Pszczoły mogły mnie zabić!

Przyleciały nagle, niebo poczerniało, a na domowników padł blady strach! Rój pszczół sterroryzował mieszkańców domu w Świdrze. – Byłem przerażony, bo jedno użądlenie mogło mnie zabić. Jestem silnie uczulony na jad owadów – mówi Dariusz Ulaszewski.  Owady oblepiły budynek. Okna i drzwi były czarne od tysięcy owadów. Ich donośne brzęczenie przyprawiało o ciarki na plecach…

r0

Tego dnia Dariusz Ulaszewski nie zapomni do końca życia. W niedzielę, 29 maja mieszkaniec domu wielorodzinnego przy ul. Zacisznej w Otwocku szykował się do kościoła.

– Wyszedłem z domu tuż przed 8 i to, co zobaczyłem, zmroziło mi krew w żyłach, a nogi ugięły się pode mną – wspomina mężczyzna, który jest uczulony na jad owadów. Przed budynkiem latało kilkadziesiąt tysięcy pszczół. – Było ich tak dużo, że przysłaniały słońce, a ich brzęczenie doprowadzało mnie do szału – dodaje pani Ryszarda, mama pana Dariusza.

– Obydwoje uciekliśmy do mieszkania, zamknęliśmy okna i drzwi. Po chwili tysiące owadów obsiadło budynek. Okna i drzwi były od nich czarne jak smoła. Nie mogliśmy uwierzyć, że zaatakował nas rój – wspomina z trwogą kobieta.

Do mieszkania wdarło się kilka owadów. – Byłem przerażony. Bałem się, że znalazły jakieś małe wejście do mieszkania i za chwilę pojawi się ich więcej, ale na szczęście już żaden nie dostał się do środka – wzdryga się pan Dariusz. – Jedno użądlenie mogło mnie zabić, dlatego przez chwilę spanikowałem – przyznaje.

Zostałem uwięziony
Pszczoły latały jeszcze przez kilka chwil, a potem oblepiły ścianę budynku przy drzwiach wejściowych do mieszkania pana Dariusza. – Zostałem uwięziony w domu. Cieszyłem się jednak, że owady usiadły na ścianie i trochę się uspokoiły – tłumaczy z ulgą.

Pan Dariusz powiadomił o ataku roju służby ratownicze. W tym przypadku otwocka straż pożarna nie mogła pomóc. – Likwidujemy jedynie gniazda os i szerszeni, ale pszczoły są pożyteczne oraz znajdują się pod ochroną i jeśli jest możliwość, trzeba je ratować – tłumaczy bryg. Krzysztof Tuszowski z otwockiej straży pożarnej. Strażacy poradzili panu Dariuszowi, aby skontaktował się z pszczelarzem, który z chęcią ocali pszczelą rodzinę.

Trzeba było jednak działać szybko, bo królowa pszczół przed południem znalazła wejście do budynku i zaczęła wprowadzać rodzinę pomiędzy deski ściany. – Pszczelarz, który przyjechał w niedzielę, załamał ręce i stwierdził, że nie może nic zrobić. Prosił o kontakt, jeśli rój owadów przeniesie się na drzewo. Obiecał, że wtedy wróci po pszczoły i je zabierze – mówi z niedowierzaniem pani Ryszarda.

Po kilku godzinach ponad 25 tys. pszczół weszło przez szparę pod dachem i pomiędzy deskami zaczęło budować swój nowy dom. Owady terroryzowały mieszkańców przez dwa dni. – Były rozdrażnione, uwijały się z budową jak w ukropie. Do tego było gorąco i duszno. Nie mogliśmy otworzyć okna, bo zaraz wpadały do środka – wspominają domownicy, którzy zostali z żądlącym problemem zupełnie sami.

„Linia” na ratunek
– Nikt nie chce nam pomóc. Nawet administrator budynku nas zignorował, a my od dwóch dni żyjemy w strachu przed kolejnym atakiem roju. Proszę nam pomóc. Nie chcemy zabijać pszczół, chcemy je ratować, ale one nas terroryzują – bardzo prosiła łamiącym się głosem pani Ryszarda, która zadzwoniła do redakcji „Linii” we wtorek po południu. Wzięliśmy sprawy w swoje ręce.

