DZIKI PLĄDRUJĄ MIASTA I WSIE

Dziki całymi stadami przychodzą do miasta, plądrują trawniki, ryją w boiskach i bezczelnie wchodzą na podwórka! Czytelnicy dzwonią do redakcji i proszą o pomoc. Władze są bezradne. Nic nie robią z dzikim problemem, a ludzie boją się wychodzić na ulice! Podpowiadamy, jak skutecznie odstraszyć dziki i kto może dostać odszkodowanie za wyrządzone straty.

AGNIESZKA JASKULSKA

Wiele stad dzików na dobre przeprowadziło się z lasu na tereny podmiejskie, m.in. do Karczewa, Otwocka i Józefowa. I chociaż w lesie mają pod dostatkiem przysmaków, to nie mogą oprzeć się jabłkom w sadzie, warzywom na polu, krzewom ozdobnym w ogródku, suchemu chlebowi wiszącemu w reklamówce na ogrodzeniu, gnijącym odpadkom w kompostowniku czy w śmietniku. Nie mogą również powstrzymać się przed ryciem w zarobaczonych trawnikach, w których na potęgę mnożą się pędraki – ich największy przysmak. Nic dziwnego, że osiedla i okoliczne pola są dla dzików rajem, gdzie bez wysiłku zdobywają pożywienie.

– Dzik jest nie tylko cwany, przebiegły i pamiętliwy, ale również leniwy. Po co ma się wysilać, szukając pożywienia w lesie, skoro w mieście wszystko jest podane niemal jak na tacy – mówią myśliwi.

Kilka dni temu Nadleśnictwo Celestynów przeprowadziło inwentaryzację dzików. Akcją objęto 28 wydzielonych obszarów na terenie siedmiu leśnictw. Łącznie na obszarze ok. 2 tys. hektarów naliczono… zaledwie dziewięć dzików! Gdzie podziała się reszta? Wygląda na to, że większość stad przeprowadziła się właśnie na tereny podmiejskie, gdzie do woli plądrują ogródki, działki, gospodarstwa i osiedla.

Niszczą wszystko w jedną noc
O tym, jak dziki przeorały trawniki na osiedlu Morskie Oko między Ługami a Kresami, pisaliśmy we wrześniu dwa razy. Po ukazaniu się artykułów w redakcji rozdzwoniły się telefony. Mieszkańcy powiatu otwockiego, Wawra, a nawet innych regionów Mazowsza prosili o pomoc.

– Przeczytałem artykuł, który ukazał się na stronie internetowej „Linii”. Mam ten sam problem, co mieszkańcy osiedla Morskie Oko w Otwocku – tłumaczy pan Tadeusz, który zadzwonił do redakcji z okolic Płocka. – Niedawno stado dzików przeorało około 6 tys. metrów mojego trawnika przy moim domu. Kiedy rano to zobaczyłem, o mało nie zemdlałem, bo sporo mnie kosztowało, aby teren był zielony i wypielęgnowany. Zwierzęta zniszczyły go w jedną noc! Nie wiem, co teraz robić, czy mogę starać się o odszkodowanie? – pytał nasz Czytelnik z okolic Płocka.

Mieszkańcy Otwocka, Karczewa i Józefowa również dzwonią do redakcji i przysyłają zdjęcia, m.in. zrytego trawnika na osiedlu przy ul. Batorego. Pan Adrian napisał do „Linii”: „Dziki przychodzą na osiedle Ługi, grasują przy placu zabaw. Ludzie uciekają przed zwierzętami”. Pani Marzena przysłała do redakcji zdjęcia trawnika przed domem. – Walczymy z dzikami przez całe lato na własną rękę, ale one dewastują wszystko, już nie dajemy sobie rady – skarży się pani Marzena. Dziki niszczą również wały przeciwpowodziowe, zryły nawet boisko piłkarskie w Gliniance.

Mieszkańcy powiatu boją się dzików
– Zwierzęta przychodzą o różnych porach dnia i nocy. Czasami strach wyjść na ulicę, bo można stanąć oko w oko z dzikiem – tłumaczą mieszkańcy powiatu. Dlatego często proszą o interwencję władze gmin, miast, a także straż miejską i policję. Służby są jednak bezradne wobec dzikiego problemu.
Starosta otwocki Mirosław Pszonka zgodził się niedawno, aby odstrzelić dziki. Kilka tygodni temu – w porozumieniu z Polskim Związkiem Łowieckim – wydał decyzję o odstrzale redukcyjnym 85 dzików na terenie powiatu. – W Otwocku miało to być 20 zwierząt, w Józefowie – 30, w Karczewie – 20, a w Celestynowie 15 dzików – wylicza inspektor Łukasz Łączyński ze starostwa.

