12 zawodnik Vulcanu

Choć uważa, że najlepszym klubem na świecie jest FC Barcelona, a najlepszym piłkarzem – Lionel Messi, to – wraz z rodziną – najbardziej wspiera  piłkarzy Vulcanu Wólka Mlądzka. ośmioletni Bartek Hajdacki jest jednym z najmłodszych i najbarwniejszych kibiców w powiecie otwockim.
Bartek Hajdacki na meczach ukochanego Vulcanu nie żałuje głosu
Bartek Hajdacki na meczach ukochanego Vulcanu nie żałuje głosu

Zawsze gra się lepiej przy dopingu, a szczególnie jeśli jest on prowadzony w taki sposób. Bartek powinien być wzorem dla wszystkich dzieci, które chodzą na mecze. Myślę, że określenie go naszym 12 zawodnikiem nie jest w tym przypadku przesadne. To chłopiec, który w tym, co robi, daje z siebie wszystko. Jego postawę doceniają nawet piłkarze naszych rywali oraz ich kibice, którzy już coraz częściej go rozpoznają – mówi o Bartku zawodnik Vulcanu Marcin Bąbel.

Od małego na meczach
Pasji chłopca trudno się dziwić, bo u Hajdackich miłość do futbolu i kibicowania to niemal cecha rodzinna. – Jako dziewczyna kibicowałam chłopakom, gdy grali jeszcze pod nazwą Kryzys. Potem razem z całą rodziną dopingowaliśmy już Vulcan – mówi Magdalena Hajdacka, mama małego kibica z Wólki Mlądzkiej.

Bartka w rodzinnej miejscowości wszyscy dobrze znają. – Jego przygoda z kibicowaniem zaczęła się od starszego brata Damiana. Staraliśmy się dopingować zarówno jego, jak i cały zespół, i jakoś tak wyszło, że Bartek bardzo szybko to podłapał. Na meczach seniorów był początkowo raczej lekko onieśmielony i nie krzyczał tak głośno jak na meczach brata, ale od czasu gdy się przełamał, nie możemy opuścić żadnego spotkania – dodaje z uśmiechem pani Magdalena. – Bartek kibicuje głośno, ale kulturalnie – zaznacza jego mama.

W weekendy rodzinne życie Hajdackich toczy się wokół futbolu.

– Staramy się być na wszystkich spotkaniach w Wólce Mlądzkiej, a jeśli jest możliwość – głównie w niedziele – to jeździmy też na mecze wyjazdowe, żeby pomóc chłopakom – twierdzi pani Magda. – Ostatnio Bartek chorował i nie mógł być na meczu. Był przez to ogromnie rozczarowany. Na szczęście chłopaki wygrali, więc trochę poprawili mu humor – dodaje.

Prezent od drużyny

Ośmiolatek z Wólki Mlądzkiej nie szczędzi głosu przez całe spotkanie, robiąc sobie przerwy – tak jak piłkarze – między pierwszą a drugą połową. – Czasami były momenty, że on sam   rozkręcał doping na trybunach – mówi z dumą Sylwester Hajdacki, tata chłopca. – Nie wiem, jak on to robi, ale jeszcze nigdy nie musieliśmy używać żadnych mikstur na przeciążone gardło. Inni – a zwłaszcza ja – krzyczą z nim i na drugi dzień trudno im powiedzieć normalnie słowo. A on nic, jakby nic się nie działo – dodaje z uśmiechem mama Bartka.

Aby jednak nie narażać głosu swojego najwierniejszego fana, zawodnicy z zespołu rezerw po zakończeniu poprzedniego sezonu przy-
gotowali dla Bartka ogromną niespodziankę. – To był dla nas dobry moment. Wygrywaliśmy mecz za meczem i udało nam się wreszcie awansować z drugim zespołem do klasy A. Przez cały ten okres mogliśmy liczyć na wsparcie Bartka oraz jego rodziców. Uznaliśmy, że jest on naszym
12 zawodnikiem, a nawet takim szczęśliwym talizmanem. Zazwyczaj, gdy był na trybunach, nie przegrywaliśmy. Po sezonie w szatni zapadła spontaniczna decyzja, żeby go jakoś nagrodzić, a przy okazji sprawić, żeby poczuł się jak członek naszego zespołu. Postanowiliśmy zrobić zrzutkę i kupiliśmy mu profesjonalny megafon – mówi Piotr Bąk, były szkoleniowiec rezerw Vulcanu.

Niespodzianka zawodników uszczęśliwiła chłopca. – To był superprezent, zupełnie się go nie spodziewałem. Bardzo mnie zaskoczyli – przyznaje mały kibic Vulcanu. Teraz jego głos jest jeszcze bardziej doniosły, co często prowadzi do dość zabawnych sytuacji w trakcie meczu, zwłaszcza z udziałem drużyn, które wcześniej nie grały przeciwko Vulcanowi. Bywa, że po pierwszym okrzyku Bartka zawodnicy innych zespołów zatrzymują się jakby oszołomieni całą sytuacją.

Jak każdy fan Bartek ma zarówno w pierwszym, jak i drugim zespole Vulcanu swoich ulubieńców. – Najbardziej lubię bramkarzy: Arka Kałowskiego, Rafała Miśkurkę i Marcina Rękawka, a z pola to „Krisa” (Bartłomiej Jackowski – przyp. red.) oraz „Jirziego” (Marcin Raszka – przyp. red.). Ich gra najbardziej mi się podoba – przyznaje Bartek.

Bogaty repertuar
Przyśpiewki na mecze układane są w domowym zaciszu. Niektóre z nich to autorskie pomysły rodziny Hajdackich. – Ostatnio słyszeliśmy piosenkę o Robercie Lewandowskim. Melodia wpada w ucho, więc trzeba tylko dobrać odpowiednie słowa, by dopasować tekst do chłopaków z Vulcanu. Wszystko musi ładnie brzmieć i być kulturalne – mówi mama Bartka, która mocno wspiera pasję syna.

Teraz Bartek sam jest piłkarzem Vulcanu i występuje w zespole składającym się z zawodników o rok starszych (rocznik 2007). – To dzięki bratu. Gdy patrzyłem, jak on gra, to też chciałem być piłkarzem – wyznaje Bartek.

– On nie mógł się doczekać tego momentu. Mocno palił się do gry i treningu. Początkowo trener uważał, że jest jeszcze za mały, ale jak wytłumaczyć dziecku, że musi poczekać jeszcze rok, zanim będzie mogło robić to, czego tak bardzo pragnie? Ostatecznie poszedł na okres próbny i został, ale wciąż nie zapomina o kibicowaniu – mówi jego tata.

REKLAMA

REKLAMA