W kasynowej scenerii

Dzieje gmachu, który wybudowano w Otwocku na siedzibę kasyna, były wielokrotnie przypominane. Obiekt ten, jak wiemy, nie stał się planowaną jaskinią hazardu. W ciągu kilkudziesięciu lat pełnił jednak różne funkcje. Niektóre całkowicie nieoczekiwane.

STANISŁAW ZAJĄC

Historia_w kasynowej scenerii
Schody w otwockim kasynie (stan aktualny). To nimi podążali bohaterowie „Manewrów miłosnych”; to tu spotkała się Tola Mankiewiczówna ze swoim narzeczonym Tadeuszem

Znowu tekst o niefortunnej decyzji związanej z pożyczką ulenowską? Nie, tym razem na monumentalny obiekt spojrzymy z perspektywy kulturowej. Oczywiście, spojrzenie to uwzględnia tylko wybrane elementy.

Inspiracji dostarcza niezawodny Cezary Jellenta. Zaczął on pracować nad książką „Sosny otwockie” w 1933 roku, czyli właśnie wtedy, kiedy po sześciu latach budowy oddano do użytkowania gmach kasyna. Wiedział więc o pierwszych wyzwaniach dotyczących znalezienia odpowiednich funkcji tego obiektu. Z właściwą sobie finezją stwierdził, że zarząd miasta „ukoronował niegotowe dzieło przyszłości, gmachem kasyna”. Nasz autor dodatkowo złagodził aktualne trudności, posługując się stylizacją mitologiczną. Wspomniał więc o Bachusie, który „usiadł  […] okrakiem na beczce wina chinati, stale obnoszonego na bankietach”. Potem w narracji Jellenty pojawiają się dwie muzy: Terpsychora (opiekunka tańca i pieśni) oraz Melpomena (patronka dramatu rozumianego jako jeden z rodzajów literackich). Obie jednak nie są należycie docenione. „Tańczy się dużo” – stwierdza pisarz, jednak natychmiast dodaje: „ale tańczyłoby się jeszcze więcej i w sali, i na pięknym tarasie, z widokiem na cały park i okoliczne połacie leśne”. Jeszcze skromniej wypada życie teatralne? Melpomena próbuje szczęścia, jednak „robi przeważnie fiasko”, bowiem „przyjeżdża ze stolicy” i nie  zna otwockich realiów.

Cezary Jellenta, którego w Otwocku w wielu sprawach nie opuszcza nadzieja, przekonywał: „Prędzej czy później z tego brzasku niepewnego robi się świt! I obok muz tańszego gatunku co innego w kasynie zagości”. Niezwykłe rozwiązania architektoniczne – bardzo różniące się zarówno od tradycyjnych świdermajerów, jak i wznoszonych już willi modernistycznych – rozbudzały wyobraźnię. Sprawiały wrażenie, jakby monumentalną budowlę przeniósł ktoś z innego zakątka świata.

Między Kijowem a Teheranem
Projektantami otwockiego kasyna byli Władysław Leszek Horodecki i Feliks Michalski. Zwykle pierwszy z nich jest częściej przywoływany jako architekt, który miał decydujący wpływ na zamysł dzieła. Horodecki rzeczywiście był niezwykłą osobą. Pochodził z kresowej rodziny szlacheckiej, która utraciła majątek wskutek carskich represji po powstaniu styczniowym. Już podczas nauki w szkole realnej w Odessie wykazywał duże zainteresowanie architekturą. Podziwiał również tutejsze neoklasycystyczne budowle. Studiował w Petersburgu, w Imperialnej Akademii Sztuki.

