„Piekło Północy” już czeka

O Sławomirze Nicińskim pisaliśmy już w „Linii Otwockiej”. Był jednym z kilku bohaterów reportażu o lokalnych zawodnikach startujących w coraz bardziej popularnych w Polsce biegach ekstremalnych. Po kilku miesiącach powraca na nasze łamy z nowym, niezwykłym projektem, do którego zaczął przygotowywać się kilka miesięcy temu.

MARCIN SULIGA

Paryż nazywany jest europejską stolicą mody albo miastem zakochanych. Słynie również z niezwykłych pereł architektury i sztuki. Nie każdy jednak wie, że odbywa się tu jedna z najważniejszych imprez sportowych na świecie, czyli kolarski klasyk Paris – Roubaix. Z tym wyścigiem nie może równać się żaden inny. Jak przyznają najzagorzalsi fani kolarstwa i sami zawodnicy, jest to prawdziwy „kolarski monument”. – To jeden z najstarszych klasyków kolarskich na świecie. Epicki, wyjątkowy. Ważniejszy od igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata razem wziętych – przyznaje pochodzący z Otwocka Sławomir Niciński, reprezentujący klub Team LRP Poland.

Najcenniejsza bryła świata
Wyścig Paris – Roubaix co roku gromadzi na starcie najlepszych kolarzy z całego świata. Na liście triumfatorów można znaleźć tak wybitnych zawodników jak Szwajcar Fabian Cancellara czy Austarlijczyk Stuart O’Grady. W historii wyścigu najczęściej wygrywali go jednak Belgowie z Eddym Merckxem, Rogerem De Valemnickiem oraz Tomem Boonenem na czele. Co sprawia, że jest taki wyjątkowy? Przede wszystkim bardzo trudna trasa, która nie tylko nie wybacza błędów, ale potrafi oddzielić w peletonie prawdziwych mężczyzn od chłopców. – Trasa jest niezwykle wymagająca. Rywalizacja toczy się głównie na liczących ponad sto lat, podlegającym ochronie brukowych ulicach północnej Francji. Niektóre fragmenty trasy są ekstremalnie nierówne i bardzo zdradliwe. Kostki potrafią różnić się wysokością nawet o 4 cm. Zdarzają się też szerokie szczeliny, w które może wpaść koło, całkowicie się klinując – Niciński opisuje trasę nie bez powodu nazywaną „Piekłem Północy”.

Rozgrywany od 1896 roku (z siedmioletnią przerwą w trakcie pierwszej i drugiej wojny światowej) wyścig odbywa się tradycyjnie w połowie kwietnia, a jego zwycięzca oprócz wiecznej chwały otrzymuje na pamiątkę jeden z brukowych kamieni z trasy. Tegoroczną edycję Paris – Roubaix zaplanowano na 9 kwietnia. Wtedy na liczącej ponad 250 km trasie zmierzą się zawodowcy, ale dzień wcześniej wyruszą na nią amatorzy, wśród których znajdzie się Sławomir Niciński z Otwocka. – Będziemy jechali po tej samej trasie, co najlepsi kolarze na świecie. Jedyną różnicą jest tylko skrócenie jej o 60-kilometrowy odcinek asfaltowej dojazdówki. Reszta trasy ze słynnymi „kocimi łbami” jest taka sama – mówi z uśmiechem Niciński. – Ponieważ jedziemy jako pierwsi, mamy szansę żeby po drodze  spotkać kogoś z czołówki światowego peletonu, kto wyjedzie na rekonesans – dodaje.

Rower na kołku
W „Królowej klasyków”, jak również nazywa się wyścig na północy Francji, otwocczanin będzie ścigał się wśród amatorów, ale kto wie, jakby potoczyła się jego kolarska kariera, gdyby nie tragiczne wydarzenie z 1993 roku. Do tego czasu Niciński był jednym z lepiej rokujących młodzików w Polsce, miał na swoim koncie kilka znaczących zwycięstw w wyścigach szosowych, których zwieńczeniem było zdobycie tytułu mistrza makroregionu na wymagającej trasie w Suwałkach. Niestety, rok później marzenia młodego chłopaka legły w gruzach i to podczas wyścigu w rodzinnym Otwocku.
W trakcie wyścigu na trasie niespodziewanie znalazł się samochód. Niespełna 17-letni wówczas Niciński był praktycznie bez szans. Czołowe zderzenie zakończyło się dla młodego kolarza fatalnie.

