Ciemne strony uzdrowiska

Idylliczny obraz Otwocka – uzdrowiska, miasta sanatoriów, żywicznego powietrza i ostatniej deski ratunku dla gruźlików, jaki przedstawiały broszury reklamowe, stanowił tylko część prawdy o szybko rozwijającym się mieście. Drugie, bardziej przyziemne, oblicze Otwocka można było poznać z artykułów w prasie, które otwierały oczy zbyt naiwnym letnikom.
Stan sanitarny miasta pozostawiał wiele do życzenia

Stan sanitarny miasta pozostawiał wiele do życzenia

Zamożniejsi kuracjusze przyjeżdżali do otwockich eleganckich pensjonatów i sanatoriów, reszta musiała korzystać ze znacznie skromniejszych warunków. Pewna czytelniczka „Kuriera Codziennego”, zbulwersowana brudem panującym w mieście pisała:

„W Otwocku, najlepszej stacji klimatycznej w Polsce, kiedy kto chce się tu leczyć, musi studiować akrobatykę, aby rankiem przejść z ul. Reymonta na bazar lub nawet do stacji kolejowej. Nie tylko, że w Otwocku nie czyszczą chodników, nie zgarniają błota i wody (aby przejść z jednej strony ul. Warszawskiej na drugą, trzeba mieć wysokie buty), nie zamiatają ulic i otoczeń domu. Np. zbiór śmieci i brudów przy cukierni p. Łopaty pochodzi jeszcze od lata. Zaduch jest taki, że w tej «stacji klimatycznej» na głównej ulicy Otwocka nie wie się, gdzie nos zwrócić. Lecz szczyt niechlujstwa znajdziemy na bazarze, który mieści się po przeciwnej stronie toru, i na ulicach tamtej części Otwocka, gdzie również znajduje się dużo pensjonatów oraz prawie wszystkie szkoły powszechne. Brudy, jakie tam znajdziemy, przechodzą najbujniejszą wyobraźnię. Ludność tej okolicy Otwocka nie tylko, nie zamiata ulic, ale śmiecie wyrzuca na ulicę, a nawet załatwia na niej potrzeby fizjologiczne. Gdy dochodzi się do szkoły Reymonta, wprost nie ma czem oddychać – a drogą tą codziennie chodzi do szkoły ponad 1000 dzieci i cały szereg kuracjuszy, którzy nie po takie powietrze zjeżdżają z całej Polski. Czy niema środków, któreby zmusiły właścicieli domów do utrzymywania choć w zwykłym porządku ulic i otoczenia domostw, sklepów i bazarów? Czyż w dobie silnej propagandy uzdrowisk krajowych niechlujstwo i brud Otwocka mają być argumentem pociągającym kuracjuszy?”.

„Woda zatruta i pełna zarazków”
Zaś dziennikarz „Kuriera Porannego” konstatował:

„Stare drewniane budy, gęsto nastawiane wśród suchotniczych sosenek, w przedwiośnie, w odwilż, późną jesienią zalane wodą, błotniste, niebrukowane ulice, odrażający smród tuż przy stacji i blade, zjedzone przez chorobę twarze biedoty: tak wyglądają warunki higieniczne Otwocka, który ma wszelkie szanse zostania wielką stacją klimatyczną(…). Ten wielki rezerwuar leczniczego, uzdrawiającego powietrza zasługuje na tyle przynajmniej troskliwej opieki, aby nie był zanieczyszczony, zakażany, zapluty i zasmrodzony. Trzeba pamiętać o tem niezastąpionem niczem bogactwie naturalnem, jakie się tuż pod ręką dostępne dla wszystkich posiada”.