Wkrótce po uzyskaniu dyplomu architekta (w 1890 roku) zamieszkał w Kijowie, gdzie szybko zyskał uznanie. Projektował dużo, m.in. osiedle mieszkaniowe, hale produkcyjne, fabrykę i salon sprzedaży mebli, sześciokondygnacyjną kamienicę (wówczas najwyższą w Kijowie), neoklasycystyczny gmach Muzeum Historii i Sztuki, neogotycki kościół pw. św. Mikołaja. Jednak zasłynął przede wszystkim jako projektant „domu pod chimerami”. Fasadę tego budynku ozdabiają, wykonane z betonu, postacie egzotycznych zwierząt oraz fantastycznych stworów. Rozbudzały one wyobraźnię obserwatorów. Dlatego zaczęła krążyć fama, że owe „chimery” upamiętniają rodzinną tragedię Horodeckiego (według jednej wersji – śmierć córki, według innej – przedwczesny zgon żony). Żadna z nich nie była prawdziwa. Horodecki miał wielką pasję – myślistwo. Na polowania jeździł nie tylko w odległe krainy rozległego Imperium Rosyjskiego, ale równie do Afryki.

W 1920 roku wskutek walk po rewolucji bolszewickiej wyjechał z Kijowa. Zamieszkał w Warszawie, gdzie otrzymał posadę w Ministerstwie Robót Publicznych, jednak wkrótce zaczął współpracować z firmą Ulen& Co, która miała siedzibę w Nowym Jorku. W kilku miastach polskich (m.in. w Piotrkowie, Radomiu i Częstochowie) zaprojektował budynki użyteczności publicznej. Historycy sztuki zapewne wskażą w gmachu otwockiego kasyna wpływ wcześniejszych dokonań Horodeckiego, który w 1928 roku podjął się kolejnego wyzwania. Wyjechał do Iranu, gdzie szach Reza Pahlavi zaczął realizować politykę modernizacji kraju. Horodecki zaprojektował m.in. dworzec kolejowy w Teheranie, teatr, hotel, a także nowy – olśniewający kolorami – pałac dla szacha. Zmarł nagle w 1930 roku. Jako architekt z jednej strony swobodnie odwoływał się do historycznych stylów, a z drugiej odważnie stosował nowoczesne rozwiązania i materiały. Przez niektórych uważany był za równie wybitnego twórcę jak słynny Antonio Gaudi. Swój trwały ślad zostawił w Otwocku.

Jesteśmy w Skowarze
Przywołany wcześniej Cezary Jellenta wspominał o muzach znanych z tradycji antycznej. A przecież żył w czasach kształtowania się nowoczesnej kultury popularnej. Jej wymownym symbolem było kino, nazwane dziesiątą muzą. Z triumfem wkroczyła ona do otwockiego kasyna, gdzie realizowano sceny do filmu „Manewry miłosne”. Jego reżyserami byli Jan Nowina-Przybylski oraz Konrad Tom.

Dzieło ma wiele cech operetki filmowej. Miejscem akcji jest Skowar,  stolica fikcyjnego państwa o nazwie Skumbrja. Bohaterowie noszą arystokratyczne tytuły i pretensjonalne nazwiska. Intryga jest mało oryginalna, wykorzystuje popularny motyw – zamianę ról niektórych postaci. Można uznać, że urzeczywistniony w Otwocku projekt Władysława Horodeckiego okazał się naturalną scenerią do wizji zawartej w scenariuszu „Manewrów miłosnych”. Został ukazany jako kasyno I. Pułku Huzarów Skowarskich. Paradność ich mundurów dobrze współgrała z architekturą gmachu.

Film odniósł wielki sukces głównie dzięki piosenkom (z muzyką Henryka Warsa i tekstem Jerzego Jurandota) oraz gwiazdorskiej obsadzie. W głównych rolach wystąpili śpiewający aktorzy – Tola Mankiewiczówna oraz Aleksander Żabczyński. Oboje znajdowali się na wznoszącej fali popularności. Żabczyński uchodził za uosobienie amanta (nie tylko na planie  filmowym). Tola Mankiewiczówna święciła triumfy również za granicą.
W 1935 roku dwukrotnie występowała w Niemczech, gdzie na jej premierowym przedstawieniu zjawił się nawet minister Joseph Goebbels. Istotne były okoliczności polityczne. Wskutek podpisania układu o nieagresji (w 1934 roku) między Polską a III Rzeszą nastąpiło bowiem zbliżenie również w zakresie kultury. Tola Mankiewiczówna w Berlinie otrzymała ofertę długiego tournée po Europie i Ameryce.

