Pokemony w natarciu!

Połączenie wirtualnego i rzeczywistego świata, którym uwodzi graczy niemal na całym świecie aplikacja Pokémon Go, przeraża tych, którzy nie połknęli bakcyla. A przynajmniej budzi obawy, niezrozumienie, szok. Na ulicach Otwocka, Józefowa i innych okolicznych miasteczek i wsi również można spotkać mnóstwo, przede wszystkim młodych ludzi biegających z telefonami. To prawie epidemia, ale czy naprawdę niebezpieczna?

PRZEMEK SKOCZEK

p00

Kuba i Kasia często patrzyli w telefony, ale nie tracąc głowy. Nikt nie wpadł pod samochód

Jeden ze stworków czai się przy otwockiej wieży ciśnień

Pokémon Go to darmowa gra miejska z gatunku gier fabularnych, wykorzystująca technologię rzeczywistości rozszerzonej. Stworzyła ją  firma Niantic, bazując na znanej już wcześniej grze Ingress, która jednak nie odniosła wielkiego sukcesu. Tamten pomysł, rozwinięty i połączony z bohaterami kultowej dla pewnego pokolenia kreskówki, przyniósł jednak oszałamiający sukces. Wydana w lipcu tego roku gra ma już – wedle szacunków – dziesiątki milionów fanów. Gra w nią około 1,5 mln Polaków, choć ta liczba na pewno wciąż rośnie.

Przy okazji kilka liczb ze statystyki prowadzonej przez firmę Spicy Mobile: przeważają gracze w wieku 15-24 lata (64,6 proc.), ale starsi też dostrzegli zalety; 25-34 lata (21,5 proc.), 35-44 lata (10,8 proc.) i starsi (3,1 proc.). Chętnie grają w nią zarówno mężczyźni 51,46 proc.), jak i kobiety (48,54 proc.).

Adwokat diabła
Po debiucie gry w mediach zaroiło się od wiadomości, z których wiało grozą. W prasie, radiu czy telewizji wskazywano przede wszystkim na negatywy, straszono, przywoływano epizody mrożące krew w żyłach, np. o chłopaku, który, zapatrzony w telefon, wpadł pod samochód, kobiecie grającej podczas prowadzenia auta i powodującej wypadek czy mężczyźnie, który łapiąc pokemona, zginął po upadku z mostu.

p4

Gra opiera się na technologii rzeczywistości rozszerzonej, dzięki której na ekranie widzimy to, czego nieuzbrojone oko nie dostrzega

Takie historie dobrze się sprzedają i spirala się nakręca. Głosy oburzenia i lęku dominują. Próbuje się  walczyć z grą, tak jak robi to choćby burmistrz francuskiego Bressolles, chcący zakazać używania aplikacji Pokémon Go. Ponoć wysłał do producenta gry pismo z prośbą o nieumieszczanie popularnych stworków na ulicach tego miasteczka.

W tych wszystkich doniesieniach zabrakło obiektywizmu i próby poznania fenomenu gry, która nie może być przecież wyłącznie zła i niebezpieczna. Dlatego postanowiłem ją lepiej poznać i zabawić się w „adwokata diabła”.

Trójkolorowi
Moimi przewodnikami są: 20-letnia Kasia i 15-letni Kuba. Wcześniej się nie znali, ale szybko znaleźli wspólny język, ja tylko słuchałem, starając się zrozumieć zasady. Nie będę ich opisywał szczegółowo, o pewnych elementach muszę jednak wspomnieć.

– Gracze wcielają się w role trenerów, ponieważ łapane pokemony są jakby naszą drużyną, armią, dzięki której zdobywamy kolejne poziomy i zwiększamy nasze siły. Pokemony mogą się rozwijać, zmieniać. Mają bardzo różne cechy indywidualne i umiejętności, poziomy mocy. Są na przykład takie, które występują tylko w mieście, i takie, które wolą środowisko wodne albo las, i wiadomo, że znajdziemy je tylko tam – opowiada Kasia.