Okazało się, że pozbycie się roju nie jest takie łatwe. Skontaktowaliśmy się z wieloma pszczelarzami z terenu powiatu otwockiego, ale tylko Sławomir Grzegrzółka z Koła Pszczelarskiego w Józefowie zareagował błyskawicznie. Przyjechał na miejsce po godzinie. –  Postaram się je zabrać – obiecał pan Sławomir, który zajmuje się pszczelarstwem od wielu lat.

Pożyteczne owady prawdopodobnie wyroiły się i uciekły z ula lub z dzikiego gniazda, w którym pojawiła się nowa, młodsza królowa. Dzieje się to w maju i czerwcu. Wtedy stara królowa ucieka przed młodszą i zabiera ze sobą większość pszczelej rodziny. – Wtedy matka szuka nowego gniazda, które czasami zakłada tam, gdzie to całkowicie nie odpowiada ludziom. Tak było w przypadku budynku przy ul. Zacisznej – tłumaczy Sławomir Grzegrzółka.

Akcja pod dachem
Okazało się, że pszczela rodzina zadomowiła się na dobre. Pszczelarz sprawdził poddasze budynku, ale owadów tam nie było. – Zagnieździły się w ścianie i zaczęły już budować plastry – ocenił Sławomir Grzegrzółka, który uznał, że mimo wszystko trzeba spróbować wywabić je na zewnątrz.
Wejście pszczół znajdowało się kilka metrów nad ziemią. Wtedy przydała się pomoc strażaków. – Bez ich drabiny nic nie moglibyśmy zrobić – przyznaje pani Ryszarda. Pszczelarz wspiął się pod dach i specjalnym przyrządem odymił wejście, a także wpuścił do środka gęsty, ale łagodny dla owadów dym. – On uspokaja pszczoły i powoduje, że przenoszą się do wyższych części gniazda – tłumaczy Sławomir Grzegrzółka.

Pszczelarz chciał sprowokować owady do wyjścia na zewnątrz. Niestety zabieg nie przyniósł efektu. Pszczoły nie miały zamiaru opuścić swojego nowego domu. – Nie mogłem nic więcej zrobić. Gdybym został wezwany w niedzielę rano, zanim weszły pomiędzy deski ściany, to z łatwością zabrałbym cały rój do pasieki – ocenia pan Sławomir.

Strażacy również nic nie mogli zrobić. Domownicy przyznali ze smutkiem, że wszystkie próby ocalenia pszczół skończyły się fiaskiem. – Pożyteczne owady nie mogły tam zostać, bo to zagrażało życiu nie tylko mojego syna, ale i innych domowników. Przecież mieszkają tu również dzieci i baliśmy się o ich bezpieczeństwo – tłumaczy pani Ryszarda. – Dlatego musieliśmy zlikwidować gniazdo pszczół – dodają mieszkańcy. Tego samego dnia Sławomir Grzegrzółka interweniował w miejscowości Dziecinów, gdzie rój pszczół osiadł na drzewie. Pszczelarz zrzucił rodzinę do specjalnej rojnicy i zabrał do nowych uli. – Zanim taka rodzina dołączy do pasieki, musi zostać poddana kwarantannie. Trzeba upewnić się, czy pszczoły nie są na przykład chore – tłumaczy Sławomir Grzegrzółka, który ma kilka pasiek na terenie powiatu otwockiego.

Rój w ogrodzie! Co robić?

r1

  • Przede wszystkim nie panikuj! Jeśli zobaczysz rój pszczół, który zawisł np. na drzewie lub siedzi na ścianie budynku, nie biegnij do niego ze środkiem owadobójczym i nie próbuj go przegonić. Zostaw go w spokoju. Pszczoły są pożyteczne i nie atakują ludzi, jeśli nie są zagrożone. Taki rój zazwyczaj szuka nowego miejsca do zbudowania gniazda. W pozbyciu się nieproszonych gości z ogrodu nie pomogą strażacy, lecz pszczelarz, który chętnie zabierze pożyteczne owady do pasieki. – Rój na drzewie lub ścianie budynku trzeba zabrać w ciągu 4-5 godz. od chwili, kiedy osiadł. Potem, gdy pszczoły np. wejdą w ściany budynku, będzie za późno – podkreśla Sławomir Grzegrzółka z Koła Pszczelarskiego z Józefowa. Inaczej jest w przypadku, kiedy odkryjesz na działce lub na strychu gniazdo os albo szerszeni. Wtedy koniecznie trzeba wezwać straż pożarną.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.