Tajemnicza śmierć w kajdankach

Martwego Daniela O. – przykutego kajdankami do drzewa, z torbą foliową na głowie – znalazł spacerowicz na obrzeżach Józefowa. Prokuratorzy podejrzewali, że było to zabójstwo, ale finał sprawy zaskoczył nawet śledczych…

kryminalne-zagadki

AGNIESZKA JASKULSKA

Daniel O. był przeciętnym 20-latkiem. Mieszkał z ma-mą, ale planował się usamodzielnić i żyć pełnią życia. Coś jednak pokrzyżowało mu plany. W czwartek, 5 kwietnia 2012 r. powiedział mamie, że wychodzi do kolegi, żeby oddać mu jakieś rzeczy. Miał niedługo wrócić. To był ostatni raz, kiedy kobieta widziała syna żywego.

W sobotę, 7 kwietnia 2012 r. około godz. 8.40 mieszkający w Józefowie pan Marek spacerował z psem w okolicach ul. Asnyka i Brücknera w Michalinie. Zauważył pod drzewem młodego mężczyznę. Myślał, że śpi, ale kiedy podszedł bliżej, z przerażeniem odkrył, że on nie żyje. Wezwał policję. Później przypomniał sobie, że kilka dni wcześniej widział tego mężczyznę w tym samym miejscu i że sprawiał on wtedy wrażenie, jakby rozglądał się po okolicy i czegoś szukał.

Okazało się, że pod drzewem znajduje się ciało Daniela O. – 20-let-ni mężczyzna był przykuty kajdankami do drzewa, na głowę miał założoną foliową torbę, a jego szyja owinięta była przewodem elektrycznym – tłumaczy prokurator Marcin Gajdamowicz, który zajął się ustaleniem tego, co spotkało młodego mężczyznę. – To była tajemnicza śmierć. Z jednej strony wiele wskazywało na to, że doszło do brutalnego zabójstwa, i szukaliśmy sprawców tej zbrodni, z drugiej jednak niektóre dowody wykluczały udział osób trzecich. Na ciele Daniela O. nie było śladów świadczących o tym, że mógł być bity lub siłą przykuty do drzewa. Sekcja zwłok wykazała, że 20-latek zmarł poprzez gwałtowne uduszenie – wyjaśnia prokurator Gajdamowicz. Śledczy mieli coraz więcej pytań pozostających bez odpowiedzi. Odtwarzając ostatnie dni życia 20-latka, na światło dzienne zaczęły wychodzić zaskakujące szczegóły.

Rodzina Daniela O. podejrzewała, że ktoś mógł zrobić mu krzywdę. Mówili o tym, że kilka dni wcześniej na ulicy zaatakowało go czterech mężczyzn, ale udało mu się uciec. Daniel O. skarżył się siostrze, że ktoś wysyłał mu SMS-y z groźbami, że bał się wychodzić z domu. Tworzył przed rodziną straszne scenariusze tego, co może go spotkać, wspominając nawet o porwaniu. Bliscy 20-latka martwili się o niego, ale nie spodziewali się, że spotka go tak tragiczny koniec.

Śledczy skrupulatnie sprawdzali każdy trop i najmniejszą poszlakę, która mogłaby ich przybliżyć do rozwiązania zagadki tajemniczej śmierci. Niedługo potem nastąpił przełom w śledztwie. – Okazało się, że kluczyk do kajdanek, którymi skrępowany był Daniel O., znajdował się w szafie  w jego pokoju. Natomiast pod łóżkiem znaleziono ramkę od karty telefonicznej SIM o numerze, z którego 20-latek miał otrzymywać groźby – mówi prokurator Gajdamowicz. Siostra Daniela O. potwierdziła, że to ten sam numer, który zapisała, kiedy brat pokazywał jej SMS-y.

Potem operator sieci potwierdził dokładnie, z jakiego aparatu telefonicznego były wysyłane wiadomości tekstowe i do których stacji przekaźnikowych telefonii komórkowej logował się ten telefon (były to okolice Ochoty).

– W toku postępowania nie znaleziono żadnych dowodów, które mogłyby świadczyć o tym, że SMS-y z groźbami wysyłał ktoś inny – podkreśla Marcin Gajdamowicz. I dodaje, że mimo skrupulatnie przeprowadzonego śledztwa nie znalazł on żadnych dowodów na to, że ktoś trzeci przyczynił się do śmierci 20-latka. Wszystko wskazywało na to, że karta SIM należała do 20-latka i że to on sam wysyłał do siebie SMS-y z groźbami. Po co? I dlaczego Daniel O. wcielił w życie makabryczny scenariusz, który doprowadził go do śmierci? Do dziś pozostaje to zagadką…

REKLAMA

REKLAMA