Radni zrezygnowali z unijnych pieniędzy

Otwock nie będzie realizował projektu RESTAURA mimo otrzymanego na ten cel dofinansowania z Unii Europejskiej. Zdaniem większości w radzie miasta kwota 1 mln 555 tys. zł miała być przeznaczona przede wszystkim na analizy, szkolenia urzędników i podróże, a nie na faktyczną zmianę wizerunku centrum miasta. Skrajnie innego zdania byli zwolennicy projektu.

ALEKSANDRA CZAJKOWSKA

eu

Otwock zakwalifikował się do unijnego programu Interreg, w ramach którego miasto miało realizować projekt RESTAURA. Chodzi o rewitalizację obszarów zdegradowanych, w czym miały pomóc mechanizmy partnerstwa publiczno-prywatnego. Brakowało tylko podpisania umowy, aby otrzymać dofinansowanie w wysokości 353 tys. euro (wkład własny miasta to ok. 220 tys. zł, a po otrzymaniu dotacji od marszałka tylko ok. 80 tys. zł). Wcześniej zgodę na to miała wyrazić rada miasta, podejmując stosowną uchwałę.

„Za” i „przeciw”
Radni już raz odrzucili projekt. Drugie podejście odbyło się 8 sierpnia, podczas sesji nadzwyczajnej zwołanej na wniosek wiceprezydent Agnieszki Wilczek. Jeszcze raz przedstawiono argumenty za przystąpieniem do projektu i przeciw niemu.

– Projekt RESTAURA to jest plan prezydenta na dwa lata, kiedy musimy wykonać zintegrowane programy rewitalizacji i pilotaże, czyli mamy bardzo mało czasu, żeby przygotować nasze przedsięwzięcia inwestycyjne. Aktualizacja Lokalnego Programu Rewitalizacji (miasto ma już taki dokument – przyp. red.) tylko wspomina, o jakich przykładowych projektach mówimy, a RESTAURA wskazuje dokładny obszar, który chcemy rewitalizować. To jest przygotowanie dokumentacji technicznej programu – przypomniała wiceprezydent.

Radni dość sceptycznie podeszli do dyskusji, zwłaszcza, że przedstawiona im uchwała niczym nie różniła się od tej, nad którą ponad trzy godziny debatowali podczas poprzedniej sesji. – Produkty projektu zostały precyzyjnie określone na jego czwartej stronie. Są to: trzy podręczniki, interaktywne narzędzie internetowe, help desk (biuro pomocy), szkolenia dla urzędników i pracowników oraz cztery plany rewitalizacji – co byłoby dla nas najbardziej wartościowe. Ale nie znajdziemy tam informacji, jakie obiekty miałyby zostać zrewitalizowane – podkreślił radny Krzysztof Kłósek. Podnoszono też, że RESTAURA nie przewiduje realizacji projektów budowlanych, a zamiast wydawania m.in. 80 tys. zł na wkład własny, lepiej przeznaczyć te pieniądze na rewitalizację np. Skweru VII Pułku Łączności.

– Projekt określa ogólną przestrzeń, która ma być objęta rewitalizacją, czyli historyczne centrum miasta. Analizy i konsultacje społeczne umożliwiają radnym i mieszkańcom wpływ na to, co będzie zrewitalizowane. Nieprawdą jest, że nie będzie projektów budowlanych. To jest krok do przodu, żeby miasto mogło się zmieniać – przekonywała do przyjęcia RESTAURY wiceprezydent Wilczek, ale radni byli nieugięci.

– Tam nie są zapisane środki na działania, które zmienią oblicze naszego miasta, nic się za te pieniądze nie wybuduje. Prezydent nie radzi sobie dziś z realizacją bieżących zadań inwestycyjnych zapisanych w budżecie. Gdyby wszystko było realizowane jak trzeba, można by pozwolić sobie na udzielenie takiego kredytu zaufania – uważa radny Przemysław Bogusz. Jak podkreślił, radni są za rewitalizacją, ale gdy pojawią się konkretne projekty generujące konkretne pieniądze na rzeczywiste działania. Jako przykład radny podał wystąpienie o pieniądze na rewitalizację parku miejskiego. – Jesteśmy zwolennikami rewitalizacji i ją popieramy niezależnie od tego, że spieramy się z prezydentem na różne tematy, bo wszystkim nam przyświeca jeden cel, czyli dobro miasta – zaznaczył Bogusz.

Brak tłumaczenia
Mimo próśb radni nie doczekali się pełnego tłumaczenia na język polski wniosku do projektu RESTAURA, bo urząd miasta takiego nie ma. Złożony wniosek to  149-stronicowy dokument w języku angielskim podpisany przez prezydenta Zbigniewa Szczepaniaka. Wiceprezydent Wilczek zapewniała, że cały materiał zostanie przetłumaczony i udostępniony na sesji. Jednak radni otrzymali tylko znane im już wcześniej fragmenty, czyli 42 ze 149 stron. Dlaczego? Zastępcy prezydenta tłumaczyli, że znaczną część wniosku stanowią tabele z cyframi, a i tak wiążąca dla wszystkich jest treść umowy, która pokazuje zobowiązania stron. Taki dokument znalazł się w materiałach przygotowanych na sesję. Szef rady miasta zwrócił uwagę, że zgodnie z ustawą o języku polskim dokumenty urzędowe, nawet jeśli są po angielsku, muszą mieć tłumaczenie przysięgłe.