– Aplikacja w telefonie informuje nas sama, gdy znajdziemy się w pobliżu jakiegoś pokemona np. poprzez wibracje. Żeby złapać pokemona, nie trzeba z nim walczyć, wystarczy rzucić w niego PokéBall, taką kulkę, oczywiście precyzyjnie i z odpowiednią siłą. Gdy się uda, otrzymujemy pył i cukierki, które podnoszą siłę bojową, od niej zależy moc pokemona, a dzięki tej mocy możemy wchodzić na kolejne poziomy – dodaje Kuba.

Tego „przytulaka” na rękach ja sam nie widziałem, ale moja towarzyszka w telefonie już go zobaczyła.

Tego „przytulaka” na rękach ja sam nie widziałem, ale moja towarzyszka w telefonie już go zobaczyła.

Im wyższy poziom, tym większe szanse na znalezienie pokemonów o wyższej sile bojowej. Ponadto od piątego poziomu można dołączyć do jednej z trzech drużyn: żółtej, czerwonej lub niebieskiej.

Podchody i zwiedzanie
Podczas mniej więcej godzinnej wędrówki przez Otwock moi towarzysze wciąż łapali nowe stworki, których imion nawet nie próbowałem zapamiętać. Prowadziliśmy też inne poszukiwania, ponieważ w grze ważne są pewne lokalizacje, m.in. PokéStopy, czyli miejsca, gdzie gracze mogą zdobywać specjalne itemy – to przydatne przedmioty, zwiększające możliwości grających. Inne miejsca to Gymy – wirtualne areny, gdzie można powalczyć z pokemonami innych graczy, a po ich pokonaniu zająć dany Gym. Jedne i drugie z reguły znajdują się w uczęszczanych miejscach, takich jak parki, skrzyżowania, obiekty publiczne, ale też w sąsiedztwie zabytków, pomników, miejsc interesujących ze względu na swoją historię. Jeden z Gymów odkryliśmy na wieży ciśnień, inny – przy figurce Matki Boskiej na łuku ul. Armii Krajowej, blisko poczty, kolejny na budynku kościoła na Kresach.

Plusem gry Pokémon Go jest to, że aktywizuje użytkowników, zachęca ich do wyjścia z domu, oderwania się od stacjonarnych komputerów i odwiedzania różnych miejsc. Jest w tym wszystkim smak przygody, poszukiwania, wędrówka pewnym tropem, po różnych wskazówkach, co budzi u mnie skojarzenia ze starymi dobrymi podchodami. Tyle że przy wsparciu nowych technologii, zamiast strzałek z szyszek i patyków.

Podczas naszej wędrówki wciąż spotykaliśmy grupki młodych ludzi, którzy chętnie się pozdrawiali, wymieniali się wrażeniami i opiniami. Można więc powiedzieć, że ta gra intryguje.

Dużo ruchu
Pokémon Go zmusza do intensywnego ruchu. Trzeba się nachodzić, nierzadko przemierzając kilka kilome- trów,  ewentualnie wskoczyć na rower. I to jej kolejna zaleta.

W Otwocku graczy można spotkać niemal wszędzie, np. przy wirtualnych arenach, tzw. Gymach. Jedna z nich jest na wieży ciśnień

W Otwocku graczy można spotkać niemal wszędzie, np. przy
wirtualnych arenach, tzw. Gymach. Jedna z nich jest na wieży ciśnień

– Słuchaj, ja dużo gram i siedzę przy komputerze, także z powodów zawodowych, i przez to przytyłem sporo, a dzięki Pokémon Go wyszedłem wreszcie z domu i wsiadłem na rower. Teraz śmigam codziennie, szukając kolejnych PokéStopów, i w ostatnie dwa tygodnie przejechałem więcej niż przez dwa lata i już czuję się lepiej – opowiada Michał, 36-letni informatyk z Otwocka, którego spotkaliśmy przy jednym z Gymów. – Można tę grę polecać na odchudzanie, zamiast diety i siłowni – dodaje ze śmiechem.

To się opłaca
Pokémon GO to oczywiście biznes i ogromne pieniądze. Choć jest do pobrania za darmo, twórcy gry zarabiają na tzw. mikropłatnościach, oferując przydatne produkty. Ich ceny wahają się od 4,89 zł aż do 479,99 zł za sztukę.

