Tajemnicze zniknięcie nad rzeką

Co się stało ze Zbigniewem Polewskim, mieszkańcem Otwocka, który z kolegą wybrał się nad Wisłę łowić ryby? Od tej wyprawy minęło ponad 11 lat i mimo wielu akcji poszukiwawczych jego ciała do dzisiaj nie odnaleziono. – To niemożliwe, aby mój brat zniknął bez śladu – mówi zrozpaczona Renata Midani, siostra zaginionego.

KRYMINALNE ZAGADKI OTWOCKA

Nie odpuszczę. Będę szukała brata, dopóki nie dowiem się, co go spotkało - mówi rozżalona Renata Midani

Nie odpuszczę. Będę szukała brata, dopóki nie dowiem się, co go spotkało – mówi rozżalona Renata Midani

AGNIESZKA JASKULSKA

Sprawa jest niewyjaśniona od ponad 11 lat. W piątek, 5 sierpnia 2005 r. po południu 43-letni Zbigniew Polewski wybrał się z kolegą nad Wisłę w okolice Kozich Górek w Józefowie by łowić ryby.

– Na miejsce zawiózł nas sąsiad. On wrócił do domu, a my rozłożyliśmy sprzęt nad brzegiem rzeki – wspomina Andrzej P., który wybrał się z Polewskim na ryby. Zbyszek rozbił namiot, bo planował zostać tam na noc. Obydwaj pili wtedy alkohol. – W pewnym momencie Zbyszek poszedł zarzucić wędkę w innym miejscu. Było bardzo cicho. Po kilku minutach poszedłem sprawdzić, co robi, ale jego nigdzie nie było. Wołałem go, szukałem po okolicy, ale on rozpłynął się w powietrzu. Domyśliłem się, że mógł dostać ataku padaczki, na którą chorował, i utonąć. W tym miejscu brzeg jest stromy, a Wisła – bardzo głęboka z rwącym nurtem. Uznałem, że utonął. Nie wiedziałem, co robić, byłem w szoku – tłumaczy Andrzej P.

Mężczyzna spakował sprzęt i ukrył go w zaroślach. Około godz. 18 wrócił do domu. Wziął prysznic, przebrał się. Potem poszedł do domu rodzinnego Zbyszka Polewskiego. – Twój ojciec się utopił! – poinformował córkę kolegi. Wytłumaczył, że nie widział ani nie słyszał, jak Zbyszek wpadł do Wisły. Mężczyzna nie zgłosił tego również na policję ani nie wezwał innych służb, mimo że w drodze powrotnej mijał wiele miejsc, np. stację benzynową skąd, mógł zadzwonić.

Przeczuwał, że spotka go, coś złego…
Dopiero rodzina powiadomiła policję o tym, co się stało nad Wisłą. Funkcjonariusze przeczesywali brzegi rzeki i Wisłę oraz wszystkie inne miejsca, gdzie 43-latek mógł pójść, lub miejsca w których prąd wody mógł znieść jego zwłoki. Jednak bezskutecznie. Zbigniew Polewski nigdy nie wrócił do domu, do dziś nie odnaleziono też jego ciała.

Prokuratura wszczęła postępowanie o nieumyślne spowodowanie śmierci. Wersja o utonięciu Polewskiego stała się wiodącą hipotezą w śledztwie. Andrzej P. kilkakrotnie przedstawiał swoją wersję, z której wynikało, że jego kolega prawdopodobnie utonął. Śledczy przyjęli hipotezę o tym, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Nie znaleziono bowiem świadków ani dowodów, które wykluczyły wersję Andrzeja P. i jednocześnie pozwoliły stwierdzić, że Polewski został zabity. – W toku postępowania nie pojawiły się żadne inne wskazówki czy tropy, które mogłyby wykluczyć wersję, jaką przedstawia jedyny świadek – mówi prokurator Maciej Mrozek, który od lat stara się rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia Polewskiego.

Do dzisiaj nie znaleziono  szczątków wędkarza
Mimo umorzenia śledztwa do dziś nie wiadomo, co stało się z 43-letnim otwocczaninem. Zbigniew Polewski nadal uznawany jest za zaginionego, bo do dzisiaj nie odnaleziono jego ciała. Jego siostra Renata Midani nie może się z tym pogodzić.

