Osiem lat za śmierć dwóch osób

Otwocki sąd nie miał wątpliwości, że Tomasz C. jest winny śmiertelnego potrącenia dwóch osób. Skazał go na 8 lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. – To za niska kara. Ten pirat zabił mojego syna i jego koleżankę. Za to, co zrobił, powinien zgnić w więzieniu – mówi ze łzami w oczach Svetlana, matka 29-latka, który zginął w wypadku.

jedynkaok

AGNIESZKA JASKULSKA

W środę, 26 października, po zaledwie kilku krótkich rozprawach, zakończył się proces 30-letniego Tomasza C., mieszkańca Ostrówca. Mężczyzna był oskarżony o to, że spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym i uciekł z miejsca zdarzenia. Tomasz C. rozpędzonym granatowym volkswagenem golfem wjechał w troje przyjaciół idących ul. Żaboklickiego w Karczewie w kierunku Janowa. Do tragedii doszło w piątek, 3 lipca 2015 r. około godz. 23. Wtedy 29-letni Volodymyr P., 29-letnia Iryna D. i ich znajoma wracali z zakupów asfaltową, nieoświetloną drogą w kierunku wsi Janów, gdzie pracowali w jednym z gospodarstw. Iryna zginęła na miejscu, a Volodymyr był w ciężkim stanie. – Mój syn walczył o życie. Błagałam Tomasza C., by wezwał pomoc, ale on nie chciał, twierdził, że oni już nie żyją – mówi, łykając gorzkie łzy, matka Volodymyra. – Być może mój syn by teraz żył, gdyby ten pirat drogowy od razu zadzwonił po karetkę pogotowia. Nie dał żadnej szansy mojemu Volodymyrowi, żadnej… Syn zmarł w szpitalu – płacze pani Svetlana, która do dziś nie może pogodzić się z tym, co się wydarzyło.

Na ostatniej rozprawie matka Volodymyra przyszła spojrzeć w oczy mężczyźnie, który pozbawił życia jej syna. Tomasz C. siedział na ławie oskarżonych ze spuszczoną głową.

Człowiek, który odebrał życie mojemu synowi i Irynie, za kilka lat  wyjdzie na wolność – mówi zrozpaczona matka Volodymyra

Człowiek, który odebrał życie mojemu synowi i Irynie, za kilka lat wyjdzie na wolność – mówi zrozpaczona matka Volodymyra

Pędził ponad 100 km/h
Biegli z zakresu medycyny sądowej i rekonstrukcji wypadków przedstawili ekspertyzę, z której jasno wynika, że to Tomasz C., poprzez podejmowane przez siebie na drodze manewry, doprowadził do wypadku. Biegły, który odtworzył tragiczne zdarzenie, określił również, że oskarżony pędził w kierunku Janowa z prędkością około 108 km/h.

Tomasz C. podczas procesu zapewniał, że na ul. Żaboklickiego chciał ominąć jakąś przeszkodę, która pojawiła się na drodze, ale stracił panowanie nad samochodem i wtedy wjechał w Volodymyra i Irynę.

– Piesi szli po prawidłowej stronie drogi, poruszając się w granicach pobocza, kiedy to samochód Tomasza C. zjechał na przeciwległy pas i ich potrącił – tłumaczy prokurator Marcin Gajdamowicz. – W toku postępowania prokuratorskiego i ponownie podczas procesu przywołano również opinię biegłych psychiatrów i psychologa w celu zbadania, czy oskarżony był poczytalny zarówno w chwili wypadku, jak i po nim – podkreśla prokurator.

Biegli stwierdzili, że 30-letni mieszkaniec Ostrówca nie jest upośledzony ani nie ma zaburzeń psychicznych i dobrze wiedział, co zrobił. – Tomasz C. był całkowicie świadomy swoich czynów, zarówno w chwili wypadku, jak i tuż po nim, kiedy podjął decyzję o ucieczce z miejsca wypadku. Oskarżony świadomie podejmował działania mające na celu uchronienie go przed odpowiedzialnością karną – wyjaśnia prokurator Gajdamowicz.

Tomasz C. tłumaczył, że jest mu przykro z powodu tragedii, ale jednocześnie przekonywał sąd, że to piesi wpadli pod koła auta i nie on jest odpowiedzialny za śmierć Ukraińców. – Tomasz C. nie jeździł samochodem, on pędził, dosłownie latał po ulicach, i to często pod wpływem alkoholu. Cała wieś mówiła, że kiedyś kogoś zabije. I zabił moje ukochane dziecko… – mówi ze łzami w oczach matka Volodymyra.

