Psy dotkliwie pogryzły radną

Wyłoniły się nagle z ciemności. Dwie żądne krwi bestie pędziły w stronę radnej Barbary Olpińskiej. Psy podobne do niebezpiecznej rasy pitbull osaczyły bezbronną kobietę. Kiedy rzuciły się na radną, raz za razem zatapiały kły w jej ciele, szarpiąc je i rozdzierając. Pomoc przyszła w ostatniej chwili…

AGNIESZKA JASKULSKA

olpinska

Niewiele brakowało, a psy zagryzłyby ją na ulicy. Tuż po północy z niedzieli na poniedziałek (7/8 sierpnia) 35-letnia radna z Otwocka Barbara Olpińska wracała do domu od mamy, u której była w odwiedzinach. Szła samotnie ul. Otwocką.

– Uliczka jest słabo oświetlona, ale bardzo dobrze ją znam, bo często tamtędy chodzę – wspomina radna Olpińska. – W pewnym momencie z ciemności wyłoniły się dwa psy. Biegły w moją stronę. Osaczyły mnie, strasznie ujadały, a po chwili rzuciły się na mnie. Gryzły po nogach jak opętane. Próbowałam walczyć z bestiami, tłukłam je po łbach torebką, ale one nie odpuszczały. Strasznie się bałam, że rzucą mi się do gardła, że umrę w strasznych męczarniach albo mnie pożrą żywcem. Wzywałam pomocy, krzyczałam do utraty tchu – mówi ze łzami w oczach kobieta, która cudem uszła z życiem.

Rozpaczliwe wołanie o pomoc usłyszał pan Jarosław, który mieszka tuż obok miejsca, gdzie dwie bestie zaatakowały radną. Mężczyzna wybiegł z mieszkania.– Znałem te psy. Zacząłem krzyczeć, żeby je przegonić. Na szczęście to poskutkowało, bo obydwa odskoczyły od kobiety i uciekły
w stronę ul. Majowej – tłumaczy pan Jarosław.

Bestie wygryzły fragmenty ciała
Barbara Olpińska była roztrzęsiona. W szoku nie czuła bólu. – Chciałam stamtąd uciec, bo bałam się, że te bestie wrócą. Z trudem dotarłam do domu. Wiedziałam, że jestem ranna, ale nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo – mówi z trwogą.

– W domu chciałam opatrzyć rany, ale kiedy zdjęłam spodnie, zamarłam z przerażenia. Na odzieży były fragmenty skóry, tkanki tłuszczowej i mięśniowej. Nogi były poszarpane, pogryzione, całe we krwi, która ciekła z otwartych ran. W niektórych miejscach bestie wygryzły kawałki ciała, jakby chciały mnie pożreć – wspomina ze łzami w oczach Olpińska.

Blizny pozostaną mi do końca życia i zawsze będą przypominać o tym, co się stało – mówi Barbara Olpińska
Blizny pozostaną mi do końca życia i zawsze będą przypominać o tym, co się stało – mówi Barbara Olpińska

Radna powiadomiła o sprawie służby. – Kiedy jechałam do szpitala, po okolicy nadal biegał jeden z psów, który mnie zaatakował – przyznaje.
W otwockim szpitalu Barbarą Olpińską zajęli się lekarze. – Prawie dwie godziny trwało odkażanie i zszywanie bardzo rozległych ran – mówi radna. Lekarze przyznali, że kobieta została bardzo dotkliwie pogryziona, miała takie ślady, jakby została zaatakowana przez dzikie zwierzę. Założyli na jej nogach kilkadziesiąt szwów.

– Zacisnęłam zęby, chociaż łzy cisnęły mi się do oczu – wspomina kobieta. – Wiele wskazuje na to, że będę musiała przejść zabieg przeszczepu skóry, bo rany są rozległe i głębokie, szczególnie na prawej nodze – dodaje załamana Olpińska.

