Powstanie jak Feniks

Dlaczego największy drewniany budynek w Polsce (i być może w Europie) kryje pod deskami mury? Jak będzie przebiegać rozpoczęty przed kilkoma tygodniami remont? Co ze starej konstrukcji uda się zachować? Odwiedziliśmy plac budowy na terenie Gurewicza i znamy już odpowiedzi na te pytania.

gurewicz3

O jednej z najważniejszych od lat inwestycji w Otwocku w rozmowie z Przemkiem Skoczkiem opowiada WIKTOR LACH, społeczny opiekun zabytków i zarazem członek zespołu naukowego doradzającego inwestorowi podczas budowy.
Wszystkich najbardziej intryguje ten mur, który ukazał się spod drewnianej fasady.

– Nie dziwię się temu zdziwieniu (śmiech). To efekt prac przeprowadzonych w 1984 roku. Wtedy była tu jeszcze szkoła pielęgniarska. Zaszła wówczas potrzeba remontu budynku i de- montażu balkonów w skrzydłach A i B, które były w najgorszym stanie. Zagrożeniem były przede wszystkim stare drewniane stropy. Udało mi się odnaleźć dokumentację korespondencji ze stołecznym konserwatorem zabytków, któremu Otwock wtedy podlegał. To on wydał zgodę na budowę od wewnątrz murów, na których oparto nowe betonowe stropy. Okna znajdowały się nadal w konstrukcji drewnianej, ale ściany „przytyły” o dobre 60 cm i budynek stał się tu o wiele bardziej zaciemniony, a pomieszczenia wyraźnie zmalały.

Mur wygląda tak, jakby budowały go te przyszłe pielęgniarki…

– No tak, daleko tu do murarskiego mistrzostwa. Nakaz konserwatorski uniemożliwił jednak wykonanie tego zadania w sposób właściwy, który stosujemy teraz, czyli: demontaż, inwentaryzacja, ocena stanu, stawianie cieńszego żelbetowego szkieletu i stropu, ponowne pokrycie konstrukcją szkieletową powtarzającą konstrukcję Gurewicza, a potem oszalowanie, ocieplenie wełną mineralną i oszalowanie drewnem. W efekcie ten istniejący mur wychyla się na zewnątrz. Paradoksem jest to, że trzymał się on głównie na tej zewnętrznej konstrukcji drewnianej. Był o nią oparty! Konstrukcja się wygięła, para wodna, zmieniając się w wodę, zaczęła ciec po ścianach i tylko pogorszyła stan drewnianej konstrukcji tych skrzydeł.

Nie wszędzie jednak zastosowano to śmiałe rozwiązanie. W innych skrzydłach widać już samo drewno.

– Tak, większość budynków (bo przypominam, że pensjonat rozrastał się stopniowo i tak naprawdę jest to kilka połączonych ze sobą budynków tworzących całość), poza ścianami kominowymi, jest tylko z drewna. Parter ma konstrukcję sumikowo-łątkową, czyli pomiędzy pionowe słupy, zwane łątkami, wsuwano krótkie, grube dechy
– sumiki. To solidna konstrukcja, piętro ma już charakter lżejszy, szkieletowy, mamy tu deskowanie wewnętrzne, a pomiędzy nim a szalunkiem zewnętrznym zastosowano izolujące igliwie.

Rozbieracie wszystko jak leci?

– Nie ma innego wyjścia, z dwóch powodów. Trzeba całość rozebrać, by zbudować podziemny parking i zasilanie. Spodziewajmy się więc trudnego momentu, gdy będzie tu tylko wielka dziura w ziemi. Potem jednak budynek wróci na swoje miejsce, odmłodzony i odrodzony niczym Feniks z popiołów (śmiech). Zrobimy to tak, jak powinno być zrobione już w 1984 roku. Tylko zamiast klasycznych murów podstawą konstrukcji będzie ażurowy stelaż żelbetonowy, na którym zostaną zawieszone stropy. Drugi powód to nasza metoda, która zakłada podejście badawcze i ocenę stanu drewna oraz jego konserwację i impregnację.

I on zostanie obudowany drewnem?

– On zostanie obudowany z powrotem Gurewiczem! W dużej mierze. I to jest drugi powód, dla którego całość rozbieramy krok po kroku. Tylko w ten sposób możemy dokładnie obejrzeć i posortować drewno, zarówno zewnętrzne elementy, szalówkę i zdobienia, jak i konstrukcję. A ta jest w nad podziw dobrym stanie. Na początku wszyscy myśleliśmy, że Gurewicza zżerają grzyb i pleśń, ale okazuje się, że dotyczyło to tylko paru procent budynku, głównie tynków. To wspaniałe drewno, przesuszone przez kilkadziesiąt lat, dziś byśmy takiego nie kupili! Bo nie ma już tak srogich zim. W większości jest do ponownego wykorzystania, co daje inwestorowi kolosalne oszczędności! Pomyśleć, że początkowo „specjaliści” oceniali, że wszystko trzeba wyrzucić i dopiero nasz zespół udowodnił,
że jest inaczej. Mamy jednak najlepszych ludzi, pracujemy z doktorem Marcinem Górskim z Pracowni Ochrony i Konserwacji Zabytków Politechniki Warszawskiej i dwiema doktorantkami z SGGW, specjalizującymi się w konserwacji zabytków drewnianych: Ewą Lisiecką i Agnieszką Mielnik. Uratujemy więcej z oryginalnego Gurewicza,
niż nakazał konserwator i niż my przewidzieliśmy w programie prac konserwatorskich. To sytuacja dotąd niespotykana, więc konserwatorzy nam kibicują.

Oczywiście wiele elementów, zwłaszcza zewnętrznych, jest nie do uratowania. To wszystko jest bite na gwoździe, tysiące gwoździ. Przy ich usuwaniu drewno często pęka. Gwoździe wytniemy i zastąpimy drewnianymi kołkami. Są też fragmenty wybrakowane, których nie można uzupełnić nowymi szalówkami, ponieważ po malowaniu całości będzie widać różnicę. Nowe i stare drewno inaczej wchłaniają farbę. Na budynku występuje także pięć profili szalunku i nie możemy sobie swobodnie uzupełniać braków. Pochylamy się jednak nad każdym kawałkiem, zdobieniem, listewką, wszystko ma dla nas wielką wartość, także sentymentalną, i ratujemy, co się da. Poszukujemy nowych metod i rozwiązań. W ocalaniu zabytków nie można być romantykiem kierującym się „wiarą i czuciem”, do wszystkiego przykładamy „szkiełko i oko”. Na pewno duża część drewna ze starego Gurewicza będzie też wykorzystana w nowym budynku lub do budowy urządzeń ogrodowych.

Kiedy strzelą korki szampana?

– Mam nadzieję, że najpóźniej za trzy lata będziemy świętować otwarcie. Innej opcji nie przewiduję (śmiech).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s