Na otwockich Kresach

Tabliczka umieszczona przy ul. Batorego, tuż za ul. Wiejską, wskazuje, gdzie zaczynają się Kresy. Zostały one przyłączone do Otwocka w 1932 roku. Stanowiły część gruntów zaserwitutowych trzech wsi: Kępy Nadbrzeskiej, Nadbrzeża, Przewozu Karczewskiego. Wcześniej obszary te należały do gminy Karczew. Kulturowo związane były z Urzeczem – regionem etnograficznym obejmującym tereny po obu stronach środkowej Wisły.

Wskutek przyłączenia Kresów w granicach Otwocka znalazła się część ulicy nazywanej szosą Batorego. Tędy biegła (do ul. Przewoskiej) sieć kanalizacyjna. To tu odbywał się też ruch samochodowy między Otwockiem a Warszawą. Jednak dla mieszkańców Kresów coraz większą rolę zaczęła odgrywać ul. Okrzei. Stanowiła ona odcinek dawnej drogi polnej prowadzącej od Przewozu w kierunku Świdra. Już w dokumentach z lat 30. XX wieku Kresy nazywane były dzielnicą robotniczą. Czy właśnie dlatego ulica otrzymała za patrona Stefana Okrzeję, młodego bojownika PPS, który został skazany na karę śmierci przez carski sąd? Jak wiadomo, PPS miała silne wpływy w przedwojennym Otwocku. Czy decyzja o upamiętnieniu Stefana Okrzei wiązała się z 30. rocznicą jego śmierci?

Pomiędzy kształtującą się lokalną społecznością a magistratem szybko pojawiły się napięcia. Urzędnicy miejscy szukali informacji o dzikiej zabudowie w niektórych rejo- nach Kresów – często w ciągu jednej nocy wznoszone były prymitywne domki. Mieszkańcy, uiszczając na rzecz miasta podatki, nie mogli się doczekać żadnych inwestycji. Skarżyli się ponadto na wywożenie tu śmieci z innych dzielnic Otwocka.

Władze miasta wysuwały różne propozycje mogące zmienić warunki życia na Kresach. Na początku lipca 1944 roku, a więc kilka tygodni przed zakończeniem okupacji niemieckiej, odbyła się narada dotycząca przyszłości miasta. Zgłoszono wtedy postulat „przełożenia linii kolejki Warszawa–Karczew z ulicy Karczewskiej na Wiejską względnie Łukasińskiego”. Natomiast w kwestionariuszu miejskim opracowanym w 1948 roku za jedną z ważnych potrzeb uznano rozbudowę wodociągów, co miało umożliwić doprowadzenie wody m.in. na Kresy. Te oraz inne propozycje nie były jednak realizowane.

W kręgu inicjatyw
Wyraźny wzrost liczby mieszkańców na Kresach nastąpił w latach 50. XX wieku. Związane to było głównie z możliwością zatrudnienia w za-kładach przemysłowych w Warszawie. Stopniowo przybywało domów. Wiele z nich było wznoszonych tą samą techniką: drewnianą konstrukcję, często przywożoną już w odpowiednio wyciętych elementach, sta- wiano bardzo szybko (niekiedy w ciągu kilku dni). Od zewnątrz omurowywano ją pojedynczą warstwą cegły. Od środka obijano deskami, do których mocowano trzcinowe podłoże dla tynków. Przestrzeń między murem a deskami wypełniano wiórami zmieszanymi z wapnem. Bardzo często rodziny wprowadzały się do jednego pomieszczenia, zwykle do kuchni. Następne izby były stopniowo wykańczane. Wiele rodzin nie zapominało o swoich wiejskich korzeniach. Przy domach hodowano drób i trzymano prosiaki. Na niektórych działkach siano żyto i sadzono ziemniaki. Spośród drzew owocowych najbardziej udawały się wiśnie. Na obrzeżach Kresów, przed późniejszą ul. Tysiąclecia, nie było jeszcze lasu. Dlatego mieszkańcy domów przy ul. Okrzei w nocy mogli dostrzec światła samochodów jadących ul. Kraszewskiego.

Od 1934 roku, z inicjatywy ks. Ludwika Wolskiego, siostry felicjanki zaczęły prowadzić ochronkę dla dzieci z Kresów. Wkrótce urządziły też kaplicę, którą później udało się rozbudować. W 1958 roku kaplica przy ul. Jodłowej dała początek parafii. W późniejszym okresie przez 40 lat jej proboszczem był ks. prał. Włodzimierz Jabłonowski.

Obok kaplicy od 1951 roku zaczęło funkcjonować Państwowe Przedszkole nr 3. Znacznie wcześniej, zapewne już na przełomie 1945 i 1946 roku, przy ul. Łukasińskiego utworzono Państwowe Przedszkole nr 1. Zasłużoną kierowniczką i nauczycielką tej placówki była Janina Zgorzelska. Oba kresowe przedszkola, podobnie jak inne w Otwocku, oferowały skromną liczbę miejsc w stosunku do potrzeb.