W tej samej gazecie pisano w 1933 r. o kontrolach pensjonatów na całej linii otwockiej, która to

„od dawna znana jest ze zdzierstwa, brudu i niechlujstwa większości istniejących na tych terenach osiedli letniskowych, pensjonatów i willi(…). Zadaniem komisji jest najpierw ustalić w każdym po- szczególnym wypadku, czy pensjonat posiada koncesję. Wymierzone to jest przeciw tajnym pensjonatom, znanym z niechlujstwa i uchylającym się od kontroli. Następnie poddawany jest gruntownym badaniom budynek pensjonatowy, a mianowicie, czy posiada należycie urządzoną instalację wodociągową i kanalizacyjną itd. Ponieważ woda w studniach letniskowych często jest zatruta i pełna zarazków tyfusowych, przeto komisja domaga się analizy dokonanej przez Państwowy Instytut Badania Środków Żywnościowych”.

Do tego drożyzna
Narzekano także na zdzierstwo właścicieli pensjonatów i wysokie ceny w sklepach.

„Brak jest ciągle kontroli nad cenami mieszkań i środków aprowizacyjnych. Cennika obowiązującego nie widać. Stąd drożyzna. Ceny chleba znacznie wyższe niż w Warszawie, jak zresztą i innych artykułów spożywczych. To samo tyczy się cen mieszkań. Pensjonaty zniżyły opłatę za pokój z utrzymaniem z 12 zł na 9 zł, a 20 zł na 12 zł przeciętnie, ale i to jest stosunkowo dużo. Pokój z kuchnią na sezon liczono 1000 – 1200 zł. Obecnie cena ta spadła o 25 proc. Za dwa pokoje płaci się 180 zł zamiast 250 zł, a za trzy – 400 zł zamiast 500 zł. Obniżka czynszu – jeszcze nie dostateczna zresztą – nastąpiła jednak zbyt późno. W rezultacie – 75 proc. lokali i pensjonatów jest w 75 proc. …wolna.”– zanotował „Kurier Czerwony”.

Szulernie stoją otworem
Na inną „ciemną” stroną Otwocka biadolili z kolei nie biedni, ale bogaci letnicy, którzy wcale nie przyjechali tutaj w celach zdrowotnych. W sposób zadziwiająco szybki „reperowali” za to swoje kieszenie. Tak skutecznie, że zobaczyli w nich dziury. Ponieważ kasyno nie otrzymało koncesji na gry hazardowe, pustkę prędko zapełniły tajne szulernie i jaskinie hazardu prowadzone w nobliwych pensjonatach. Goście przy pomocy sprytnych oszustów wychodzili z nich „goli” i bynajmniej nie weseli. Dochodziło nawet do samobójstw.

W wielu pensjonatach działały tajne szulernie

W wielu pensjonatach działały tajne szulernie

„Pomimo, że wszyscy wiedzą o hazardzie uprawianym w Otwocku, nie słychać jakoś dotychczas, aby władze zamierzały położyć kres tym skandalom przez zamknięcie szulerni. Stoją one nadal otworem dla każdego, kto wylegitymuje się pełnym portfelem. Co więcej, obecnie, przed nadchodzącym sezonem letnim, nawet pensjonaty, w których nie uprawiano dotychczas szulerki zawodowo, pozazdrościwszy szulerniom kokosowych interesów, przygotowują «pokoje do gry». Można więc sobie wyobrazić, co będzie się tam działo w lecie, ile nowych nieszczęść i tragedii przyniesie jeszcze Otwock, jeśli władze nie roztoczą bacznej opieki nad pensjonatami tamtejszemi i nie zamkną zawczasu szulerskich spelunek” – alarmowało pismo „ABC” w 1933 r.

