Psy pogryzły dziewczynkę

Wystarczyła chwila nieuwagi i doszło do tragedii! Rodzice tylko na moment spuścili z oka czteroletnią Martusię. Dziecko weszło do kojca, gdzie znajdowało się kilka owczarków niemieckich. Zwierzęta rzuciły się na bezbronną dziewczynkę! Niewiele brakowało, a zagryzłyby ją. Dziecko z poważnymi obrażeniami zostało przewiezione do szpitala.

bark1

Pies nie zawsze jest najlepszym przyjacielem człowieka. Boleśnie przekonali się o tym mała Marta i jej rodzina. Dziewczynka uwielbia zwierzęta. Niedawno rodzice podarowali jej i trojgu pozostałym dzieciom rasowego szczeniaka, owczarka niemieckiego. Mieszkająca w Otwocku rodzina pojechała po niego do profesjonalnej hodowli psów aż do Mikorzyna pod Koninem (woj. wielkopolskie). Dzieci dosłownie skakały z radości na widok małego czworonoga. Pies okazał się wiernym i dobrze ułożonym towarzyszem zabaw. Dlatego rodzice stwierdzili, że sprezentują pociechom jeszcze jednego owczarka.

W sobotę, 23 kwietnia cała rodzina pojechała do tej samej hodowli w Mikorzynie, z której wcześniej wzięła pierwszego psa. Przejęte dzieci wybrały kolejnego małego przyjaciela. Rodzice i hodowcy weszli do domu, aby sfinalizować transakcję. Martusia nudziła się, więc poszła pobawić się na tarasie. Cały czas była w zasięgu wzroku czujnych rodziców. Jednak rozmowy przedłużały się i dziewczynka zeszła na posesję. Rodzice stracili ją z oczu tylko na chwilę. Wtedy doszło do tragedii…

Marta chciała pobawić się z psami, które były w kojcu. Dziewczynka weszła do środka. Wtedy trzy suki owczarka niemieckiego rzuciły się na nią. Niewiele brakowało, a rozszarpałyby bezbronne dziecko… Na ratunek dziewczynce rzucili się rodzice i hodowcy. Gdyby nie ich szybka interwencja, zwierzęta prawdopodobnie zagryzłyby Martusię.

Na miejsce wezwano karetkę pogotowia i policję. – Zgłoszenie o pogryzieniu czterolatki otrzymaliśmy około godz. 18.30 – mówi w rozmowie z „Linią” st. asp. Marcin Jankowski z Komendy Miejskiej Policji w Koninie. – Dziecko zostało przewiezione do szpitala – dodaje. Martusia doznała licznych obrażeń, szczególnie rączek i nóżek. Z poważnymi ranami ciała trafiła do Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Koninie. Jest już po kilkugodzinnej operacji. Przy jej łóżku cały czas czuwają rodzice.

– Dziewczynka nie jest intensywnie leczona, jest pacjentką oddziału chirurgii dziecięcej – tłumaczy Maria Karczewska z wojewódzkiego szpitala w Koninie. – Otoczyliśmy rodzinę troskliwą opieką medyczną i psychologiczną – zapewnia. Stan dziewczynki lekarze określają jako średnio ciężki. Niewykluczone, że dalsze leczenie będzie kontynuowane w innym ośrodku medycznym.

Policja bada okoliczności tragicznego zdarzenia. Jak ustalili funkcjonariusze, psy były szczepione, są zdrowe i zadbane. – Dochodzenie w tej sprawie nadzoruje prokurator, który zdecyduje, czy ktoś usłyszy jakiekolwiek zarzuty – mówi st. asp. Marcin Jankowski. – Policjanci sprawdzają, w jaki sposób dziecko weszło do kojca, czy klatka, w której przebywały psy, była właściwie zabezpieczona. Dopiero wtedy będzie wiadomo, czy właściciel hodowli poniesie konsekwencje – dodaje st. asp. Jankowski z komendy w Koninie.

* Dla dobra sprawy imię dziewczynki zostało zmienione

Komentarz:

  • Lekarz weterynarii, Andrzej Domadzierski z Otwocka, tłumaczy,
    dlaczego suki zaatakowały czteroletnią Martusię:

    Musiały zadziałać pewne bodźce, które wywołały agresję. Dziewczynka, zanim weszła do kojca, bawiła się ze szczeniakami. Zapach młodych został na odzieży i rączkach czterolatki. Suki z pewnością wyczuły tę intensywną dla nich woń, co mogło wzbudzić w nich instynkt macierzyński lub je rozdrażnić, ale niekoniecznie do tego stopnia, aby zaatakować. Przypuszczam, że zadziałały jeszcze inne bodźce. Niewykluczone, że dziewczynka głaskała jedno ze zwierząt w kojcu, a inne poczuły się zazdrosne i rywalizowały o jej względy. Połączenie woni szczeniaków, zazdrości i rywalizacji mogły podziałać jak mieszanka wybuchowa. W takiej sytuacji zwierzę reaguje impulsywnie. Dlatego czterolatka została zaatakowana.

    Poza tym w kojcu przebywało kilka psów, co dodatkowo wzmogło agresywne zachowania zwierząt, bo zadziałał instynkt stadny. Oznacza to, że jeśli jeden osobnik atakuje, inne robią to samo. I jeśli pomoc nie nadejdzie szybko, psy potrafią w krótkim czasie zagryźć dorosłego człowieka, a co dopiero mówić o małym dziecku. Dziewczynka cudem uniknęła makabrycznej śmierci.

    Dlatego tak ważne jest, aby właściciel czy hodowca czworonogów właściwie zabezpieczył kojec, szczególnie jeśli na posesji jest kilka zwierząt. Dodam, że dwa psy to już stado, i nigdy nie wiadomo – nawet jeśli zwierzę jest dobrze ułożone i bardzo cierpliwe – czy jakiś bodziec nie wywoła w nim agresji. Trzeba pamiętać, że każdy pies gryzie.

Podobny artykuł

Objazd w korku

REKLAMA

REKLAMA