W 1956 roku mieszkańcy Świdrów i części Kresów wystąpili z inicjatywą wybudowania szkoły podstawowej. Według początkowych ustaleń nowa placówka miała funkcjonować jako filia Szkoły Podstawowej nr 4. Dzięki zaangażowaniu mieszkańców w ciągu trzech miesięcy udało się zaadaptować i wyremontować budynki przekazane przez władze miasta. Od 1 września 1956 roku zaczęła działać Szkoła Podstawowa nr 6. Liczyła ona 276 uczniów w 10 oddziałach. Już dwa lata później podjęte zostały starania o wybudowanie nowego gmachu szkoły. Mieszkańcy włączyli się do wielu prac, m.in. przy karczowaniu zagajnika, ogrodzeniu terenu oraz wykonaniu wykopów. Nowy gmach oddano do użytku w 1963 roku. Patronem szkoły – którą ogłoszono Pomnikiem Tysiąclecia Państwa Polskiego – został Teofil Wojeński. Rodzice uczniów nadal angażowali się w prace społeczne przy zagospodarowaniu terenu wokół budynku i przy sadzeniu drzewek lipowych.

Spychacz na horyzoncie
W kolejnych latach pojawiały się dalsze zmiany w infrastrukturze Kresów. Wyasfaltowana została ul. Okrzei (którą wcześniej poszerzono po jednej stronie). Rozpoczęto budowę pawilonu handlowego przy skrzyżowaniu ul. Okrzei i Rycerskiej (znajdował się tam zagajnik, w którym często zatrzymywali się wozacy ze Świdrów Wielkich, aby wstąpić na piwo do pobliskiego sklepu przy ul. Łukasińskiego).

Wiosną 1974 roku wiele osób mieszkających w domach przy ulicach Tysiąclecia, Okrzei, Batorego i Rycerską otrzymało pisma zaczynające się od identycznej treści. Adresaci byli wzywani do urzędu miejskiego „w celu wstępnego ustalenia sposobu odstąpienia na rzecz skarbu państwa nieruchomości położonej w Otwocku przy ul.”.  Okazało się, iż mieszkają na obszarze przeznaczonym pod zabudowę blokową, dlatego przeprowadzony zostanie przymusowy wykup działek. Istniejące domy zostaną zburzone, a ich właściciele otrzymają lokale zastępcze w spółdzielni mieszkaniowej. Zagrożonych było ok. 600 domów. Zamieszkać w bloku? Utracić własny dom z ogródkiem, dzieło życia wybudowane z olbrzymim trudem? To niemożliwe!

Do osób najbardziej zdeterminowanych należał Józef Łysik –  z zawodu elektryk, z zamiłowania pszczelarz. Człowiek nielękający się wyzwań. Usiłował rozmawiać z władzami miasta. Dowiedział się, że wszystko jest zaplanowane i nic nie można zmienić. Udał się nawet do Komitetu Miejskiego PZPR. Sekretarz przekonywał, że decyzja  podjęta przez władze miasta jest ostateczna. Zdesperowany pan Łysik stwierdził: „Wy chyba Boga w sercu nie macie”. Usłyszał cyniczną ripostę „W tym domu o Bogu się nie mówi”.

Czy jest wyjście z tej sytuacji? Skoro nie w Otwocku, to nadziei trzeba szukać dalej, ale nie w instytucjach administracyjnych. „Władze miejskie w Otwocku zamierzają zburzyć kilkaset domków jednorodzinnych w dzielnicy Kresy, w tym nowo wybudowane!” – tym zdaniem rozpoczynał się list wysłany do „Życia Warszawy”. Sprawą zajęła się red. Irena Bańkowska. Przyjechała do Otwocka, a swoją relację – zamieszczoną 13 sierpnia 1974 roku – zatytułowała „Przyjdzie spychacz?”

Obejrzała wiele domów, którym groziło wyburzenie, chociaż zostały wybudowane na mocy zezwoleń miejskiej rady narodowej. Część z tych zezwoleń była wydana niedawno – przed rokiem lub dwoma latami. Dziennikarka stwierdziła: „Standard wyposażenia domków nie ustępuje stołecznemu, metrażowo znacznie go przewyższa […]. Łazienki z bieżącą wodą, bojlery na ciepłą wodę, wanny obudowane kafelkami, glazura także w kuchni, instalacja lokalna c.o”. Zwracała uwagę, że zamiary władz są krzywdzące dla ludzi: „Zbudowali te domki robotnicy i chłoporobotnicy. Za rodzinne spłaty, za pożyczki z PKO, które przez wiele lat będą obciążać ich budżet”. Ostrzegała przed groźbą marnotrawstwa: „I to wszytka ma pójść pod spychacz? Te deficytowe materiały budowlane?” Razem z przedstawicielem „otwockich kresowiaków”, czyli Józefem Łysikiem, udała się do naczelnika miasta. Dowiedziała się o ambitnych planach: „Ma powstać modelowe spółdzielcze osiedle na 10 tys. mieszkańców. […] Na to modelowe osiedle wyznaczono Kresy, innych terenów nie znaleziono”. Ostatni argument nie przekonał dziennikarki, która wskazała, że przy ul. Napoleońskiej, Wiśniowej i Podmiejskiej straszą „walące się rudery”.