Narkotyki? Proszę bardzo
Przedwojenny Otwock był nie tylko znaną w Warszawie jaskinią hazardu, ale też miejscem, gdzie raczono się narkotykami. „Express Poranny” z 19 grudnia 1933, donosił:

„Na skutek skargi złożonej do władz śledczych przez aptekarzy z Otwocka wczoraj zarządzono w składach aptecznych w Otwocku rewizję, celem ustalenia, czy składy te sprzedają specyfiki, które wolno sprzedawać tylko w aptekach. Rewizja ta wywołała popłoch wśród drogerzystów. Ze składów próbowano wynosić specyfiki. Usiłowania te zostały jednak udaremnione przez policję. W czasie rewizji wykryto w kilku składach narkotyki w większej ilości niż drogerje mają prawo trzymać. Narkotyki te zabrano. Posiadaczom narkotyków nielegalnie zdobytych grozi surowa kara. Przeciwko winnym sprzedaży niedozwolonych specyfików sporządzono protokóły”.

O tym, że nie był to odosobniony przypadek, świadczy artykuł z „Kuriera Codziennego” z 4 grudnia 1933 r. Tytuł mówił sam za siebie:

„Sanatorium dla gruźlików w Otwocku centralą przemysłu narkotyków. W safesie bankowym wykryto 3 kg kokainy”. „Przed kilku dniami władze śledcze przeprowadziły rewizję w jednym z banków warszawskich, gdzie w safesie należącym do mieszkańca Wiednia, Halperna, znaleziono ukryte trzy kilo kokainy. Halpern został niedawno aresztowany, jako herszt bandy zajmującej się przemytem narkotyków do Polski. «Centrala» bandy przemytniczej znajdowała się w Belgradzie, Halpern miał swój oddział w Katowicach, a ostatnio ze względu na pewne trudności, związane z potajemnym handlem narkotyków, przyjechał do Warszawy i tu zamieszkał w hotelu Bristol. Po pewnym czasie Halpern wyprowadził się z Bristolu. Tymczasem do hotelu nadszedł do niego list, który wpadł w ręce nowego lokatora pokoju. Ten po otwarciu stwierdził, że list jest adresowany do handlarza narkotykami. W ten sposób władze wpadły na trop tej afery, która jest jedną z największych, zlikwidowanych ostatnio”.

Aresztowania dokonane przez władze w wielu miastach, m.in. w Gdyni, Poznaniu, Katowicach i Przemyślu, stoją w związku ze sprawą Halperna. Ostatnio jego pomocnicy zainstalowali sobie «cichą hurtownię» przemyconych narkotyków w pewnym pensjonacie w Otwocku.

W pensjonacie tym przebywali zazwyczaj gruźlicy i nikt by nie przypuszczał, że znajduje się tam wielka potajemna hurtownia przemyconych narkotyków. W soboty i niedziele zjeżdżali się tam rozmaici osobnicy, rzekomo na wypoczynek i grę w brydża, a tymczasem byli to agenci szajki, którzy przyjeżdżali po odbiór narkotyków.

Śledztwo zatacza bardzo szerokie kręgi. Ogółem aresztowano w związku z tą sprawą już około 15 osób, m.in. żoną Halperna, którą jednak po kilku dniach zwolniono”.

Na kulturę 200 zł, na hycla 800 zł
Przytoczone powyżej fragmenty artykułów powstały głównie w 1933 r. Prasa warszawska pilnie śledziła sytuację w pobliskim uzdrowisku. I, jak to gazety, często nie przepuszczała takich „smaczków” jak np. uchwalony budżet Otwocka:

„W preliminarzu budżetowym uzdrowiska – gminy Otwock na rok 1933 – 1934, znajdujemy następujące ciekawe pozycje: preliminarz opiewa na 680.000 zł, z tego przeznacza się na: oświatę – 71.748 zł; opiekę społeczną – 29.000 zł; pensje i dodatki burmistrza – 24.000; na kulturę i sztukę (z utrzymaniem dwóch pomników) – 200 zł i na hycla 800 zł.”

Ps. Zachowaliśmy oryginalną pisownię.

3 responses to “Ciemne strony uzdrowiska

  1. po krótkiej lekturze nie sposób przyznać, że tematy bardzo na czasie, i już wiadomo, czemu władze tak zniechęcają do nauki historii, problemy np. chodników nie do rozwiązania od początków istnienia miasta, żenada…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s