Sonia to prawdziwy diabeł
Sprawą brutalnego ataku dwóch psów zajęła się policja. – Zgłoszenie o pogryzieniu kobiety przez dwa mieszańce wpłynęło do komendy kilka minut po północy z niedzieli na poniedziałek – potwierdza komisarz Andrzej Borowski z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku. – Właściciel tłumaczył, że psy wydostały się z posesji podczas przeglądu kojca. Wyjaśniamy okoliczności tego zdarzenia. Obecnie trwa postępowanie w kierunku uszkodzenia ciała, za co właścicielowi psa, który dotkliwie pogryzł kobietę, grozi nawet pięć lat więzienia. Sprawa z pewnością znajdzie swój finał w sądzie – podkreśla komisarz Borowski.

Okazało się, że otwocką radną pogryzły mieszańce podobne do psów rasy pitbull, która jest uznawana za agresywną. Zwierzęta to należące do Krzysztofa E. 4-letnia czarno-biała Sonia i jej syn, jasno umaszczony Junior.

– Junior nie gryzie tak bardzo, ale jego matka, Sonia, jest prawdziwym diabłem, taką ma naturę. Gdyby nie interwencja pana Jarosława, to suka by nie odpuściła… Mogłoby skończyć się różnie – tłumaczy w rozmowie z „Linią” rodzina, do której należą psy. Krzysztof E. przyznaje, że psy zazwyczaj są uwiązane na łańcuchu albo przebywają w kojcu. – W niedzielę wieczorem robiłem porządki. Wtedy psy wykorzystały okazję i uciekły z posesji – mężczyzna bezradnie rozkłada ręce. Dlaczego zaatakowały idącą ulicą kobietę? Prawdopodobnie uznały, że to jest ich teren i broniły go przed intruzem. Ostatnio suka była bardzo rozdrażniona. – Kilkanaście dni temu Sonia urodziła szczeniaki, ale utopiliśmy je – bezdusznie przyznają właściciele.

Robiłem porządki na posesji, a wtedy psy wykorzystały okazję  i uciekły – przyznaje Krzysztof E.
Robiłem porządki na posesji, a wtedy psy wykorzystały okazję
i uciekły – przyznaje Krzysztof E.

Odebrać im psy!
Okoliczni mieszkańcy mówią wprost, że psy już kilka razy pogryzły ludzi, ale szczególnie nieobliczalna i agresywna jest właśnie Sonia. – Psy nie raz oberwały kijem po grzbiecie i często są źle traktowane. Nic dziwnego, że rzuciły się na bezbronną kobietę. Następnym razem ta suka zagryzie swojego pana. Tym ludziom powinno się odebrać psy – twierdzą stanowczo sąsiedzi.

Krzysztof E. uważa jednak, że właściwie dba o swoje zwierzęta. Przyznaje, że często „bawi się” z Sonią, chociaż niektóre takie „zabawy” kończą się krwawymi obrażeniami. – Sonia bywa złośliwa, ma charakterek, ale to dobry pies, prawdziwy przyjaciel – zapewnia.

Los bestii nie został przypieczętowany
Sprawą zajął się również Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Otwocku. Dwa mieszańce trafiły na obserwację. Właścicielowi wyznaczono dni, kiedy musi przyjść z psami do lecznicy. Za każdym razem są one badane przez lekarza weterynarii.

– Zawsze, kiedy dochodzi do pogryzienia przez psa, koniecznie trzeba to zgłosić. Zwierzę musi być poddane 15-dniowej obserwacji, dzięki czemu z całą pewnością można wykluczyć wściekliznę. Takiej gwarancji nie daje wpis do książeczki szczepień – wyjaśnia Grzegorz Kurkowski, powiatowy lekarz weterynarii w Otwocku. – Szczepienie przeciw wściekliźnie jest obowiązkowe od trzeciego miesiąca życia, a zwierzę powinno być szczepione raz w roku – tłumaczy Kurkowski.

Krzysztof E. nie ma nawet książeczki szczepień swoich psów. Lekarz weterynarii ukarał go mandatem, bo właściciel nie może udowodnić, że zwierzęta miały obowiązkowe szczepienia na wściekliznę. Okazało się, że agresywna suka jest znana w powiatowym inspektoracie –  już trzy razy zajmował się sprawami pogryzień przez sukę Krzysztofa E. Wiele wskazuje na to – jak podkreślają lekarze weterynarii – że Sonia nie została właściwie ułożona ani wyszkolona, robi co chce, a do tego prawdopodobnie została skrzywdzona przez człowieka i dlatego jest agresywna. Jej los nie został jeszcze przypieczętowany, ale niedługo służby zdecydują o jej przyszłości.

