Porwali go z malucha?

Co się stało ze Zdzisławem P.? Czy szczątki mężczyzny odnajdą się kiedyś zakopane w lesie, a może mieszkaniec Józefowa żyje, ale chce, żeby wszyscy myśleli inaczej? Okoliczności jego zaginięcia lub porwania są bardzo tajemnicze. Prawie 18 lat temu na obrzeżach miasta znaleziono należący do niego samochód z kluczykami w stacyjce. Zdzisław P. przepadł jak kamień w wodę…

AGNIESZKA JASKULSKA

kryminalne-zagadki

W styczniu minie 18 lat, odkąd Zdzisław P., 52-letni mieszkaniec Józefowa, nie wrócił do domu. Jego rodzina i śledczy do dzisiaj nie wiedzą, co mu się przydarzyło. Prawdopodobnie naraził się gangsterom, którzy go porwali i zabili. Sprawa od lat spędza sen z powiek otwockim śledczym.

Tajemniczy telefon
Kiedy we wtorek, 12 stycznia 1999 r. około godz. 17.30 Zdzisław P. wychodził z domu, powiedział żonie, że jedzie samochodem na spotkanie z kolegą i za pół godziny wróci. Wsiadł do fiata 126p i pojechał w kierunku Michalina. – Niedługo potem kobieta odebrała dziwny telefon – tłumaczy prokurator rejonowy Jolanta Łubkowska, która od dawna próbuje ustalić, co się stało ze Zdzisławem P. Rozmówca uciął krótko: – Porwali Zdziśka, siłą wyciągnęli go z samochodu! Auto zostawili na obrzeżach miasta!

W Michalinie stał fiat 126p jej męża. Auto było otwarte, a w stacyjce znajdowały się kluczyki
W Michalinie stał fiat 126p jej męża. Auto było otwarte, a w stacyjce znajdowały się kluczyki

Mężczyzna, który zadzwonił do żony 52-latka, szybko się rozłączył. Po chwili jednak ponownie zadzwonił, tłumacząc, że to było porwanie i on nie chce się w to mieszać. Wskazał dokładnie, gdzie znajduje się fiat 126p, którym Zdzisław P. pojechał na spotkanie z tajemniczym kolegą. – Od rodziny nikt nie zażądał okupu. Było to dość dziwne, że rzekomi sprawcy porwania nie próbowali kontaktować się z rodziną 52-latka – podkreśla prokurator Łubkowska.

Żona 52-latka była przerażona sytuacją, ale mimo to nie powiadomiła od razu policji. – Najpierw pojechała na ul. Willową w Michalinie, gdzie stał fiat 126p jej męża. Auto było otwarte, a w stacyjce znajdowały się kluczyki – tłumaczy Jolanta Łubkowska. Kobieta wsiadła do samochodu i wróciła nim do domu. Dopiero po jakimś czasie, kiedy jej mąż długo nie wracał do domu, dotarło do niej, że faktycznie mogło spotkać go coś złego. Wtedy zgłosiła sprawę na policję.

Co ukrywał Zdzisław P.?
Śledczy wszczęli rutynową procedurę. Sprawdzili wszystkie ślady. Jednak każdy trop prowadził w ślepy zaułek. Mieli więcej pytań niż odpowiedzi. Brali pod uwagę najgorszą z możliwych hipotez, podejrzewając, że mężczyzna mógł zostać porwany i zabity. Rozważali również inny scenariusz, który zakładał, że mężczyzna żyje, gdzieś wyjechał i być może nie zamierza już wracać do domu. – Odtworzyliśmy ostatnie dni życia 52-latka i sprawdziliśmy jego rzeczy osobiste, licząc na to, że znajdziemy tam jakiś ślad, który pomoże ustalić, co wydarzyło się feralnego dnia i co spotkało zaginionego mężczyznę – podkreśla prokurator rejonowy Łubkowska. Jednak śledczy nie trafili na żaden trop, który wskazywałby, że Zdzisław P. mógł paść ofiarą zbrodni.

Rodzina zapewniała, że Zdzisław P. prowadził spokojne życie, nikomu się nie narażał, nie miał wrogów ani żadnych długów. – Przed zaginięciem zachowywał się zupełnie normalnie, nikogo się nie obawiał, był taki jak zazwyczaj – zapewnia rodzina 52-latka. Jednak bliscy nie potrafili określić, z kim dokładnie Zdzisław P. miał się spotkać po południu 12 stycznia 1999 r. Śledczy szybko odkryli małą tajemnicę mężczyzny. Okazało się, że ukrywał w domu nielegalną amunicję, m.in. naboje myśliwskie oraz ponad 160 sztuk amunicji do broni palnej, m.in. do pistoletu kaliber 7,2 mm i innej nowoczesnej broni. Niewykluczone, że mężczyzna miał powiązania z półświatkiem przestępczym. Jedak śledczy nie znaleźli na to żadnych dowodów.

Nadal jest poszukiwany
Zdzisław P. do dzisiaj nie skontaktował się z rodziną ani ze znajomymi, przepadł jak kamień w wodę. Dlatego śledczy biorą pod uwagę najgorszy scenariusz. – Nie odnaleziono szczątków mężczyzny i nie wiemy, co się z nim stało, dlatego cały czas jest poszukiwany jako zaginiony – zaznacza prokurator rejonowy Łubkowska.

Śledczy tłumaczą również, że gdyby mężczyzna żył, to dysponując obecną technologią, z pewnością trafiliby na jakiś jego ślad. Prokurator od lat sprawdza m.in. to, czy korzystał lub korzysta z pomocy medycznej, ale jak dotąd nie udało się tego potwierdzić. – Sprawa na razie została zawieszona, ale nie jest zamknięta – zaznacza Jolanta Łubkowska. – Od ponad dekady mężczyzna widnieje w policyjnych bazach jako zaginiony. Dopóki nie odnajdziemy jego szczątków albo nie potwierdzimy, że mężczyzna żyje, tak naprawdę nie wiemy, co się z nim stało. Dlatego jeszcze przez wiele lat będzie figurował w policyjnej bazie jako osoba, której poszukują organa ścigania – tłumaczy prokurator.

Ktokolwiek wie coś na temat tego, co spotkało Zdzisława P. we wtorek, 12 stycznia 1999 r., proszony jest o pilny kontakt z jednostką policji lub prokuraturą. Każda, nawet najdrobniejsza informacja może okazać się dla śledczych przełomowa.

REKLAMA

REKLAMA