Tiry zmiażdżyły osobówkę

Tego koszmarnego wypadku nikt nie miał prawa przeżyć. Ale im się udało. Kamila P. wracała z synkiem i córką do domu, kiedy w tył jej auta uderzył rozpędzony tir. Ciężarówka wbiła chryslera w drugiego tira stojącego przed nim. Roztrzaskana osobówka zakleszczyła się między dwoma kolosami. Kobieta i jej dzieci zostali uwięzieni we wraku…

W środę, 4 maja wiele osób wracało z długiego weekendu i na drogach tworzyły się gigantyczne korki. Podobnie było w Kołbieli, gdzie trasa lubelska łączy się z drogą krajową nr 50. Późnym popołudniem do domu wracała tamtędy rodzina jednego ze strażaków Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie. 36-letnia Kamila P. podróżowała z 9-letnim synkiem i 15-letnią córką.

Matka z dziećmi jechała od strony Mińska Mazowieckiego w kierunku ronda w Kołbieli. Pogoda szybko się zmieniła. Zamiast słońca, nagle lunął deszcz. – Byli prawie pod domem, kiedy utknęli w korku, który ciągnął się przez wiele kilometrów. Na wysokości skrętu do miejscowości Siennice doszło do koszmarnego wypadku – wspomina z trwogą pani Katarzyna, znajoma 36-latki.

Było już po godz. 18. Chrysler Kamili P. stał w korku za tirem. Ciężarówka przewoziła podkłady kolejowe na niskopodwoziowej naczepie, która jest znacznie niżej osadzona niż te tradycyjne. Za nimi pędził drugi tir wypełniony po brzegi artykułami do produkcji wafli. Kierujący nim 66-letni Stanisław O. zbyt późno dostrzegł osobówkę. Próbował hamować, ale na niewiele się to zdało. Kolos z impetem uderzył w tył chryslera i wbił go w naczepę pierwszego tira. Siła uderzenia spowodowała, że auto osobowe podbiło i obróciło do góry kołami. Część pojazdu została zakleszczona między tirami, a część wylądowała na naczepie pierwszego tira.

Na miejsce wezwano służby ratunkowe.

– Zgłoszenie otrzymaliśmy po godz. 18 – mówi komisarz Mariusz Bęczkowski z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku. – Samochód został tak zniszczony, że nie było wiadomo, jakiej jest marki – dodaje bryg. Krzysztof Tuszowski z otwockiej straży pożarnej. Ratownicy – a nawet prokurator, którego powiadomiono o zdarzeniu – byli przekonani, że nikt nie przeżył tego koszmarnego wypadku. Na szczęście okazało się, że byli w błędzie. Matka i dzieci cudem uniknęli strasznej śmierci. Cała trójka była przytomna, ale została uwięziona w roztrzaskanym samochodzie.

Lekarze z karetki pogotowia zajęli się rannymi. Udało im się wydostać jedno z dzieci, ale do drugiego dostęp był utrudniony, dlatego do akcji wkroczyli strażacy. Problemy pojawiły się przy uwolnieniu Kamili P.

– Kobieta wisiała głową do dołu, nogi miała uwięzione między roztrzaskanymi elementami chryslera – mówi bryg. Tuszowski. Liczyła się każda sekunda, bo wrak w każdej chwili mógł runąć w dół i zabić kobietę. Kiedy strażacy próbowali ją uwolnić z żelaznej pułapki, cały czas czuwali przy niej lekarze. – To była bardzo trudna akcja, bo chrysler w nietypowy sposób zawisł między tirami. Dlatego musieliśmy drewnianymi palami zabezpieczyć i podeprzeć samochód, aby się nie zsunął. Przez 40 minut element po elemencie rozcinaliśmy części auta, aby wydostać ranną kobietę z wraku – tłumaczy bryg. Tuszowski.

Kamila P. z licznymi urazami rąk i nóg została przetransportowana medycznym śmigłowcem do szpitala. Dzieci również trafiły do placówki medycznej, ale na szczęście nie odniosły poważniejszych obrażeń.

– Cud, że matka i dzieci żyją – przyznają uczestniczący w akcji ratownicy. – Kobieta miała niesamowite szczęście. Chrysler nie miał szans w starciu z dwoma tirami. Gdyby przed nią stała zwyczajna naczepa, a nie taka do przewożenia podkładów kolejowych, to ciężarówka zmiażdżyłaby osobówkę jak puszkę lub wbiła pod naczepę stojącą przed nią. Wtedy matka i dzieci nie wyszliby z tego cało – tłumaczą.

Prokurator rejonowy Jolanta Łubkowska dodaje, że 66-letni kierowca tira, który uderzył w tył chryslera, był trzeźwy.

– Mężczyzna usłyszał zarzut spowodowania wypadku za co grozi do trzech lat więzienia. – Sprawa prawdopodobnie znajdzie finał w sądzie, ale wszystko zależy od obrażeń, jakie odniosła kobieta – tłumaczy prokurator.

Podsumowanie majówki

Policjanci z otwockiej drogówki już od piątku prowadzili akcję „Bezpieczny majowy weekend”. Na drogach powiatu pojawiły się dodatkowe patrole. Jednak nie wszyscy kierowcy zachowali ostrożność w czasie jazdy. – Podczas długiego weekendu doszło do trzech wypadków i 20 kolizji – wylicza komisarz Mariusz Bęczkowski z otwockiej komendy policji.

  • Do groźnie wyglądającego wypadku doszło we wtorek, 3 maja około godz. 17 w Kołbieli. Ciężarowy dodge, którym kierował Romuald G., uderzył w tył citroena. 35-letnia pasażerka osobówki z urazem kręgosłupa trafiła do szpitala w Otwocku.
  • Do innego, ale już mniej poważnego zdarzenia doszło w gminie Wiązowna. 29-letni kierowca kii prawdopodobnie zagapił się i auto wbiło się w paletę kostki brukowej stojącej przy drodze. Mężczyźnie nic się nie stało, ale samochód wymaga interwencji mechanika. Natomiast w Józefowie na ul. Wiązowskiej zderzyły się dwa auta osobowe. Podobnie było w Otwocku na ul. Górnej, gdzie doszło do kolizji toyoty i mazdy. Otwockie służby ponownie interweniowały też na ul. Kraszewskiego, na której doszło do kraksy forda i samochodu dostawczego.
  • Na tym jednak nie koniec. – Zatrzymano 10 pijanych rowerzystów i czterech nietrzeźwych kierowców – dodaje komisarz Bęczkowski. Mężczyźni ruszyli w drogę niedługo po tym, jak spożywali alkohol, lub jeszcze nie wytrzeźwieli. – Zatrzymane osoby miały około jednego promila alkoholu
    w organizmie – mówi komisarz Mariusz Bęczkowski.

REKLAMA

REKLAMA