Zrezygnowała z tej kuszącej propozycji m.in. dlatego, że w Warszawie czekał narzeczony – Tadeusz Raabe. Był on adwokatem, pochodził
z bogatej rodziny przemysłowców, w młodości wykazywał duże ambicje literackie, później stał się kolekcjonerem dzieł sztuki. Towarzyszył narzeczonej również podczas kręcenia „Manewrów miłosnych”. Zachowała się fotografia ukazująca Tolę i Tadeusza na schodach otwockiego kasyna. Obok – w komicznej pozie – przykucnął Aleksander Żabczyński. Można więc uznać, że na schodach tych doszło do spotkania miłości realnej z miłością filmową. Tadeusz i Tola wzięli ślub 21 grudnia 1935 roku w kościele pw. św. Wojciecha na Woli. Dwa dni później odbyła się premiera „Manewrów miłosnych”. Cezary Jellenta – szukający właściwego przeznaczenia dla kasyna – nie doczekał tego faktu. Zmarł w Otwocku 1 września 1935 roku.

Ryszard  Wolański, autor książek  dotyczących kultury popularnej, odnotował ciekawostkę dotyczącą filmowych bohaterów: „Aż do utraty tchu obtańczyli oboje calusieńką salę balową z jej bogatym wystrojem zmienianym przez scenografów do każdego z kilkudziesięciu ujęć. W sali balowej kasyna oficerskiego w Otwocku kręcono ją bez przerwy 32 godziny w  filmie trwała niespełna pięć minut ”. Ten sam autor w innej książce (biografii Toli Mankiewiczówny) jeszcze dobitniej potwierdza znamienną informację: „Sceny tam kręcone powstały w naturalnej scenerii autentycznego kasyna oficerskiego, które mieściło się w uzdrowiskowym wtedy Otwocku pod Warszawą”. Rzeczywiście, oddziaływanie kina jest ogromne. Za sprawą „Manewrów miłosnych” oraz publikacji związanych z tym filmem niedoszła jaskinia hazardu dla bardzo wielu osób zamieniła się w autentyczne kasyno oficerskie.

Różne funkcje
Gmach kasyna stał się centrum życia kulturalnego i towarzyskiego. W informatorze z 1938 roku został określony jako „Dom Uzdrowiskowy”, w którym znajdują się „restauracja, kawiarnia, sala koncertowa i balowa oraz pokoje do gier klubowych”.

Wcześniej – we wrześniu 1937 roku – budynek związany był z zupełnie innym wydarzeniem. Został bowiem wykorzystany jako miejsce wystawy połączonej z targami. Imprezie patronowało Okręgowe Towarzystwo Organizacji i Kółek Rolniczych. Zjechało ponad 60 wystawców. Jednym z najbogatszych było stoisko z majątku hrabiego Władysława Jezierskiego z Otwocka Wielkiego. Fakt ten skłania do refleksji. Oto bowiem uprawy spod dawnego pałacu Bielińskich trafiły do „białego pałacu”, który przecież był usytuowany w historycznych granicach dóbr otwockich.

W wykwintnych salach pojawiły się stoiska z warzywami i owocami. Zaś obok pałacowej elewacji, od strony parku, można było oglądać dorodne krowy. Dziennikarz „Głosu z Powiatów Województwa Warszawskiego” podkreślał, że z powodu niekorzystnej sytuacji dla hodowców (suszy panującej na pastwiskach) należy docenić: „jakość doprowadzonego materiału i ilość młodych”. Na wystawę przybyło wielu przedstawicieli władz, m.in. wicewojewoda warszawski M. Myśliński.

