Seta i galareta

Gdzie stołowali się otwocczanie za komuny? Najczęściej w domu, bo lokalna gastronomia w czasach PRL-u nie odbiegała od tzw. średniej krajowej. Kotlety, w których mięso było tylko dodatkiem, rurki bez kremu i – jak informowała stołeczna prasa – nawet „pospiesznej setki” nie było gdzie wypić. A przecież kiedy wzdłuż linii kolejowej powstawały pierwsze letniska, w bufecie na stacji kolejowej serwowano raki, jesiotry, kawior, mięso na 20 sposobów, nie licząc zup, przystawek, deserów i napojów. I jakoś się opłacało…

JACEK KAŁUSZKO

Po II wojnie światowej walcząca z prywaciarzami władza ludowa tworzyła państwową i spółdzielczą gastronomię, ale przez wiele lat najbardziej znaną, obleganą,  kultową knajpą w Otwocku był Bar Uniwersalny. A. Jarząbek przy ul. Andriollego, gdzie dziś mieści się zakład szklarski.

Urzędnik wierszokleta
Wpadali tu zarówno przedstawiciele elit,  magistraccy urzędnicy jak i wożący węgiel  oraz dorożkarze. Już w 1920 r. pierwszy lokal w tym miejscu otworzył Narcyz Klimczak, szef kuchni znanych warszawskich restauracji. Po jego śmierci w 1956 r. właścicielem lokalu został Antoni Jarząbek, który podtrzymywał renomę restauracji. Kuchnia była znakomita, obsługa również, a klimat pewnie jeszcze lepszy. Kelnerki, które przepracowały tam wiele lat, wspominały: „Jedzenie było bardzo dobre, choćby zające w śmietanie z buraczkami, kuropatwy. W żywe kury zaopatrywał nas pan Wacio z Karczewa, sam je patroszył i skubał. Mięso kupowało się w sklepie przy Bazarowej. Były schabowe i mielone, bigos, gulasz, wątróbka, golonki, befsztyki, bryzole, pyzy, rozmaite zupy, nawet rybne, bo szefowa je lubiła”.

Po wypłacie do Jarząbka ciągnęli spragnieni pracownicy falenickiej Mery, IBJ-u, sanatoriów, poczty, spółdzielni inwalidów. Najlepszymi klientami byli stali bywalcy. Na przykład pan Palman, przed i powojenny urzędnik. Brał setkę wódki i zanim wypił, z zapałem deklamował rymowankę o gorzałce:

„O rzesz ty, wódko święta, skądżeż ty cholero wzięta? Nie masz żadnego dokumentu, jazda do kryminału! Byłaś w polu, byłaś w gumnie, teraz będziesz w brzuchu u mnie. Ty wódko niecnoto, coś niejednego wpakowała w błoto. Ty wódko jasna cholero, nie jednegoś człowieka z butów i kapoty obdarła. Jazda do mojego gardła!”

Pan Antoni prowadził restaurację do 1977 r. Potem interes przejęła rodzina, która walczyła z rozmaitymi urzędami chcącymi zamknąć lokal. Restaurator zmarł w 1980 r., a urząd miasta pozwolił, żeby restauracja działała do końca roku. Czytelników zainteresowanych jej historią  zachęcam do lektury artykułu „Dobrego knajpa nie popsuje” w nr 3/2010 „Linii”.

„Ze złości i z rozpaczy”
Stan miejscowej gastronomii w 1964 r. doskonale opisał dziennikarz „Trybuny Mazowieckiej” w artykule „Do Otwocka tylko z własną wałówką”:

„Smutny był ten, kto 15 bm. odwiedził Otwock bez własnej wałówki lub zapewnionego wiktu. Na budynku sympatycznej Stylowej zobaczył >>wywieszkę<<: od 15 bm. remont, lokal zamknięty. Poszedł do baru Bistro przy ul. Dzierżyńskiego, sąsiadującego z kawiarnią Adria. Przeczytał napisy: >>gorące dania barowe<<, >>dania gorące i przekąski zimne<<. Zaproponowano mu bigos, kiełbasę, żeberko i kotlet mielony, do którego mięso było chyba tylko dodatkiem…Wrócił w kierunku Bistro w budynku pawilonu handlowego i tam – godz. 14.45 – dowiedział się, że obsługa >>już ma z głowy<< gorące dania barowe, a może podać tylko kawę i ciastka. Jedyna nadzieja to bar samoobsługowy PSS obok Stylowej, ale tam tylko wódka, piwo i tłok… Można – jeżeli się wie o jej istnieniu – pojechać taksówką do Ambasadorskiej w Świdrach Wielkich, można – jeśli ma się dużo czasu – pojechać pociągiem do świderskiej Oazy, (…) Stylowa, znana z troski o konsumenta, wymagała remontu. Nie można mieć o to do niej ani do PSS pretensji. (…) W tym ponad 40-tysięcznym i często odwiedzanym przez licznych przyjezdnych mieście nie ma gdzie wypić nawet >>pospiesznej setki<<. Ze złości i z rozpaczy…”

Mała, ale Nowoczesna
Wspomniane przez stołecznego dziennikarza restauracje Stylowa, Ambasadorska (potem Suwalska) oraz Oaza nadawały ton otwockiej gastronomii. W 1965 r. tę kulinarną mapę miasta uzupełniła Nowoczesna.

„Trybuna Mazowiecka” zachwycała się nową restauracją: „Nowoczesna. Taką zobowiązującą nazwę nosi nowo otwarta restauracja otwockiej PSS Tęcza. (…) Efektowne, przyjemne dla oka wnętrze, nowoczesne zaplecze umożliwiające zaspokojenie najwybredniejszych gustów konsumentów, szybka obsługa – oto wrażenia utrwalone w pamięci i w kamerze naszego fotoreportera. Szkoda tylko, iż sala konsumpcyjna Nowoczesnej – lokalu, jakiego w tym mieście jeszcze nie było – obliczona jest na jednoczesne obsłużenie zaledwie 52 osób, bowiem poczciwa Stylowa – jedyna do niedawna restauracja w centrum miasta, szczególnie w dni świąteczne – była przepełniona. Nic więc nie wskazuje na to, żeby sale obydwu restauracji PSS zbyt często świeciły pustkami”.

Serdelowa i śledzie w Adrii
Faktycznie te dwie restauracje na brak gości nie mogły narzekać. I miały, co normalne, klientów, którzy zjedli i wyszli, oraz takich, o których wyczynach krążyły potem legendy. Pod tym względem prym wiodła klientela kawiarni Adria (spragnionych wiedzy odsyłam do reportażu „Adria – miejsce kultowe”, zamieszczonego w nr 24/2011 „LO”). Za to gastronomiczna sława kawiarni znana była w okolicy do tego stopnia, że w 1964 r. „Trybuna Mazowiecka poświęciła lokalowi artykuł „Adria zmarnowaną szansą?”.

Czytamy w nim: „Kiedy w Otwocku MHD otwierał kawiarnię i bar bistro Adria, zarówno władze miejskie, jak i organizacje społeczne, zwłaszcza młodzieżowe, wiele sobie po tym fakcie obiecywały. Władze miejskie – bo miasto nie ma dostatecznie rozwiniętej sieci żywienia zbiorowego! Jedyna restauracja PSS – Stylowa, choć dobrze zaopatrzona (nawet w kanapki na wynos!), nie jest w stanie zaspokoić potrzeb blisko 40-tysięcznego środowiska. Restauracja Oaza w Świdrze jest oddalona od miasta, a Ambasadorska (ostatnio oddana w agendę) leży jeszcze dalej. Bar mleczny powstanie może jeszcze w tym roku, lecz i to sprawy nie wyczerpuje. Młodzież zaś spodziewała się znaleźć antidotum na zamiłowania >>szlifobruków<<, miejsce, gdzie przy kawie i dyskusji, przy tańcu i rozmowie spędzić będzie można mile czas (…). Tymczasem Adrię przejęły Mazowieckie Zakłady Gastronomiczne. Jak mówią w Prezydium MRN: >>Niestety na nich wpływu nie mamy<<. Istotnie MZG podlegają wojewódzkiemu ZPH i miasto niewiele tu zdziała.

