Kotek wpadł do studzienki

Dwumiesięczny zwierzak utknął w śmiertelnej pułapce. Długo walczył o życie i rozpaczliwie wzywał pomocy. Jego miauczenie na szczęście usłyszał jeden z przechodniów, który zawiadomił ekopatrol.

Patrol_Eko_-_kotek_uratowany_ze_studzienki_na_Wale_Miedzeszyńskim_02

Dwumiesięczny biały kocurek zgubił kocią mamę i długo błądził po Wale Miedzeszyńskim. Szukając schronienia przed wichurą, która rozpętała się w nocy z czwartku na piątek (14/15 lipca), wpadł w poważne tarapaty. Zwierzak utknął w studzience burzowej wypełnionej do połowy deszczówką. Kotek walczył o życie, rozpaczliwie wzywając pomocy. Około godz. 10 jego miauczenie usłyszał jeden z przechodniów. Mężczyzna zorientował się, że odgłosy dochodzą ze studzienki na lewym pasie ruchu na Wale Miedzeszyńskim w okolicy ul. Chodzieskiej. Mężczyzna wezwał na ratunek ekopatrol.

– Mały kotek walczył o życie na głębokości ok. pięciu metrów. Studzienka była do połowy wypełniona wodą. Pływał w niej, ale tracił siły – mówi st. insp. Robert Bielski z ekopatrolu. Strażnicy miejscy próbowali zdjąć pokrywę ze studzienki, aby wydostać zwierzę, ale okazało się, że jest ona częściowo zalana asfaltem. Do akcji wkroczyły służby przedsiębiorstwa wodociągów. – W trakcie oczekiwania na pracowników wodociągów obserwowaliśmy, jak kotek z minuty na minutę traci siły. W głębi studzienki dostrzegliśmy nieco bezpieczniejsze miejsce i końcem tyczki przepchnęliśmy go do tego zakamarka – dodaje mł. sp. Artur Sapiński. Kilka chwil później służby wydostały kociaka ze śmiertelnej pułapki.

– Zawinęliśmy zwierzę w ko-cyk, włączyliśmy ogrzewanie w radiowozie i nacieraliśmy kotka, żeby go ogrzać. Po kilkunastu minutach uspokoił się – dodają strażnicy ekopatrolu. Uratowany kociak trafi do schroniska na Paluchu.

REKLAMA

REKLAMA