Oddalone zagrożenie
Kilka dni po ukazaniu się artykułu 17 osób mieszkających na Kresach napisało list do redaktora naczelnego „Życia Warszawy”, dziękując za interwencję Ireny Bańkowskiej. W piśmie stwierdzono, iż redakcja gazety wykazała głębsze spojrzenia na problem niż „nasze miejscowe władze”. Odwołano się też do ogólniejszych okoliczności: „Dzięki wam […] trzydziestolecie naszej ludowej ojczyzny staje się i dla nas świętem, a nie rokiem zagłady, naszego wieloletniego i, proszę nam wierzyć, pełnego wyrzeczeń wysiłku.”

17 podpisów wobec zagrożenia dotyczącego kilkuset rodzin to bardzo mała liczba, ale w ówczesnych realiach taka postawa wymagała dużej odwagi. Pierwszym spośród 17 odważnych był Józef Łysik.

Jednak dla mieszkańców Kresów na świętowanie było za wcześnie. Władze miasta, nie rezygnując z podjętych planów, deklarowały, iż konieczne będzie wyburzenie znacznie mniejszej niż przewidywano liczby domów: w pierwszym etapie tylko ok. 30. Irena Bańkowska ponownie przyjechała do Otwocka. Uznała deklarację władz tylko za odwlekanie zagrożenia. Wyraziła to w artykule „Otwocka ciąg dalszy”. Natomiast mieszkańcy Kresów uwierzyli we własne siły. Doprowadzili do zmiany w komitecie osiedlowym. Zdeterminowani i licznie reprezentowani, stawili się na spotkanie z przedstawiciela-
mi władz miejskich i wojewódzkich w Szkole Podstawowej nr 6. Tu usłyszeli oczekiwane zapewnienie: osiedle bloków na Kresach nie będzie budowane.

W cieniu pamięci
Irena Bańkowska wskazała, iż nieprzemyślana inwestycja spowoduje koszty moralne, które „wyrażają się nastrojami ludzi, poderwaniem ich zaufania do administracji państwowej”. Tego argumentu używała również w Komitecie Wojewódzkim PZPR, gdzie została wezwana po ukazaniu się pierwszego artykułu o otwockich Kresach. Okazało się jednak, iż nie takich tekstów oczekują władze partyjne. Irena Bańkowska w dziale społecznym „Życia Warszawy” pracowała do grudnia 1981 roku. Zrezygnowała z dziennikarstwa po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego.

Józef Łysik nie zapomniał o zasługach dziennikarki. Latem 1997 roku zebrał 161 podpisów pod podaniem do prezydenta Otwocka, w którym, po krótkim przypomnieniu zasług dziennikarki, stwierdzono: „W dowód wdzięczności my, mieszkańcy Kresów, zwracamy się do pana prezydenta o nadanie nazwy jakiejś ulicy imienia Redaktor Ireny Bańkowskiej”. Jednak postulat ten nie został spełniony. W odpowiedzi, jaką Józef Łysik otrzymał od pełnomocnika prezydenta, wskazano, że „aktualnie nie istnieją w ww. terenie ulice, które nie mają nazw”.

Kilka lat później Józef Łysik wyprowadził się z Kresów. Zamieszkał w niedalekich Błotach. Zmarł 15 listopada 2005 roku. Dopiero wtedy wiele osób, czytając nekrolog, dowiedziało się, że odszedł „żołnierz AK odznaczony Krzyżem Virtuti Militari, Krzyżem Partyzanckim i wieloma innymi medalami”. Odwagę cywilną łączył więc z męstwem w czasach wojny i okupacji.

Niemym, lecz żywym świadkiem towarzyszącym życiu mieszkańców w południowej części Kresów, była potężna topola, która rosła przy skrzyżowaniu ul. Okrzei i Batorego. Ze względu na fakt, iż patroni obu ulic nosili to samo imię (Stefan), można byłoby ją nazwać Stefanką. Na drzewie tym wieszane były nekrologi informujące o zmarłych osobach. Jednak przed kilku laty – w związku z budową ścieżki rowerowej – topola została ścięta.

REKLAMA

REKLAMA