Kto pociął bobra, dokąd zmierzał łoś?

Czasem niezbadane są szlaki dzikich zwierząt. Zdarza się, że ich drogi krzyżują się z ludzkimi w dość niespodziewanych okolicznościach przyrody. Kilka dni temu w Wawrze spacerowicz zauważył rannego bobra, a po posesjach w Aninie wędrował łoś…

os

W czwartek, 21 kwietnia po godz. 20 spacerowicz dostrzegł nad brzegiem Wisły, w okolicy Wału Miedzeszyńskiego, rannego bobra. Natychmiast wezwał straż miejską z Ekopatrolu.

– Gdy funkcjonariusze przybyli na miejsce, mężczyzna wskazał leżące zwierzę, które miało na grzbiecie ranę ciętą o długości ok. 12 cm – mówi Monika Niżniak ze stołecznej straży miejskiej. Bobra złapano i przewieziono do ośrodka rehabilitacyjnego dla dzikich zwierząt „Marysieńka” w Marysinie Wawerskim. – Bobra zbadał lekarz weterynarii – mówi Piotr Michalak, kierownik ośrodka. Okazało się, że zwierzę zraniło się wiele dni wcześniej. – Rana na grzbiecie była zasklepiona i ładnie się goiła. Poza tym zwierzak był zdrowy i dopisywał mu nastrój. Dlatego nie było potrzeby, aby bóbr dłużej przebywał w ośrodku. Następnego dnia wieczorem został wypuszczony nad brzegiem Wisły. Bóbr od razu dał nura do wody – podkreśla zadowolony Piotr Michalak.

Pracownicy ośrodka „Marysieńka” chwalą postępowanie spacerowicza, który wezwał odpowiednie służby i nie próbował na własną rękę łapać bobra. – Te zwierzęta są płochliwe, ale kiedy czują się zagrożone, potrafią się bronić i dotkliwie pogryźć – zapewniają pracownicy ośrodka.

W piątek rano personel „Marysieńki” ponownie miał ręce pełne roboty. Po Aninie wędrował łoś. Chodził po posesjach i szukał drogi do lasu, ale nie mógł wydostać się z okolicy gęstej zabudowy. Zauważyli go mieszkańcy domów w okolicy ul. Kajki. – Wiele osób kręciło się koło niego, robili mu zdjęcia. Łoś przestraszył się i próbował uciec. Nadział się na elementy ogrodzenia, kiedy przez nie przeskakiwał – tłumaczy kierownik ośrodka „Marysieńka”.

Na miejsce wezwano łowczych, którzy uśpili zwierzę i przewieźli je do kliniki rehabilitacyjnej w Marysinie. Troskliwie zajął się nim weterynarz, który m.in. zszył głęboką ranę. Zwierzę było zdrowe i w dobrej kondycji. Dlatego łosia przewieziono do lasu w okolice bagien, czyli ulubionego miejsca tych zwierząt. Tym razem bliskie spotkanie z człowiekiem skończyło się szczęśliwie!

REKLAMA

REKLAMA