O psie, który utknął na wyspie

Burek zamienił ciepłą budę na bezludną wyspę. Nic więc dziwnego, że zatęsknił za domem. Jego żałosne wycie usłyszeli wędkarze, którzy przyjechali nad Wisłę łowić ryby. Wezwali na pomoc straż pożarną. Jednak pies nie dał się im złapać i czmychnął w krzaki…

AGNIESZKA JASKULSKA

kundys

Nieduży kundelek rozpaczliwie wzywał pomocy. W środę, 19 października wędkarze łowiący ryby na wysokości Wysoczyna usłyszeli żałosne psie wycie dochodzące z wyspy na środku Wisły. Postanowili wezwać strażaków. Po godz. 12 do akcji wkroczyli ratownicy z Otwocka i OSP Sobienie-Jeziory. Strażacy musieli użyć łodzi, aby dostać się na wyspę. Jednak na ich widok Burek wpadł w popłoch i czmychnął w krzaki.

– Pies uciekł, a miał gdzie się chować, bo ta wyspa ciągnie się wzdłuż rzeki na powierzchni kilku hektarów – tłumaczy bryg. Krzysztof Tuszowski z otwockiej straży pożarnej. Burek nie miał ochoty dać się złapać.

Strażacy wołali go i wabili, ale nic z tego. Kundelek schował się i nie zamierzał wyjść. – Dlatego o sprawie powiadomiliśmy władze gminy, które obiecały zająć się psem – dodaje bryg. Tuszowski.

Okazało się, że rzeka między brzegiem od strony Wysoczyna a wyspą jest bardzo płytka.

– Pies może wydostać się stamtąd sam – mówi Stanisław Wirtek, wójt gminy Sobienie-Jeziory. – Kundelek prawdopodobnie należy do jednego z mieszkańców Wysoczyna lub sąsiedniej miejscowości, więc zatęskni za ciepłym domem. Jeśli jednak pies będzie na wyspie do poniedziałku, to trzeba będzie go złapać – tłumaczy wójt Wirtek.

REKLAMA

REKLAMA