U schyłku Drugiej Rzeczypospolitej otwocki gmach pełnił jeszcze jedną funkcję. Zaczęło bowiem działać kino dźwiękowe Kasyno, które prowadzili Jan Piesiewicz i Edward Asz. Dziesiąta muza znalazła swój stały przybytek.

Jak za dawnych lat
Po premierze „Manewrów miłosnych” Tola Mankiewiczówna i Aleksander Żabczyński stali się jeszcze bardziej popularni. Wspólnie wystąpili m.in. w filmie „Pani minister tańczy”. Latem 1938 roku Tola ponownie wyjechała na występy do Niemiec. I znowu została entuzjastycznie przyjęta. Jednak ten aplauz okazał się łabędzim śpiewem w kulturalnych relacjach polsko-niemieckich. Kilka tygodni później III Rzesza wysunęła bowiem – nieoficjalnie – żądania wobec Polski dotyczące „globalnego uregulowania problemów”.

Na początku okupacji niemieckiej małżonkowie Raabe zdołali wydostać się z Warszawy, co było szczególnie istotne dla Tadeusza, który miał niearyjskie pochodzenie. Znaleźli oni schronienie w Białymstoku. Jednak później Tadeusz został deportowany do Kazachstanu. Tola wróciła do stolicy, gdzie mieszkała do końca okupacji. Śpiewała w kilku kawiarniach (m.in. „U Aktorek”), a także występowała w koncertach, z których dochody przeznaczone były na cele konspiracyjne i charytatywne. Później, od 1 sierpnia 1944 roku, swoimi piosenkami dostarczała wzruszeń powstańcom: tym walczącym na barykadach i tym, którzy odnieśli obrażenia wskutek walk lub bombardowań. Po upadku powstania przedarła się do Milanówka.

Tadeusz wrócił do kraju jako oficer I Armii Wojska Polskiego (tzw. berlingowców). Przez wiele tygodni bezskutecznie szukał żony. Wreszcie, w maju 1945 roku odnalazł ją… w Otwocku. Tola miała tu cztery koncerty – dwa dla rannych żołnierzy i dwa dla stacjonujących jednostek wojskowych. Gdzie odbywały się te występy? Być może również w gmachu kasyna, który wprawdzie przez kilka miesięcy służył resortowi bezpieczeństwa, ale później został przeznaczony na szpital woj- skowy. Zachowała się fotografia ukazująca małżonków, którzy odnaleźli się w Otwocku. Jakże oboje się zmienili. Tadeusz nie jest wymuskanym adwokatem. Zdecydowanie prezentuje się w mundurze z koalicyjką i dużą kaburą na rewolwer. Tola ma twarz zmęczoną, lecz radosną. Ubrana jest w prosty płaszcz. Na głowie ma zwykłą chustkę. Gdzie te przedwojenne kreacje?

W ostatnich dekadach „Manewry miłosne” były wielokrotnie przypominane przez telewizję. Później stały się dostępne dzięki internetowi. Dotarły do milionów widzów. W 1973 roku zostały przywołane również w filmie Janusza Majewskiego „Zazdrość i medycyna”, według powieści Michała Choromańskiego. Akcja rozgrywa się w latach 30. XX wieku. Właśnie podczas sceny wyświetlania „Manewrów miłosnych” pojawia się uczucie łączące dwoje bohaterów „Zazdrości i medycyny”. Film w filmie. Zaś z ekranu rozbrzmiewa niezapomniana piosenka „Powróćmy jak za dawnych lat”.

Główne źródła informacji:
Ryszard Wolański, „Aleksander Żabczyński. Jak drogie są wspomnienia”, Poznań 2015; Ryszard Wolański, „Tola Markiewiczówna. Jak za dawnych lat”, Poznań 2013

REKLAMA

REKLAMA