Zadźgał dwoma nożami

Taras domu był zbryzgany krwią. Na środku leżał martwy 82-letni Stanisław L. Obok niego dwa kuchenne noże. Śledczy wprawdzie odkryli kto dopuścił się tej makabrycznej zbrodni, ale zabójca 82-latka do dziś jest na wolności…

Tadeusz L. nigdy nie odpowie za zabójstwo brata - sprawa została umorzona. Biegli uznali, że mężczyzna nie ma tendencji do agresji i nie musi trafić do zakładu psychiatrycznego

Tadeusz L. nigdy nie odpowie za zabójstwo brata – sprawa została umorzona. Biegli uznali, że mężczyzna nie ma tendencji do agresji i nie musi trafić do zakładu psychiatrycznego

Stanisław L. wiódł spokojne życie w pięknym domu jednorodzinnym w Józefowie. 82-latkowi doskwierała samotność, dlatego nie mógł doczekać się przyjazdu swojego młodszego brata 67-letniego Tadeusza L., który od wielu lat mieszkał w Chicago w Stanach Zjednoczonych. We wtorek, 1 października 2013 r. około godz. 13.30 bracia spotkali się na lotnisku w Warszawie. Potem pojechali do domu Stanisława L. do Józefowa. Podczas kolacji pili alkohol m.in. whisky i wódkę. Około godz. 23 w budynku rozegrały się krwawe sceny – o sprawie „Linia” pisała w październiku 2013 r.

Późnym wieczorem Tadeusz L. usłyszał strzały z broni. W domu grasowali bandziory, którzy żądali pieniędzy od 67-latka. Tadeusz L. był przekonany, że musi obronić starszego brata. Pobiegł do kuchni po nóż i na tarasie zaatakował mężczyznę. Zadał wiele ciosów nożem w szyję, klatkę piersiową
i brzuch, a kiedy ten złamał się, pobiegł po drugi, znacznie większy nóż. Tłukł pięściami i kopał mężczyznę po głowie, który resztkami sił próbował się ratować i błagał o pomoc, ale Tadeusz L. bezlitośnie zadawał kolejne ciosy. Kiedy mężczyzna nie dawał znaków życia 67-latek opamiętał się. Poszedł do kuchni po szklankę z sokiem i postawił na stoliku na tarasie dla zakrwawionego mężczyzny, bo – jak potem zeznał śledczym – jak „mu się poprawi to będzie chciało mu się pić”. Potem Tadeusz L. poszedł spać.

W środę rano, 2 października 2013 r. sąsiedzi 82-latka zauważyli na tarasie leżącego mężczyznę i powiadomili policję. Kiedy pojawili się pod wskazanym adresem, Tadeusz L. opowiedział im o nocnym ataku bandytów. Wskazał im również taras, gdzie leży jeden z napastników. – Przyznał się do tego co zrobił, bo jak tłumaczył bronił swojego starszego brata – mówi prokurator Marcin Gajdamowicz, który wyjaśniał zagadkową sprawę. – Tadeusz L. jednak nie potrafił wytłumaczyć, gdzie jest Stanisław L. Nie widział podobieństwa między swoim bratem, a osobą, którą w nocy zaatakował nożem – tłumaczy prokurator Gajdamowicz. Okazało się, że na tarasie w kałuży krwi nie leży żaden bandyta, lecz starszy brat Tadeusza L., 82-letni Stanisław.

Śledczy byli zdezorientowani zeznaniami mieszkańca Chicago. – W pierwszej chwili nie wykluczaliśmy żadnej wersji zdarzeń i zabezpieczyliśmy wszystkie dowody. Szukaliśmy nawet śladów po strzałach z broni, ale ich nie znaleźliśmy – tłumaczy Gajdamowicz. Po dwukrotnym badaniu okazało się, że Tadeusz L. miał około 0,5 promila alkoholu w organizmie, a więc nie był w stanie zamroczenia umysłu. Jednak większość jego zeznań była nielogiczna, a wręcz niedorzeczna. Dlatego śledczy uznali, że mężczyzna powinien zostać przebadany przez biegłych psychiatrów. Młodszy brat Stanisława L. trafił do aresztu.

– 82-latek został brutalnie zaatakowany. Świadczą o tym wyniki sekcji zwłok, które ujawniły liczne złamania m.in. żeber, kręgosłupa i nosa. Natomiast najgłębsza rana od ciosu noża miała aż 23 cm głębokości – tłumaczy prokurator. Wydawało się, że śledczy zebrali mocne dowody winy, aby Tadeusz L. trafił na ławę oskarżonych, gdzie miał usłyszeć surowy wyrok za zabójstwo swojego starszego brata. Okazało się jednak, że nigdy nie uda się postawić go przed sądem.

Tadeusz L. został przebadany przez dwóch biegłych psychiatrów, a także trafił na miesięczną obserwację sądowo-psychiatryczną, gdzie poddano go m.in. badaniu bioelektrycznemu. Biegli stwierdzili, że nie jest uzależniony np. od alkoholu i nie ma zaburzeń osobowości. Jednak w chwili zdarzenia był w stanie patologicznego upojenia alkoholowego, które pogłębiły schorzenia kardiologiczne, zmęczenie podróżą i zmiana strefy czasowej. – Biegli orzekli, że w chwili zdarzenia mężczyzna doznał krótkotrwałej psychozy. Zaburzenia świadomości, omamy wzrokowe i słuchowe doprowadziły do tragicznych wydarzeń, jakie rozegrały się na tarasie – podkreśla prokurator Marcin Gajdamowicz. Biorąc pod uwagę opinię biegłych prokurator nie mógł postawić   Tadeusza L. przed sądem. 67-latek nie odpowiedział za zabójstwo brata, bo feralnej nocy nie był w stanie pokierować swoim postępowaniem. Dlatego sprawa została umorzona. Jednocześnie biegli uznali, że mężczyzna nie ma tendencji do agresji i nie musi trafić do zakładu psychiatrycznego. Tadeusz L. cieszy się życiem na wolność i nigdy nie odpowie za to, że zabił brata.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s