Prokurator nie dostrzegł okoliczności łagodzących
W środę strony wygłosiły mowy końcowe. Prokurator nie miał wątpliwości co do winy 30-letniego mieszkańca Ostrówca. – Oskarżony zjechał na przeciwległy pas drogi i potrącił prawidłowo idących pieszych – mówi Gajdamowicz.

Prokurator podkreślił, że wypadek może przydarzyć się każdemu, ale wiele zależy od tego, jak zachowa się sprawca.

– Tomasz C. postąpił w haniebny i egoistyczny sposób. Od początku skupił się na tym, aby wykręcić się od odpowiedzialności, świadomie przekonywał, że to nie on jest sprawcą wypadku, zrzucał winę na innych, a na koniec uciekł z miejsca zdarzenia, aby mieć czas na dojście do siebie. Po kilku dniach stawił się w prokuraturze razem z mecenasem, przedstawiając swoją wersję wydarzeń – przypomina Marcin Gajdamowicz.

Prokurator podkreślił również, że oskarżony nie wyraził skruchy i nie przeprosił rodzin osób, które śmiertelnie potrącił. – Ciężko dopatrzeć się okoliczności łagodzących – mówi prokurator, który domagał się dla Tomasza C. surowej kary 10 lat więzienia i dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Prokurator przypomniał, że oskarżony złamał zakaz sądowy i mimo odebranego prawa jazdy jeździł samochodem. Mieszkaniec Ostrówca był już bowiem dwukrotnie karany za jazdę w stanie nietrzeźwości.

Tomasza C. ruszyło sumienie
Mecenas Leszek Cichoń, który bronił Tomasza C., podczas mowy końcowej stwierdził, że w sprawie nie wszystko jest oczywiste, a wręcz, że jest wiele nieścisłości. – Biegli sądowi nie określili dokładnego miejsca, w którym doszło do potrącenia, wskazali je jedynie w ogólny sposób – mówi mecenas Cichoń podczas mowy końcowej.

Na miejscu tragedii stoi kapliczka

Na miejscu tragedii stoi kapliczka

Obrońca Tomasza C. próbował przekonać sąd, że sami piesi mogli przyczynić się do tego, że oskarżony spowodował wypadek. Sugerował, że mogli być niewidoczni dla kierowcy, bo nie ustalono, czy rowery były właściwie oświetlone. – Są trzy wersje i ostatecznie tego nie ustalono. Dlatego trudno przypisać winę wyłącznie kierowcy. Tym bardziej, że nie ma dowodów bezpośrednio o tym świadczących – mówi mecenas Cichoń. – To, że oskarżony oddalił się z miejsca wypadku, mogło być skutkiem przeżywanego silnego wzburzenia i szoku. Tomasz C. mimo wszystko stawił się przed organami ścigania – zaznacza mecenas Cichoń, który domagał się dla 30-latka uniewinnienia.

Kiedy sąd zapytał mężczyznę, czy ma coś jeszcze do powiedzenia, zanim zostanie ogłoszony wyrok, oskarżonego ruszyło sumienie. Nie patrząc w oczy obecnej na sali matce Volodymyra, przeprosił za to, co się stało. – Nie chciałem nikogo skrzywdzić – przyznał cicho Tomasz C.

Za kilka lat wyjdzie na wolność
Sąd nie miał wątpliwości co do winy Tomasza C. 30-latek został skazany na łączną karę 8 lat więzienia oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Pirat drogowy domagał się zwolnienia z tymczasowego aresztu, w którym przebywa od ponad roku. Sąd przychylił się do stanowiska prokuratora i przedłużył jego areszt aż do kwietnia. Stamtąd, jeśli wyrok się uprawomocni, Tomasz C. trafi wprost do więzienia. – 8 lat pozbawienia wolności to surowa i wystarczająca kara za czyn popełniony przez oskarżonego – podkreśla sąd, uzasadniając wyrok.

Nie zgadza się z tym matka Volodymyra. – To łagodna kara. Gdyby on był sądzony na Ukrainie, to za wypadek, w którym zginęły dwie osoby, trafiłby za kraty na co najmniej 25 lat – mówi pani Svetlana, łykając gorzkie łzy. – Wolodymyr i Iryna mieli całe życie przed sobą. Zginęli pod kołami samochodu Tomasza C., a jemu nic się nie stało. On jest winny śmierci mojego syna i Iryny. Powinien zgnić w więzieniu i do końca życia płacić za to, co zrobił. Dla nas to ogromna tragedia. Teraz siostra Iryny wychowuje jej dwoje dzieci. One najpierw straciły ojca, a rok temu jeszcze matkę. Człowiek, który odebrał życie mojemu synowi i Irynie, za kilka lat wyjdzie na wolność i będzie cieszył się życiem – mówi zrozpaczona matka Volodymyra.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s