Batman z Tasiemką w ringu

Czy trzeba być lekko oderwanym od rzeczywistości, by zostać mistrzem poezji, rymów tradycyjnych i białych? Pewnie nie, ale ta nieoczywistość bywa pomocna, przynajmniej wśród slamerów

slam

Tego wieczoru długo nie zapomnę. Nie tylko dlatego, że slam, czyli pojedynek poetów, jest w Otwocku czymś prawie nieznanym. Na lokalny grunt spróbowało go przenieść Biuro Kultury i Promocji Powiatu Otwockiego prowadzone przez Jędrzeja Sudnikowicza, który zresztą sam ma doświadczenia jako slamer. Ten pojedynek na słowa był ostatnią z imprez organizowanych w tym roku przy okazji ogłoszenia powiatu otwockiego Stolicą Kultury Mazowsza. Wydarzenie zostało współfinansowane ze środków samorządu województwa mazowieckiego. Patronat medialny objęła nad nim „Linia Otwocka”.

Czym jest slam? Nie mylmy go z turniejami jednego wiersza, bo to jednak nieco inna formuła. Różnica tkwi w repertuarze i stylu, ale też zasadach. W slamie dominuje poezja ulicy, jest to w ogromnej większości awangarda, off, underground, ironia i pastisz, prowokacja, zabawa słowem. Nie ma też jury, a wyboru najlepszego poety dokonuje publiczność. Mamy trzy etapy zmagań. W pierwszym każdy uczestnik ma dwie i pół minuty na przekazanie tekstu i zbiera punkty. Do drugiego przechodzi najlepsza czwórka, która rywalizuje w parach. Dwoje najlepszych slamerów spotyka się w finale.

W Otwocku za najlepszą parę uznano Katarzynę von Alexandrowitsch i Pablo Genske. Wygrał Pablo, czyli Paweł Rogiński, wrocławianin, który lubi jeździć po Polsce na tego typu imprezy i czasem wygrywa. U nas wzbogacił się o 600 zł. Jego styl jest olśniewający. Teksty Pablo to istna ekwilibrystyka, słowna żonglerka, mają one nieco hiphopowy rytm, są pełne humoru i odniesień do popkultury, co pokazał w finałowym wierszu o rewii z udziałem filmowych twardzieli, między innymi Batmana i Rocky’ego. Porwał otwocką publiczność i wygrał zdecydowaną przewagą głosów.

W drugiej części wieczoru zaimprowizowaną scenę zajęli muzycy. Reaktywowana po dwóch latach przerwy Oranżada zagrała w swoim pierwszym składzie (Robert, Derlatka, Michał Krysztofiak, Artur Rzempołuch) i psychodelicznymi, przestrzennymi dźwiękami szczelnie wypełniła dworcową halę. Było pięknie, jednak to grająca na koniec warszawska Tasiemka porwała publikę. Ostra, głośna, zadziorna, zimnofalowa muzyka i teksty wokalisty Łukasza Bireta okazały się mieszanką wybuchową, w dodatku serwowaną tak niekonwencjonalnie, że niejeden widz chętnie odesłałby frontmana grupy do egzorcysty. W tym szaleństwie jest jednak metoda! Pracujemy nad tym, by Tasiemka jeszcze do Otwocka wróciła!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s