– Na komisji otrzymaliśmy odpowiedź, że prezydent nie zna języka angielskiego, więc naczelnik wydziału ochrony środowiska tłumaczyła mu, co tam jest napisane. Ale to nie jest wymóg, który określa ustawa o języku polskim – stwierdził Margielski. Przewodniczący rady podkreślił, że złożony wniosek jest wiążący, bo na jego podstawie Otwock zakwalifikował się z projektem RESTAURA do programu Interreg, a umowa, o której wspomniała wiceprezydent, jest już kolejnym etapem. – Prezydent nie może podpisywać wniosku, którego treści nie zna. Tak samo radni nie mogą podejmować decyzji w sprawie wniosku, którego treści nie znają, a w takiej sytuacji nas państwo stawiacie – podkreślił Margielski.

Wiceprezydent zaznaczyła, że cały program jest realizowany tylko w języku angielskim i wniosek napisany w innym języku nie zostałby przyjęty. – Na państwa prośbę zostało przygotowane tłumaczenie, ale nie wynika to z żadnych procedur – mówiła Agnieszka Wilczek. Wiceprezydent poinformowała też, że wniosek mógłby zostać udostępniony w całości jako informacja publiczna tylko po podpisaniu umowy, bo takie są procedury.

Brak odpowiedniej komunikacji między prezydentem a radą miasta mógł przyczynić się do tego, że z powodu niedoinformowania projekt RESTAURA nie będzie w Otwocku realizowany. Zwrócił na to uwagę społeczny opiekun zabytków Wiktor Lach. – Porażką projektu RESTAURA jest to, że od początku nie zaprosiliście państwo do pracy przy nim radnych jako przedstawicieli mieszkańców, a później nie dostarczyliście im szczegółowych informacji – zwracał uwagę Lach. – Proponowałby uderzyć się w pierś i przyznać się do tego – apelował społeczny opiekun zabytków. Mimo to namawiał on radnych do zagłosowania za przyjęciem projektu, zaznaczając, że rada miasta i tak będzie musiała uczestniczyć w każdym etapie jego realizacji.

Dwie listy
Niemałe zamieszanie powstało wokół listy mieszkańców, którzy przyszli na sesję i  chcieli zabrać głos w dyskusji. Jak się okazało, do przewodniczącego rady miasta dotarła tylko jedna lista, na którą wpisały się trzy osoby, i tylko im udzielono głosu, bo radny Przemysław Bogusz zgłosił wniosek formalny o zamknięcie dyskusji na sesji i został on przegłosowany przez większość radnych. Wtedy okazało się, że powstała jeszcze druga lista chętnych mówców. Tym mieszkańcom nie udzielono jednak głosu. Wprawdzie radny Bogusz jako wnioskodawca zamknięcia dyskusji mógł formalnie zgodzić się na dopuszczenie jeszcze trzech mieszkańców do głosu, ale nie wyraził na to zgody. Jego decyzja wywołała oburzenie mieszkańców, którzy zaraz po głosowaniu opuścili salę obrad.

Dyskusję wśród radnych wywołało dopuszczenie do głosu Bartosza Korbusa, przedstawiciela Instytutu Partnerstwa Publiczno-Prywatnego, który jest partnerem projektu RESTAURA, ale także mieszkańcem Otwocka i byłym pracownikiem urzędu miasta. – Pan Korbus jest bezpośrednio zainteresowany tym, żeby projekt przeszedł, bo budżet dla organizacji, którą reprezentuje, wynosi ponad 1 mln zł. Jestem przeciwny udzielaniu mu głosu, bo jest to prowadzenie lobbingu na sesji rady miasta – stwierdził Bogusz. – Na sesję rady miasta może przyjść każdy mieszkaniec Otwocka, pan Korbus ma prawo uzupełnić moją wypowiedź, bo chodzi o przekazanie jak najszerszej wiedzy mieszkańcom – przekonywała wiceprezydent Wilczek. Szef rady miasta w drodze wyjątku udzielił Bartoszowi Korbusowi głosu. W krótkiej, ale emocjonalnej wypowiedzi wskazał on radnym, co straci miasto, jeśli ponownie zagłosują przeciwko projektowi RESTAURA.