Blizny zostaną na całe życie
Krzysztof E. przyznaje, że jest mu bardzo przykro, że psy zaatakowały kobietę. – Będę chciał się z nią spotkać, wyjaśnić i przeprosić – tłumaczy ukrywając twarz w dłoniach. Jego słowa nie uśmierzą jednak bólu i cierpienia, które każdego dnia znosi Barbara Olpińska. – Codziennie mam zmieniane opatrunki, codziennie patrzę z przerażeniem na swoje okaleczone nogi – mówi rozżalona radna. – Dostaję również serię leków i zastrzyków, przyjmuję dwa różne antybiotyki aż trzy razy dziennie. Ryzyko, że psy, które mnie pogryzły, mogły być chore, było zbyt duże. Dlatego jestem w trakcie przyjmowania serii szczepień przeciwko wściekliźnie w Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie. Mam nadzieję, że rany zagoją się bez żadnych komplikacji i że za jakiś czas znowu wrócę do aktywności fizycznej – tłumaczy Barbara Olpińska.

Jednak nawet teraz, kiedy będąc w szpitalu za oknem słyszy szczekanie, cała drży ze strachu. Na samo wspomnienie dramatycznych wydarzeń ogarnia ją paniczny lęk.

– Do dzisiaj nie mogę się otrząsnąć z traumy, jaka mnie spotkała. Blizny i uraz psychiczny pozostaną mi do końca życia i zawsze będą przypominać o tym, co się stało – mówi łamiącym się głosem kobieta.

  • Chopek says:

    Otwock: wiecej kosciolów niz mieszkanców, wiecej psów niz drzew.

    • iwanovic says:

      „debil”

  • Monika says:

    Oczywiście,że to nie wina psa.Nawet z artykułu ,,przecieka,, jak właściciel ,,bawi,, się z Sonią.To jest krwawa zabawa.To wina tego człowieka.

  • Katarzyna says:

    To nie jest wina psow, tylko wlasciciela. Sama mam psa w typie asta i jakoś nie rzuca się na ludzi, wręcz przeciwnie. Fakt, ludzie się go boją ale niestety to właśnie przez tych, którzy nie umieją się tymi psami zajmować. Basiu, szybkiego powrotu do zdrowia Ci życzę! A Panu, Panie Krzysztofie radzę oddać psa komuś kto będzie w stanie nad nim zapanować!

    • majak says:

      Jak zwykle „obrońcy zwierząt” powiedzą że to nie wina psa. Brednie i tyle. Jeżeli jest to któryś z kolei przypadek, że pies się rzuca na ludzi, a ponadto weterynarz takiego psa wypuszcza z obserwacji to jest to skandal i brak rozumu.
      Takie psy trzeba usypiać i się nie pitolić.
      PS: często bywam w Niemczech i powiem szczerze, że nie widziałem nigdy samotnie wałęsających się psów.
      Oni wiedzą i mają doświadczenie co należy czynić 🙂
      Kase lepiej wydać na dzieci w potrzebie a nie psy.

  • anty_pitbull says:

    Ten koleś powinien siedzieć w pierdlu za te psy.
    Pani Radnej proponuję pozwać tego „tępaka” o sowite odszkodowanie w granicach 4 mln zł. Sąd zasądzi połowę i kretyn poczuje że nie powinien zajmować się niebezpiecznymi zwierzętami.
    Brak mi słów biorąc pod uwagę, że to nie pierwsze zdarzenie.
    Generalnie w Otwocku z psami jest problem. Biegam po mieście i już nie raz miałem przygodę. Gdyby nie gaz to nie wiem jakby się to skończyło.
    Życzę powrotu do zdrowia i jak najszybszego odszkodowania od tego człowieka-ameby.

6 thoughts on “Psy dotkliwie pogryzły radną”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA