Dziki znowu przekopały Morskie Oko

Zwierzęta nocą znowu dobrały się do wypielęgnowanego trawnika, pod którym ukrywają się pędraki – ich wielki przysmak. Kilka dni temu dziki przeorały ziemię w innej części osiedla. Teraz przyszły pod bloki w okolicy ul. Sosnkowskiego. Nieproszeni goście przekopali trawnik, pogryźli krzewy i w niektórych miejscach uszkodzili system nawadniający.

AGNIESZKA JASKULSKA

Dziki robią w Otwocku, co chcą. Na miejskich terenach leśnych, podwórkach, a nawet osiedlowych trawnikach czują się jak u siebie w domu. Jesienią wypielęgnowana zieleń przyciąga je jak magnes – pod trawą ukrywają się pędraki, które są ich przysmakiem.

Duża rodzina dzików upatrzyła sobie osiedle Morskie Oko na Kresach. Kilka dni temu intruzi wdarli się na zamkniętą część osiedla przy ul. Fieldorfa – pisaliśmy o tym w „Linii” 26 września. Zwierzęta wracały w to miejsce kilka razy i na nic zdały się zabezpieczenia i wysoka siatka. Po kilku dniach zrezygnowały, choć niezupełnie. W ostatni wrześniowy weekend rodzina dzików odwiedziła inną część osiedla, gdzie mieszka ponad tysiąc rodzin. – Przyszły późną nocą. To było duże stado, około 15 dzików. Dwa z nich były bardzo duże, a pozostałe znacznie mniejsze – tłumaczą mieszkańcy osiedla. Zwierzęta przekopały kilkaset metrów wypielęgnowanego trawnika. Nie ominęły również dębu, pod którym leżało mnóstwo smakowitych żołędzi. – To jakiś koszmar. Dziki nie dają nam żyć! Wieczorem strach wyjść z mieszkania, bo one potrafią przyjść na skraj lasu, który graniczy z osiedlem, wtedy, kiedy dzieci biegają po placu zabaw – irytuje się Andrzej Szczepski, mieszkaniec Morskiego Oka.

W poprzednich latach nieproszeni goście również pojawiali się w tej okolicy. – Dziki nie wchodziły jednak na osiedle. Dopiero tej jesieni wtargnęły między bloki. Przekopały trawnik, o który od lat wszyscy dbaliśmy i na który wydaliśmy sporo pieniędzy. Chcieliśmy, aby zawsze było tutaj zielono – tłumaczy Beata Mańturzyk ze Wspólnoty Mieszkaniowej Morskie Oko II w Otwocku. – W ciągu jednej nocy dziki wyrządziły wiele szkód. Nie tylko rozkopały trawnik, ale również uszkodziły rośliny i system nawadniający. Odtworzenie zieleni i naprawa instalacji będą kosztowne. Zamierzamy ubiegać się o odszkodowanie. Sprawą już zajął się nasz prawnik – dodaje kobieta.

Wspólnota Mieszkaniowa poinformowała o wszystkim służby miejskie, ale urzędnicy bezradnie rozkładają ręce. – Tłumaczą, że nic nie mogą zrobić z leśnymi intruzami poza tym, że przegonią zwierzęta – tłumaczy Beata Mańturzyk. Mieszkańcy uważają, że zostali sami z tym problemem. – Mamy czekać, aż dojdzie do tragedii? Przecież dziki będą tu wracały. I nie chodzi tylko o trawnik, ale o bezpieczeństwo mieszkańców, szczególnie dzieci, które często spacerują po okolicy również z małymi pieskami. Jeśli stanie im na drodze rodzina dzików, to może dojść do nieszczęścia – podkreśla mieszkanka osiedla.

REKLAMA

REKLAMA