– Pieniądze w dużej części pójdą na zarządzanie projektem, rozliczanie go, na podróże, publikacje i badania. W projekcie jest dokładnie to, co każde miasto, które myśli o rewitalizacji z udziałem kapitału prywatnego, ze środkami unijnymi w formie projektów hybry- dowych, powinno zrobić. Za te pieniądze można mieć programy funkcjonalno-użytkowe i dokumentację techniczną o wartości wielokrotnie przewyższającej ten żałosny wkład, jaki miasto Otwock ma przekazać (ok. 80 tys. zł – przyp. red.). Kwota, którą miasto miało przekazać, nie wystarczy, aby wynająć wysokiej klasy prawników, architektów, ekonomistów, żeby przygotowali projekt, bo nie wiem, jakie będą koszty przygotowania go dla tak zaniedbanego miasta jak nasze. Podejrzewam, że w życiu nie uczestniczyliście w złożeniu jakiegokolwiek projektu unijnego. Jeśli nie chcecie zrobić tej dokumentacji ze środków unijnych, tylko wolicie za- płacić za nią z pieniędzy podatników, to droga wolna – zakończył Korbus.

Rada przeciw
W głosowaniu imiennym tylko pięciu radnych zagłosowało za przystąpieniem do RESTAURY (W. Dziewanowski, A. Kamiński, M. Leśkiewicz, M. Bany i M. Rock). Przeciw byli: Cz. Woszczyk, J. Margielski, M. Kraśniewski, A. Sałaga, P. Bogusz, K. Kłósek i D. Kosyła). Dziewięciorga radnych nie było na sesji.

Słowem komentarza

  • Artur Kubajek, redaktor naczelny „Linii Otwockiej“
    Kto miał rację w tym sporze? – prawdopodobnie przekonamy się już za kilka lat, kiedy od 2020 r. przestaną do Polski spływać wielkim strumieniem środki unijne. To będzie duże wyzwanie dla samorządów, które pieniędzy na inwestycje będą musiały szukać przede wszystkim w dochodach własnych i budżecie państwa, czyli w naszych podatkach. Będziemy mogli się wtedy spodziewać większego udziału środków prywatnych w realizacji samorządowych inwestycji. Już dziś widać wrastające zainteresowanie władz lokalnych formułą PPP (Partnerstwem Publiczno-Prywatnym), którego wynikiem są zrealizowane projekty (patrz. gmina Karczew – termomodernizacja placówek oświatowych) czy opracowywane (lub planowane do opracowania) analizy, koncepcje i dokumentacje, najczęściej finansowane z własnych dochodów. A wszystko po to, aby po 2020 roku znaleźć się w grupie tych samorządów w Polsce, które nie tylko z otwartymi rękami będą czekać na prywatny kapitał, ale również będą do tego przygotowane. Wśród nich  mógł znaleźć się Otwock, a za awans do tego grona w co najmniej 85 proc. zapłaciłaby Unia Europejska. I choć trzeba radnym przyznać rację, że w ramach projektu za te pieniądze „nic konkretnego w Otwocku się nie wybuduje”, to już w perspektywie długoterminowej Restaura skracałaby drogę do oczekiwanych przez mieszkańców zmian, proponowanych choćby przez zmarłą w grudniu ub.r. otwocką architekt Martę Sidoruk-Gościcką.
  • Mieszkaniec says:

    Kolejny „prezent” jaki zafundowali nam, mieszkańcom radni, których wybraliśmy. Najpierw brak zgody na zakup Satera i pełna nad nim kontrola, teraz to. Szanowni radni o co wy walczycie, o dobro mieszkańców Otwocka, czy o pozbycie się Szczepaniaka z ratusza. Do tej pory jeszcze nic dobrego dla nas nie zrobiliście. Jedźcie do Legionowa, Mińska, zobaczcie jak wyglądają miasta powiatowe, jaką mają infrastrukturę, co robi się tam dla mieszkańców. Pamiętajcie, że „zgoda buduje niezgoda rujnuje”, a wy taką niezgodę wprowadziliście.

  • Rafał Karwacki says:

    Szanowni Państwo Radni!
    Kolejny raz okazaliście Państwo wysoką skuteczność w walce z Zarządem. Brawo! Na wskroś polityczne myślenie i działanie, którego jesteśmy świadkami, wpisuje się w obserwowaną od lat „filozofię” rozwoju Otwocka, pełzającego pomiędzy „dwoma nowymi chodnikami i jednym skwerem”. Temu miastu na pewno brakuje dobrych chodników i pięknych skwerów, jednak to czego mu brakuje najbardziej to całościowej i daleko sięgającej wizji. Daleko, czyli poza płytką kadencyjność. Do tego jednak potrzeba odwagi i ufności, jaką posiadali założyciele tego miasta. Bo właśnie dzięki odwadze i ufności w bardzo trudnych czasach wielokulturowy Otwock mógł odnieść sukces.
    Potencjał Otwocka jest olbrzymi, a decyduje o nim położenie, krajobraz i spuścizna. To są trzy obszary, na których można budować przyszłość. Rewitalizacja jest zaś ideą, która w znacznym stopniu ich dotyczy i która w przyszłość wybiega, ale niestety ma ten pech, że trzeba w nią zainwestować i są to inwestycje nie tylko w infrastrukturę ale także w koncepcje, studia, plany a w dzisiejszych czasach także w przekaz i marketing. No i ma jeszcze ten pech, że nie obejmuje jednej kadencji.
    Życzę odwagi i ufności!

2 thoughts on “Radni zrezygnowali z unijnych pieniędzy”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA