Iron Man

Paweł Krakowiak – mieszkający w Świdrze triatlonista specjalizujący się w dystansie Ironman (3,8 km pływania, 180 km jazdy rowerem i 42,2 km biegu – pełny maraton!) ma za sobą bardzo udane starty podczas międzynarodowych zawodów we Frankfurcie i w Poznaniu.

PRZEMEK SKOCZEK

Paweł Krakowiak (z lewej) na podium zawodów w Poznaniu

Paweł Krakowiak (z lewej) na podium zawodów w Poznaniu

Paweł gościł na łamach „Linii” przed dwoma laty, gdy wywalczył drugie miejsce w ogólnopolskich zawodach Ironman w Malborku. Opowiadał wówczas, że tria- tlon jest dyscypliną wymagającą wielu wyrzeczeń i dyscypliny, zwłaszcza, gdy startuje się na żelaznym dystansie Ironman. 30-latek z Otwocka wstaje codziennie o 4.30 rano, by przed pracą zdążyć zrobić pierwszy trening. Ćwiczy bez względu na porę roku, pogodę i samopoczucie. Ta pasja trwa blisko pięć lat.

Pomógł mi diabeł
Mistrzostwa Europy we Frankfurcie są największymi triatlonowymi zawodami na kontynencie i drugimi po Hawajach pod względem wielkości na świecie. Na starcie, w różnych kategoriach, stanęło około dwa i pół tysiąca zawodników. Wśród nich Paweł Krakowiak.

– Miałem naprawdę dobrą  motywację i byłem w formie. Wciąż najmocniejszy jestem w bieganiu i tym nadrabiam, więc wiele zależało od dwóch pierwszych etapów (kolejność zawsze jest ta sama: pływanie-rower-bieganie – przyp. red.). Pływanie to moja najsłabsza konkurencja. Nie wiedziałem też, czego się spodziewać po trasie rowerowej. W krajach górzystych, takich jak Austria czy Szwajcaria, należy oczekiwać trudnej trasy, morderczych podjazdów, i to często odgrywa kluczową rolę, bo należy oszczędzać siły na bieg. We Frankfurcie jechaliśmy głównie po mieście, było kilka podjazdów, ale trasa okazała się przede wszystkim bardzo techniczna. Był zjazd, a zaraz za nim zakręt 90 stopni, więc ostre hamowanie a potem znów trzeba było naciskać na pedały, bez szans na równe tempo – opowiada otwocczanin.

Na trasie trzeba było się pilnować ze względu na nowe przepisy, które zakazują jazdy na kole przeciwnika, jest to tzw. drafting. Wzrósł dystans między zawodnikami, który wy- nosi teraz nie 8, a 12 metrów. Gdy w peletonie kolarz trzyma się zbyt blisko zawodnika przed nim, on jakby rozbija mu powietrze i jest łatwiej, oszczędza się energię na bieg. Zakaz jest restrykcyjnie przestrzegany i łatwo zarobić punkty karne, traci się cenne minuty, które trudno nadrobić.

– Dawałem sobie radę i jechałem, żeby osiągnąć cel, czyli zmieścić się w dziewięciu godzinach. To było do osiągnięcia, ale niestety przytrafiła mi się awaria sprzętu. Łańcuch wkręcił się w przerzutkę, wyglądało to fatalnie, szarpałem się kilka minut, niemal zrezygnowany, gdy nagle stanął nade mną diabeł. Dosłownie! (śmiech). Na trasie jest sporo poprzebieranych kibiców, zawody to takie miejskie święto, fiesta. I ten człowiek w stroju diabła mi pomógł. Zerwaliśmy z ramy folię , która blokowała łańcuch i udało się. Straciłem jednak ponad 10 minut – dodaje triatlonista.

Łączny czas Pawła we Frankfurcie to 9 godzin 18 minut i 38 sekund (1:01:35 pływanie, 5:05:01 rower i 3:06:10 bieg). Dało mu to 22. miejsce w kategorii M-30 i 109. w Open (na 2,5 tys. startujących!). Był drugim Polakiem na mecie.

Złoto w Poznaniu
Trzy tygodnie po niemieckich zawodach Paweł stanął na starcie kolejnej międzynarodowej imprezy – Enea Challenge Poznań, również o randze Mistrzostw Europy.

– W Poznaniu postawiłem na wariant oszczędnościowy i wystartowałem na połówce głównego dystansu, czyli 1,9 km pływania, 90 km rower i półmaraton – 21 km. Konkurencja była jednak bardzo silna, bo moja kategoria wiekowa jest zawsze najmocniej obsadzona. 30-35 lat to optymalny wiek dla triatlonistów, wtedy są w najwyższej formie. Dlatego zwycięstwo ma tak słodki smak, mimo pewnych zastrzeżeń do organizacji tych zawodów. Pierwsze miejsce w M-30 i 16. w kategorii Open to na pewno jak dotąd mój życiowy sukces, ale za chwilę przede mną będą kolejne wyzwania – opowiada.

Już 20 sierpnia Paweł ponownie wystartuje na koronnym dystansie Ironman na zawodach w Wolsztynie. Na te zawody oszczędzał siły, stąd wybór krótszej trasy w Poznaniu. Otwocczanin ma ważny cel.

– Marzy mi się pokonanie trasy poniżej dziewięciu godzin. Wiem, że to osiągalne, że jestem w formie i wciąż moje możliwości nie są wykorzystane w stu procentach. To ogromna zasługa ludzi, z którymi mam szczęście współpracować. Jestem pod opieką 4SportLab – jest to laboratorium badań wydolnościowych, ogromnego wsparcia udziela mi Michał Garnys. Z kolei Paweł Szczygieł, bardzo doświadczony fizjoterapeuta z FizjoBox, pomógł mi uporać się z dokuczliwą kontuzją – napięciem pasma biodrowo-piszczelowego. Mam coraz bardziej sprawne i porozciągane ciało – przyznaje.

Rodzinny bloger?
Otwocki sportowiec jest człowiekiem o wielkiej ambicji i woli walki. Mimo początkowych kłopotów z matematyką na studiach, z wyróżnieniem ukończył Wydział Mechaniki i Budowy Maszyn na Politechnice Warszawskiej. Ta sama determinacja towarzyszy mu w sporcie. Przyznaje, że do niedawna był swoją pasją niemal zaślepiony, dziś trochę odpuszcza i zmienia priorytety.

– Córka rośnie, chcę z nią spędzać więcej czasu. Żona, która bardzo mnie dopinguje i wspiera, także doceni to, że będę więcej czasu spędzał z rodziną. Trochę opadły mi z oczu klapki, zmieniły się priorytety. Te złamanie dziewięciu godzin to cel, po którego osiągnięciu zwolnię tempo – obiecuje. Przed Pawłem jeszcze kolejne wyzwanie, mniej wymagające, ale równie ciekawe. Będzie prowadził bloga.

– Mam umówioną współpracę ze sklepem z odżywkami w Warszawie (www.bodyshock.pro). Będę prowadził blog oraz współpracował przy forum http://www.bodyshockforum.pro. Znajdą się tam napisane przeze mnie recenzje odżywek wraz z opisem moich doświadczeń z treningów, poradami dotyczącymi odpowiedniego odżywiania. Odkąd trenuję, interesuję się dietetyką, bo dieta jest kluczowa przy uprawianiu sportu. Kiedyś korzystałem ze wsparcia specjalistów, teraz moja wiedza jest dużo większa i sam ustalam sobie odpowiednie posiłki – opowiada z uśmiechem.

Gdy to mówi, w jego oczach widać  błysk. To urodzony wojownik. Trudno wyobrazić sobie go w domu, w kapciach, piszącego bloga.

– Spokojnie, przecież nie odpuszczę. Będę nadal trenował i startował, ale rzadziej i na krótszych dystansach. Dlatego podwójnie zależy mi na udanym starcie w Wolsztynie. Chcę tego dla siebie i dla rodziny. Trzymajcie za mnie kciuki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s