– Okazuje się, że w kraju znacząco wzrasta populacja tych zwierząt. Dotyczy to również regionu otwockiego. Jednak to nie znaczy, że w lesie jest ich tak dużo, że muszą migrować na tereny podmiejskie. Po prostu w mieście łatwiej zdobywają pożywienie, dlatego przychodzą m.in. do Otwocka, Józefowa czy Karczewa. Trzeba pamiętać, że nasz powiat położony jest wśród lasów, a miasta i wsie rozrastają się, przez co kurczy się naturalny teren, na którym żyje zwierzyna łowna – tłumaczy inspektor Łączyński.

W mieście dostają jedzenie na tacy
Dzików z roku na rok jest coraz więcej. – Łagodne zimy i dostęp do dobrego, energetycznego po-żywienia, np. na polach kukurydzy, powodują, że nawet bardzo młode, roczne, lochy zostają matkami – tłumaczy nadleśniczy Artur Dawidziuk z Nadleśnictwa Celestynów.

Myśliwi nie próżnują i często chodzą na polowania. Rocznie na terenie nadleśnictwa odstrzeliwuje się ponad 300 dzików. Jest to dużo więcej niż w poprzednich latach.

– Wbrew pozorom jest spory popyt na dziczyznę. Coraz więcej osób sięga po nią ze względów zdrowotnych. Mięso pochodzące od żyjących w lasach dzików jest wolne od antybiotyków i konserwantów – podkreśla nadleśniczy.

I dodaje, że wśród mieszkańców są zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy myślistwa. – Jedni obawiają się dzików i starają się ich pozbyć z miasta, a drugim one nie przeszkadzają. I to ci ludzie chcą być blisko natury i wręcz dokarmiają zwierzęta. Takie osoby przeszkadzają również w polowaniach lub podczas dodatkowych, redukcyjnych odstrzałów – tłumaczy nadleśniczy Dawidziuk.

Są jeszcze tacy mieszkańcy, którzy nieświadomie wabią dziki w okolice domostw i osiedli, np. zostawiając otwarty śmietnik czy kompostownik, które są dla dzika jak szwedzki stół. Zwierzę szybko przyzwyczaja się do takich dobroci podanych jak na tacy i chętnie wraca w te miejsca. – Jeśli dzik zjada suchy chleb z reklamówki wiszącej na ogrodzeniu, to potem ta reklamówka już zawsze będzie kojarzyła mu się z pożywieniem. I kiedy zobaczy człowieka niosącego zakupy, podbiegnie do toreb, licząc, że znajdzie tam jakiś przysmak – tłumaczy nadleśniczy Dawidziuk.

Nowe nawyki „miejskiego” dzika
Dziki mają nawet miejskie nawyki. Młode warchlaki, urodzone i wychowane na obrzeżach miast i wsi, świetnie czują się na peryferiach, bo tu jest im wygodniej, cieplej niż w lesie i nie muszą zbyt długo wędrować w poszukiwaniu pożywienia.

– Traktują podmiejskie tereny jak swój dom i nie mają potrzeby wędrowania w głąb lasu, gdzie są naprawdę potrzebne – tłumaczy nadleśniczy Dawidziuk. – Dzik w lesie jest bardzo pożyteczny m.in. dlatego, że spulchnia i napowietrza ściółkę leśną. Warto pamiętać, że to zwierzę przychodzi w miejsca, gdzie jest coś nie tak z ziemią. Dotyczy to nie tylko ściółki leśnej, ale również wypielęgnowanych miejskich trawników czy ogródków, pod powierzchnią których na potęgę mnożą się np. pędraki. To jeden z przysmaków dzików, który zwabia je do miasta – mówi nadleśniczy.

Jak odstraszyć dziki?
Walka z dzikimi zwierzętami buszującymi pod oknami nie jest łatwa. – Nawet ogrodzenie bywa zawodne, bo siatka nie zatrzyma dzika na długo. Warto zainwestować w elektryczne lub dźwiękowe odstraszacze. Elektryczny pastuch zda egzamin na polu, ale nie w mieście. Na rynku dostępne są np. petardy, a także odstraszacze ultradźwiękowe, które mają zasięg nawet do 300 metrów (koszt od 170 zł). Trzeba jednak pamiętać, że urządzenie w niewielkim stopniu oddziałuje również na domowe zwierzęta, np. psy czy koty.