– Nie wierzę, że utonął – podkreśla, wyliczając wątpliwości. – Andrzej P. był z nim nad rzeką. Skoro nie widział i nie słyszał, jak mój brat wpadł do wody, to jak mógł stwierdzić, że utonął? Zbyszek, odkąd zachorował w wieku 14 lat na padaczkę, unikał wody. Potrafił jednak pływać. W sytuacji, kiedy jego syn topił się w rzece, nie wahał się i wskoczył do wody, aby go ratować – zapewnia Renata Midani.

Siostra Polewskiego jest przekonana, że jej brata spotkało coś złego, że to, co wydarzyło się w piątkowe popołudnie, to nie był wypadek. – Kilka dni przed zaginięciem Zbyszek bał się czegoś, był przygnębiony. Powiedział mi, że czegoś się obawia, że niedługo umrze, że potrzebuje dużej gotówki. Nie chciał jednak zdradzić szczegółów. Mówił, że nie chce mnie wplątywać w swoje sprawy – wspomina z trwogą kobieta.

Ten wątek śledczy również sprawdzili. Niestety nie znaleziono dowodów na to, że ktoś zagrażał życiu Polewskiego. – Zeznania osób z najbliższego otoczenia i rodziny nie potwierdzają, aby mężczyzna miał wrogów albo długi – zapewnia prokurator Maciej Mrozek.

Wariograf rzuci nowe światło na sprawę?
Andrzej P. był ostatnią osobą, która widziała Polewskiego żywego. Od początku mężczyzna utrzymuje, że jego kolega utonął. Aby potwierdzić te zeznania, prokuratura chciała poddać go badaniom wariografem (pot. wykrywacz kłamstw). – Mężczyzna jednak się nie zgodził – podkreśla pro- kurator Mrozek. – Nie wiadomo, czy wyniki wariograficzne byłyby przełomem w śledztwie, ale z pewnością mogłyby rzucić nowe światło na sprawę – podkreśla prokurator Mrozek.

Andrzej P. zapewnia, że wtedy nie miał i dziś również nie ma nic do ukrycia. Na pytanie, czy obecnie zgodziłby się na badanie wariografem, nie zaprzeczył, ale również jednoznacznie nie potwierdził. – Wtedy powiedziałem wszystko, co wiem. Dla mnie sprawa jest już zamknięta. Nie chcę wracać do tych tragicznych wydarzeń sprzed ponad 11 lat. Po tym wszystkim przez długi czas nie mogłem spać i miałem koszmary. Chcę żyć w spokoju, nie chcę roztrząsać tego od nowa – tłumaczy Andrzej P. w rozmowie z „Linią”. Próbowaliśmy również skontaktować się z żoną zaginionego 43-latka, ale bezskutecznie.

Siostra chce poznać prawdę
W rodzinie powstał spór. Siostra Polewskiego chce wznowienia śledztwa i wnioskuje o poddanie Andrzeja P. badaniom wariograficznym, które jej zdaniem mogą być kluczowe dla wyjaśnienia tajemniczego zaginięcia jej brata. Natomiast żona i córka 43-latka – pomimo wielu niejasności – niedawno wystąpiły z wnioskiem o uznanie Polewskiego za zmarłego. Kiedy mija 10 lat bezskutecznych poszukiwań, każda rodzina może wystąpić z takim wnioskiem do sądu rodzinnego. Musi jednak dowieść, że zostały wyczerpane wszelkie możliwości poszukiwawcze.

Siostra zaginionego nie rozumie, dlaczego żona i córka pogodziły się z tym, że Zbigniew już się nie odnajdzie. – Ale ja nie odpuszczę. Będę szukała brata, dopóki nie dowiem się, co spotkało Zbyszka, do czasu, aż odnajdzie się żywy, lub jeśli zostaną znalezione jego szczątki – mówi rozżalona Renata Midani. – Ktokolwiek cokolwiek wie na temat tego, co spotkało mojego brata 5 sierpnia 2005 r. nad Wisłą, proszę o pilny kontakt z policją. Każda, nawet najdrobniejsza informacja może okazać się przełomowa – apeluje siostra Polewskiego.

Śledztwo zostało umorzone, ale sprawą nadal interesują się organy ścigania. – Dopóki nie znajdziemy ciała, ani nie potwierdzimy, że mężczyzna żyje, tak naprawdę nie wiemy, co się z nim stało – tłumaczy asp. sztab. Sylwia Durlik z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku. Przez najbliższe 25 lat Zbigniew Polewski będzie figurował w policyjnej bazie jako osoba, której poszukują stróże prawa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s