Odkryli bunkier

To prawdziwa gratka dla pasjonatów historii i miłośników fortyfikacji! Mieszkający w Józefowie Czytelnik „Linii” Marek Mikołajczyk odnalazł fragmenty betonowego schronu bojowego z czasów I wojny światowej.

bunkier

Przez wiele lat bunkier był ukryty pod warstwą ziemi, w gęstych krzakach prawie na wprost skrzyżowania ulic Wiązowskiej i Marii Curie-Skłodowskiej. Budowla jest częścią tzw. Przedmościa Warszawa, linii fortyfikacyjnej zbudowanej przez Niemców, i ciągnącej się od Wiązowny do Józefowa. Do dziś na terenie powiatu zachowało się wiele śladów tych umocnień, które są doskonale znane pasjonatom militariów. Jednak ten bunkier nie figuruje w żadnym ze znanych nam opracowań.

Pan Marek jest miłośnikiem historii i często przemierza okolice Świdra oraz Mieni w poszukiwaniu jej wojennych śladów. – Ten bunkier pamiętałem jeszcze z dzieciństwa – wspomina. – Kilka lat temu zacząłem go szukać, ale robiłem to nie w tym miejscu co trzeba. Wreszcie za trzecim razem do niego trafiłem – dodaje nasz Czytelnik.

Mikołajczyk odnalazł fragment schronu w gęstym lesie porastającym prawy brzeg Świdra. Z ziemi wystaje tylko płaski fragment budowli, reszta ukryta jest pod grubą warstwą liści i ziemi, na której rosną drzewa. Trudno powiedzieć, co dokładnie znajduje się wewnątrz budowli.

Zagadkę „zniknięcia” betonowego schronu wyjaśnia mieszkający w pobliżu Zdzisław Witan. – Pierwotnie schron stał na wysokim prawym brzegu rzeki, jednak z czasem Świder  zmienił koryto i rzeka zaczęła silnie podmywać brzegi. Bunkier zwalił się wtedy do wody i przez długi czas jego fragmenty wystawały z niej. Pamiętam, jak w połowie
lat 60. sam chodziłem po dachu tego schronu, ludzie się na nim opalali. Próbowaliśmy dostać się do środka, ale wejście było pod wodą – tłumaczy Witan. – Gdy Świder zaczął zabierać coraz więcej ziemi, mieszkańcy zorientowali się, że rzeka zagraża ich domostwom. Wtedy przekopali kanał i skierowali jej nurt pod drugi brzeg – wyjaśnia.

Bunkier pokryła masa mułu i piachu, która potem zarosła bujną roślinnością. Schron zniknął z powierzchni, a ludzie o nim zapomnieli. Teraz znajduje się pod ziemią, około 100 metrów od brzegu rzeki, ale jest prawie niewidoczny.

Czy w ślad za jego odnalezieniem zainteresują się nim pasjonaci historii? – z tym pytaniem zwróciliśmy się do Huberta Trzepałki ze Stowarzyszenia Na Rzecz Zabytków Fortyfikacji „Pro Fortalicium”, przewodniczący koła terenowego „Przedmoście Warszawa”. – Lokalizacja tego obiektu nie była nam znana. Nie ma jej również na mapach. Dlatego trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy mamy do czynienia z fragmentami umocnień. Aby się tego dowiedzieć, obiekt należy odsłonić, a do tego potrzeba zgody właściciela terenu, na którym betonowe znalezisko się znajduje. Bez tego ani łycha koparki, ani żaden szpadel nie mogą być wbite w ziemię – podkreśla Hubert Trzepałka.

REKLAMA

REKLAMA