– Okazuje się, że na darmowych aplikacjach lepiej się zarabia niż na płatnych. Jak kupuję np. „Wiedźmina”, to wydaję 120 zł i mam wszystko w pakiecie, a tu wciąż coś dokupuję, bo gra wciąga i potrzeby rosną. Z portfela uciekły mi już ze trzy stówy – opowiada 30-letni Artur z Józefowa.

Co ciekawe, na grze mogą skorzystać również lokalne firmy, np. bary i kawiarnie. Jeśli blisko nich zlokalizowany jest jakiś PokéStop, powinny wykorzystać to promocyjnie, informując o tym fakcie użytkowników, choćby przez Facebooka. Mogą też skorzystać z dostępnego w aplikacji modułu Lure Module. To coś w rodzaju wabika na pokemony. Jest niedrogi, kosztuje 1 euro, a po uruchomieniu przez 30 minut w wybrane miejsce przybywają nowe pokemony, co z kolei przyciąga klientów grających w Pokémon Go.

Zombie z nożem na ulicy
Czy zatem przebojowa gra rzeczywiście jest tak niebezpieczna, jak przedstawiają to media? Jasne, lepiej, żeby dzieciaki miały też inne rozrywki na świeżym powietrzu, ale jeśli alternatywą jest telewizor czy komputer w domu, wolę, by, grając, spacerowały po mieście. „Gapią się wciąż w te telefony, to straszne!” – słyszę często, ale zaraz, pokolenie młodych ludzi i tak jest wciąż przyklejone do telefonów. W większości przypadków kupili je im rodzice. Świat poszedł do przodu, pojawiają się nowe technologie i tego już nie zmienimy. Rolą nas, dorosłych jest jednak pilnować, by młodzi korzystali z nich z umiarem i zachowali zdrowy rozsądek.

p0

Bardziej niebezpieczne może być to, jakie są perspektywy rozwoju tych nowych gadżetów. Michał, informatyk, powołuje się tu na mroczną wizję z książki „Czarne oceany” Jacka Dukaja.

– Ludzie mogli tam robić sobie wszczepki do mózgu, pozwalające nakładać na rzeczywistość pewne themy, style – po prostu oprawę graficzną. Działało to w taki sposób, że główny bohater, lubiący klimaty mroczne, gotyckie, miał nakładkę, która pozwalała mu widzieć świat w stylu  filmów Tima Burtona. Ludzie zachowywali się normalnie, ale wyglądali trochę jak zombie, wiatr wiał zawodząco, jak w horrorach, budynki były gotyckie, pogoda chmurna, atmosfera mroczna – opowiada Michał. – Pojawili się jednak hakerzy, którzy zawirusowywali te wszczepki i zaczynało się widzieć rzeczy, których naprawdę nie ma. Na przykład widzisz faceta, który biegnie do ciebie z nożem i atakuje cię, choć to nie dzieje się naprawdę. Ty jednak zaczynasz się bronić i okazuje się, że zabiłeś niewinnego gościa, który po prostu szedł obok. Winny był wirus. Dukaj pokazuje więc niebezpieczeństwa czyhające na nas przy tak daleko ingerującym w nasze życie rozwoju technologii. Tego ryzyka nie widziałbym jednak w grze w pokemony, choć nie wiadomo, jak się ona  w przyszłości rozwinie, czego jest – być może – zapowiedzią.

Ten literacki przykład może  i wywołać gęsią skórkę. Czy to pieśń przyszłości? Oby odległej. Oczywiście już dziś można wyobrazić sobie sytuację, w której gracze z różnych drużyn trafiają na siebie przy jakimś Gymie i walczą, klikając zawzięcie w ekrany telefonów, aż w pewnej chwili ta wirtualna rywalizacja rodzi agresję i gra zamienia się w bójkę. Bo jeden drugiemu załatwił pokemona, zabrakło amunicji albo wyczerpała się bateria w telefonie.
Nie ma jednak sensu mnożyć czarnych scenariuszy.

Lepiej spokojnie obserwować rozwój wypadków i liczyć na rozsądek graczy, by nie zapominali o prawdziwym świecie. Zwłaszcza że właśnie kończą się wakacje i wolnego czasu będzie zdecydowanie mniej.

Grasz w Otwocku – ta mapka może się przydać! GRAF. KATARZYNA MAZEK

Grasz w Otwocku – ta mapka może się przydać! GRAF. KATARZYNA MAZEK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s