Chce rozrywek w areszcie!

Nie czuje się winny, choć śmiertelnie potrącił dwie osoby.  Na wyrok czeka w areszcie, gdzie doskwiera mu nuda. Podczas rozprawy Tomasz C. domagał się zgody sądu na dostęp do telefonu komórkowego i konsoli, żeby za kratami mógł na niej grać.

AGNIESZKA JASKULSKA

Tomasz C., mieszkaniec Ostrówca, jest oskarżony o to, że spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym  i uciekł z miejsca tragedii, nie udzielając pomocy poszkodowanym

Tomasz C., mieszkaniec Ostrówca, jest oskarżony o to, że spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym i uciekł z miejsca tragedii, nie udzielając pomocy poszkodowanym

Trwa proces Tomasza C., 30-letniego mieszkańca Ostrówca, który uciekł z miejsca tragedii po tym, jak śmiertelnie potrącił dwoje Ukraińców: 29-letnią Irynę D. i 29-letniego Volodymyra P. Kiedy wreszcie stanął przed wymiarem sprawiedliwości, naiwnie przekonywał sąd, że mężczyzna i kobieta wpadli mu pod samochód i że to, co się stało, nie jest jego winą. W związku z tym w piątek, 2 września odbyła się druga rozprawa w Sądzie Rejonowym w Otwocku.

nr 28 (896), 13-19 lipca 2015

O sprawie pisaliśmy w lipcu 2015 r.

Tomasz C. na sali sądowej sprawiał wrażenie nie tylko pewnego siebie, ale i trochę znudzonego. Nie przejął się nawet wtedy, gdy przed sądem stanęła Hanna B., 23-letnia Ukrainka, która cudem uniknęła śmierci pod kołami jego samochodu. To ona wracała z Iryną i Volodymyrem późnym wieczorem w piątek, 3 lipca 2015 r. ul. Żaboklickiego w Karczewie do gospodarstwa w Janowie, gdzie wszyscy pracowali i mieszkali. Między cmentarzem a wsią, na nieoświetlonej drodze, wówczas 29-letni Tomasz C. wjechał w trójkę przyjaciół granatowym volkswagenem golfem cabrio.

– Hanna zadzwoniła do matki Volodymyra i powiedziała, że potrącił ich samochód i jej syn nie żyje. Od razu tam pobiegliśmy – tłumaczy przed sądem przesłuchiwany w charakterze świadka Włodzimierz D.

– Iryna leżała daleko od drogi i rozbitego samochodu, który był w polu. Wszędzie widziałem odłamki szkła i krew. Wziąłem ją za rękę, żeby sprawdzić puls, ale nic nie wyczuwałem, na szyi też nie było tętna. Iryna miała otwarte oczy. Wtedy zrozumiałem, że nie żyje. Pierwszy raz widziałem śmierć w oczach człowieka. To było wstrząsające – wspomina z trwogą Włodzimierz D.

Przeklinał, ciągle powtarzał „to nie ja”
Mężczyzna pobiegł do Volodymyra, który leżał bliżej rozbitego auta. – Miał zamknięte oczy, był ciepły, oddychał. Myśleliśmy, że uda się go uratować. Hanna była roztrzęsiona i zapłakana. Matka Volodymyra dzwoniła po karetkę pogotowia, a ja przytrzymywałem jego głowę – mówi Ukrainiec.
Tomasz C., który potrącił przyjaciół, kręcił się w pobliżu miejsca zdarzenia. – Kierowca samochodu chodził i przeklinał, ciągle powtarzał „to nie ja, to oni, co oni narobili” jakby chciał przekonać, że to nie on siedział za kierownicą, że jacyś „oni” to zrobili i uciekli – zeznaje Włodzimerz D., który bardzo dobrze zapamiętał twarz Tomasza C. i wskazał go na sali sądowej jako sprawcę śmiertelnego potrącenia.

– Kierowca wyglądał na pijanego, czułem od niego silny zapach alkoholu, ale nie taki piwny, tylko spirytusowy. Ja nie piję, więc wyczuwam woń alkoholu – tłumaczy.

Rower przygnieciony przez samochód
Matka Volodymyra i Hanna B. były w szoku i nie znały wystarczająco dobrze języka polskiego, aby wytłumaczyć, gdzie ma przyjechać ambulans. Poprosiły o to Tomasza C. – Wyjaśnił, jak dojechać do miejsca, gdzie był wypadek, ale jednocześnie tłumaczył, że to ktoś inny potrącił dwoje ludzi, że „oni” uciekli – mówi Włodzimierz D. – Zanim dojechały służby, próbowaliśmy zatrzymać przejeżdżający samochód, ale bezskutecznie. Po kilku chwilach na miejsce jako pierwsza dojechała straż pożarna. Wtedy zauważyliśmy, że kierowca volkswagena uciekł – przyznaje.