Na rynku są również dostępne środki chemiczne odstraszające dziki. Kosztują od 20 do 200 zł. Emitują one intensywny, syntetyczny zapach ludzkiego potu, który potrafi odstraszyć dzikie zwierzęta, ale woń jest również wyczuwalna dla człowieka.

Nadleśniczy podkreśla, że zanim sięgniemy po odstraszacze, warto skorzystać z naturalnych sposobów. Zapominamy, że pod powierzchnią wypielęgnowanego trawnika znajduje się dom tysięcy gatunków owadów. – Warto pamiętać, aby raz na jakiś czas odrobaczyć trawnik m.in. z pędraków – podkreśla Artur Dawidziuk. Teraz jest idealna pora, aby sypnąć wapnem w ogródku czy na trawniku. Takiej lekko zakwaszonej gleby unikają pędraki i inne owady, których pod trawnikiem szukają dziki.

Policzyli dziki w lesie

  • W weekend 15 i 16 października została przeprowadzona inwentaryzacja dzików. – Pracownicy Nadleśnictwa Celestynów, członkowie kół łowieckich, pracownicy Zakładów Usług Leśnych i sympatycy przyrody przeprowadzili inwentaryzację dzików – mówi Agnieszka Dolińska
    z nadleśnictwa. Wyznaczono 28 terenów, na których liczono zwierzęta. Zaobserwowano łącznie dziewięć dzików, dwa dorosłe osobniki i siedem młodych. Oznacza to, że większość dzików mogła ukryć się głęboko w lesie, bo są to płochliwe zwierzęta – dodaje Agnieszka Dolińska. Jednak wiele wskazuje na to, że dziki po prostu przeprowadziły się na obrzeża miast i wsi.

ODSZKODOWANIA

  • Odszkodowanie za szkody na polach
    Jeśli dziki zjedzą na polu lub w sadzie np. warzywa, owoce lub zniszczą tereny rolne, które znajdują się na obszarach obwodów łowieckich, to właściciel może domagać się odszkodowania. Za szkody wyrządzone na terenach rolnych przez dziki, łosie, jelenie, daniele i sarny odpowiada koło łowieckie, które opiekuje się danym terenem (poza miastami). Wizytę nieproszonych gości i szkody, jakie wyrządziły zwierzęta, trzeba zgłosić w formie pisemnej do koła łowieckiego w terminie trzech dni od ich stwierdzenia. Na miejsce przyjeżdża pracownik koła i szacuje straty. Dopiero wtedy zapada decyzja o wysokości odszkodowania, które otrzyma właściciel terenów rolnych. Koła łowieckie z regionu otwockiego wypłacają rocznie nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych rekompensaty za straty wyrządzone przez dzikie zwierzęta na tych obszarach.
  • Za zniszczony trawnik nie dostaniesz rekompensaty
    Dziki zniszczyły twój ogródek lub osiedlowy trawnik? Będzie jednak problem z uzyskaniem odszkodowania. Przepisy określają, że za straty wyrządzone przez dziki i inne zwierzęta łowne na terenach miejskich (poza obwodami łowieckimi) odpowiada Skarb Państwa, czyli urząd marszałkowski. Mamy prawo do odszkodowania, które zobowiązany jest wypłacić zarząd województwa z budżetu państwa, ale w rzeczywistości jest to martwy przepis.
  • Jak informuje Urząd Marszałkowski w Warszawie, przepisy regulują procedurę dokonywania oględzin i szacowania strat tylko w uprawach i płodach rolnych. W przypadku zrytego trawnika czy ogródka trudno jest oszacować te straty, a jeśli się uda, to odszkodowanie może wynosić zaledwie kilka złotych. Dlatego odszkodowania nie są wypłacane. Warto zastanowić się nad ubezpieczeniem np. osiedlowego trawnika czy boiska szkolnego graniczącego z lasem. Jeśli jednak chcemy ubiegać się o odszkodowanie od marszałka, to – podobnie jak w przypadku rolników – trzeba zgłosić szkodę w formie pisemnej (wniosek) najpóźniej w ciągu trzech dni od jej wystąpienia na adres: Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego w Warszawie, ul. Jagiellońska 26, 03-719 Warszawa, tel. 22 597 91 00.

Problem kół łowieckich
Państwo nie chce ponosić odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez leśne zwierzęta. W efekcie dziki niszczą nie tylko pola, ale drenują kieszenie myśliwych, bo kół łowieckich nie stać na pokrywanie wszystkich szkód.

REKLAMA

REKLAMA