A działać, a ściślej przeciwdziałać, pora najwyższa! (…) Zaopatrzenie baru bistro w porze obiadowej, w tym samym czasie, gdy Stylowa ma pełny wybór dań i zakąsek, ograniczało się do kiełbasy serdelowej i śledzi. Zaopatrzenie bufetu w kawiarni ograniczało się do bardzo podstarzałych ciastek w małym wyborze i czekolady z wysoką marżą! Oczywiście dużo różnych gatunków wina i likierów, raczej tych droższych. A w porze wieczornej? Sekretarz Prezydium MRN nie krył przed nami swej troski. 10-złotowy wstęp i charakter lokalu powodują, że przebywa tu nie ta młodzież, która nadawać powinna ton, a młodzi >>ładowani<< ludzie, którzy nadają ton co najmniej niewłaściwy…”

Kawiarnia bez ciastek
10 lat później, w 1974 r., ta sama gazeta ironizuje

„Cud w Adrii”: „Czasy, kiedy (…) Adria w Otwocku należała do reprezentacyjnych lokali tego miasta – należą do przeszłości. Nikt nie miałby w końcu pretensji, gdyby nie to, że ostatnio w Adrii wydarzył się cud. Niezwykłość zjawiska polega na tym, że od pewnego czasu Adria jest kawiarnią, w której brakuje ciastek. Zdarzają się tu też częste nieporozumienia konsumentów z kelnerkami na temat jakości rurek z kremem, serwowanych jako specjalność zakładu nr 3. Spory koncentrują się wokół problemu, czy to, co jest w rurce, stanowi krem, czy też coś innego, co nie nadaje się do spożycia. Specjalności nr 2 – koktajli owocowych – w Adrii także chronicznie brak. Specjalność nr 1 – krem z czekoladą – także jest z reguły w kawiarni nieobecna. Do tego wszystkiego należy dodać niesamowicie brudny chodnik zaściełający posadzkę w lokalu oraz brudne ściany. Całość – nie wiadomo dlaczego – ma kategorię, jak powiedzieliśmy na wstępie, drugą. Dzieje się to w czasach, gdy pierwsza, za przeproszeniem, lepsza restauracja GS posiada eleganckie wnętrze, uprzejmą obsługę i wspaniały jadłospis, legitymując się przy tym kategorią czwartą!”

Słoneczny nad Świdrem
Przez wiele lat w Świdrach Wielkich działał bar Słoneczny należący do Powiatowego Ośrodka Sportu, Turystyki i Wypoczynku. W lecie ciągnęły do niego tłumy. Kiedyś wybrał się tam również dziennikarz „Trybuny Mazowieckiej”, który z niesmakiem zanotował:

„Wśród klientów płci obojga wyróżnia się zachowaniem jeden mężczyzna w średnim wieku. Jest pijany, jak to mówią >>w drobny mak<<. Sądząc po zaroście, przedłuża >>trzydniówkę<<. Usłużni >>kolesie<< z sąsiedniego stolika bez żadnych ograniczeń dostarczają mu piwo. (…) >>Kolesie<< z wytatuowanymi krwawymi scenami na torsach (vendetta!) sączą piwo kuflowe, prowadzą głośny dyskurs okraszony obficie >>łaciną<< na temat jakiegoś wczorajszego pijaństwa. Przyjście każdej młodej dziewczyny kwitują uwagami, z których najdelikatniejsza to: >>Te lala! Bucik ci się rozwala!<<”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s