Sąd pytał, o jakiej porze dnia to się działo. Włodzimierz D. przyznał, że zapadał zmrok. – Szybko robiło się ciemno – mówi. – Iryna, Volodymyr i Hanna wracali ze sklepu w Karczewie do gospodarstwa. Wzięli trzy rowery, ale nie wiem, czy nimi jechali w drodze powrotnej. Kiedy dotarłem na miejsce wypadku, jeden rower leżał 20 m od potrąconych, drugi znajdował się obok volkswagena, a trzeciego nigdzie nie było widać. Policjanci też go szukali. Okazało się, że był pod autem. Rowery były pogięte, miały uszkodzone ramy i koła. Tylko pojazd Hanny był cały – mówi Ukrainiec.

Pijany stał nad głową ofiary
Czy oskarżony udzielał pomocy potrąconym? – dociekał prokurator Marcin Gajdamowicz. Włodzimierz D. jednoznacznie stwierdził:
nie udzielał.

Natomiast Leszek Cichoń, obrońca Tomasza C., dopytywał, ile czasu minęło od czasu, kiedy na miejscu zjawił się Włodzimierz D., do momentu oddalenia się oskar-żonego stamtąd. – To była chwila, może kwadrans – przyznał świadek. – Z jakiej odległości pan go widział, ile razy miał pan z nim styczność? – dociekał dalej obrońca. Włodzimierz D. zapewnia, że widział go dobrze, z bliska. – Chodził wkoło miejsca zdarzenia, stał nad ciałem Volodymyra. Był pijany i bałem się, że nadepnie mu na głowę, dlatego wystawiłem rękę, aby się odsunął – tłumaczy.

Sąd próbował przesłuchać Hannę B., która cudem uniknęła śmierci. Kobieta jednak za słabo znała język polski. Sąd uznał, że jej zeznania mogą być kluczowe dla sprawy. Dlatego zostanie wezwana przed wymiar sprawiedliwości na kolejną rozprawę, podczas której będzie obecny biegły tłumacz.

Wniosek o uchylenie aresztu
Na koniec rozprawy obrońca Tomasza C. próbował przeforsować wniosek o uchylenie aresztu. – Oskarżony dobrowolnie zgłosił się do prokuratury. Nie ma konieczności, aby w dalszym ciągu stosować areszt – zapewnia Leszek Cichoń, sugerując inne środki zapobiegawcze w postaci policyjnego dozoru czy poręczenia majątkowego.

Mężczyzna był już wcześniej karany za jazdę pod wpływem alkoholu. Nie ma w jego przypadku żadnych okoliczności łagodzących  – podkreśla prokurator Marcin Gajdamowicz

Mężczyzna był już wcześniej karany za jazdę pod wpływem alkoholu. Nie ma w jego przypadku żadnych okoliczności łagodzących – podkreśla prokurator Marcin Gajdamowicz

Prokurator Marcin Gajdamowicz odpiera argumenty obrony. – To, że oskarżony kilka dni po wypadku zgłosił się dobrowolnie do prokuratury, mogło świadczyć o jego wyrachowaniu, a nie dobrej woli – tłumaczy. – Niewykluczone, że oskarżony chciał dojść do siebie po tym, co wydarzyło się w dniu wypadku, bo chociaż brakuje dowodów na spowodowanie wypadku w stanie nietrzeźwości, to jednak z zeznań świadków wynika, że w czasie zdarzenia czuć było od niego alkohol. Poza tym uciekł z miejsca zdarzenia, co może stwarzać realne zagrożenie, że podejmie kolejną próbę ucieczki, zwłaszcza że według mojej oceny dotychczasowy przebieg procesu idzie stanowczo nie po jego myśli – udowadnia prokurator Gajdamowicz.

Sąd przychylił się do stanowiska prokuratora i odrzucił wniosek obrony. Tomasz C. zostaje za kratami. – Mężczyzna był już wcześniej karany za jazdę pod wpływem alkoholu. Nie ma w jego przypadku żadnych okoliczności łagodzących. Tomaszowi C. grozi do 12 lat więzienia – podkreśla prokurator Gajdamowicz.

Na twarzy Tomasza C. nie widać skruchy czy żalu. Może się wydawać, że największym problemem przebywającego za kratami 30-latka jest nuda. Oskarżony domagał się w sądzie zgody na korzystanie z telefonu komórkowego i konsoli do grania. Sąd nie zgodził się na to, aby Tomasz C. mógł grać, ale zdecydował, że mieszkaniec Ostrówca będzie mógł raz w miesiącu przez 10 minut skorzystać
z telefonu komórkowego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s