerzy Andrasiak, prezes Otwockiego Towarzystwa Bluesa i Ballady, przyjaciel zmarłego. – Miałem szczęście spędzić wiele wspaniałych chwil w towarzystwie Adama, z którym się zaprzyjaźniłem, a połączyła nas wspólna pasja do sportu i muzyki. Adaś był stałym bywalcem koncertów bluesowych, które organizowaliśmy, i cieszyło nas to, z jaką łatwością potrafił nawiązywać kontakty zarówno z muzykami polskimi i zagranicznymi, jak również z fanami bluesa.

Sportowiec
Nie wszyscy wiedzą, że w młodości Adam Kuligowski był jedną z gwiazd lekkoatletycznej sekcji OKS.

– Należał on do grona tych młodych zawodników, których szkoliłem od pierwszych dni po organizacji sekcji lekkiej atletyki OKS „Kolejarz”. To był styczeń 1963 roku, zmiana nazwy na „Start” nastąpiła w 1964 roku – wspomina Adama Kuligowskiego Gerard Wołodźko, trener i założyciel sekcji. – Ze względu na jego wspaniałe warunki fizyczne i niezłą szybkość był pierwszym płotkarzem w nowej sekcji. Nie stronił też od skoku wzwyż i biegów sprinterskich. Jako junior był wysoko notowany w mazowieckiej lekkiej atletyce, w czym pomagała mu wysoka kultura, zdyscyplinowanie i pracowitość. Dzięki poczuciu humoru i dowcipowi był zawsze duszą towarzyską sekcji, która w tym czasie święciła coraz większe sukcesy w skali województwa, a potem w skali kraju. „Problemem”, który spowodował, że Adam nie uzyskał w lekkiej atletyce takich wyników, do jakich predystynowały go talent i warunki fizyczne, była jego druga miłość – fascynacja muzyką, a w szczególności najsłynniejszym wówczas wykonawcą modnego rocka – Elvisem Presleyem.

Wiedza Adama o królu rock and rolla była tak wielka, że zapraszano go, u boku Marka Gaszyńskiego, jako eksperta do teleturnieju „Wielka Gra”. Także na antenie Polskiego Radia wielokrotnie dzielił się swoją pasją i wiedzą o Elvisie Presleyu. W latach 90. zaproszony został do telewizyjnego programu „MdM” Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny. Zachęcamy do obejrzenia archiwalnego odcinka na YouTube (należy wpisać: „M.d.M. – Adam Kuligowski“) – Adam zawsze tryskał humorem, był otwarty na wszystkich ludzi – dodaje Jerzy Andrasiak.

http://www.youtube.com/watch?v=NEVaKzQZm8I

– Przebywanie w jego towarzystwie było zawsze czymś nadzwyczajnym, czego nie można zapomnieć, czymś, co duchowo wzmacniało i dawało poczucie prawdziwej radości i szczęścia. Będzie go nam bardzo brakowało.

REKLAMA

REKLAMA