– Nie obyło się bez złamań. Konieczna była operacja oka, wstawianie zębów, a potem żmudna rehabilitacja i inne przyjemności – wspomina były kolarz Józefovii. Ten wypadek całkowicie przekreślił szanse młodego otwocczanina na zrobienie kariery w kolarstwie i to nie tylko ze względu na kontuzje. – Na 23 lata rower – oczywiście nie ten z wypadku, bo on uległ całkowitemu zniszczeniu – to tylko taka przenośnia, zawiesiłem na kołku w garażu. Przez ponad 20 lat nie siedziałem na rowerze – mówi Niciński. – Trudno mi powiedzieć, czy była to fobia, strach lub niechęć, w każdym razie przez 23 lata nie chciałem w ogóle patrzeć i siadać na rower – dodaje.

Jak wilk i las
Trzy lata temu Niciński znów poczuł głód sportowej rywalizacji. Jego wybór nie padł jednak na dyscypliny ogólnodostępne jak siatkówka czy koszykówka. Szukał czegoś, co da mu większy zastrzyk adrenaliny  możliwość sprawdzenia swoich możliwości w indywidualnej rywalizacji. Tak narodziła się sympatia do sportów popularnie zwanych ekstremalnymi. Niejednokrotnie uczestniczył w biegach typu Hunt Run czy Runnmageddon, ale brał udział  również w triathlonach, przełamując przy okazji swoją niechęć do jazdy na rowerze. – Po kilku latach znów coś zaczęło się we mnie gotować. Poczułem zew i znów wróciłem do sportu. Postawiłem na triathlon.

Zacząłem biegać, jeździć, pływać – opisuje zawodnik z Otwocka.

– Triathlon wyraźnie pokazał mi, jakie są moje obecne możliwości. Pływanie  kończyłem poniżej setnego miejsca. Rowerem wyprzedzałem od 50 do 90 rywali. Po biegu spadałem o kolejnych 30-40 pozycji. Pod koniec listopada doznałem urazu kolana. Przymusowy odpoczynek dał mi czas na przemyślenie. Jeżdżę znów od 2 stycznia (2016 roku – przyp. red.). I już tylko jeżdżę. Dałem sobie spokój z bieganiem i pływaniem – mówi kolarz z Otwocka.

Niciński wrócił do kolarskiego peletonu jak stary wilk do lasu, i mimo że przerwa od roweru trwała dość długo, świetnie odnajduje się w starej rzeczywistości. – Wkręcam się we wszystkie możliwe wyścigi, zarówno te rozgrywane na szosie, jak i w terenie – przyznaje.  W peletonie – gdzie większość kolarzy zaopatrzonych jest w kaski oraz okulary i momentami trudno jest ich rozróżnić w trakcie szybkiego przejazdu – jest dość łatwy do wychwycenia. Zwłaszcza na wyścigach MTB, bo jako jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny, walczy z rywalami, dosiadając prostego roweru przełajowego. Nie ma on żadnej amortyzacji, a zamiast prostej kierownicy ma klasycznego kolarskiego „baranka”. – Na szosie czuję się lepiej niż w terenie, ale i podczas wyścigów MTB też idzie mi nie najgorzej. W cyklu Mazovia MTB w krótkim czasie udało mi się awansować z grupy startującej w 11 sektorze do tej z drugiego sektora – przyznaje Niciński. W Dru-żynowych Mistrzostwach Polski rozgrywanych również w Otwocku zajął z kolegami 10. miejsce, a w rozgrywanym niedawno Wyścigu Sylwestrowym Poland Bike był 12, chociaż zaliczył po drodze kraksę.

Przygotowania do występu we Francji cały czas trwają, mimo że ostatnio na przeszkodzie stanęła poważna kontuzja ręki odniesiona podczas jednego z treningów. – Paris – Roubaix rozpoczyna jeden z trzech projektów, które chcę zrealizować w najbliższych latach. Mam nadzieję, że mi się to uda – mówi Niciński. Kolejnym, już potwierdzonym, jest start w jednoetapowym wyścigu Pierścień Tysiąca Jezior rozgrywanym na dystansie 610 km. W tych przedsięwzięciach wspiera go firma, w której pracuje BELL PPHU z Józefowa – nie tylko angażując się w akcję pomocy, ale i sponsorując rower, na którym będzie ścigał się po  brukowanym „Piekle Północy”.

Nie tylko dla siebie
Paris – Roubaix to legenda i występ w takim wyścigu nawet wśród amatorów jest dla wielu kolarzy spełnieniem marzeń. Niciński śledzi ten wyścig od wielu lat. Teraz będzie miał  okazję sam poczuć się jak jeden z wielkich, którzy przez nim pokonali tę niezwykle wymagającą trasę. Jednak jego celem nie jest tylko dojechanie do mety. Na trasie ma jeszcze jedną misję do wykonania. – Tak się składa, że tegoroczny wyścig amatorów przypada niemal dokładnie w dniu moich 40. urodzin. Dlatego chciałbym tę okrągłą rocznicę uczcić w  niezwykły sposób, a jednocześnie komuś pomóc – przyznaje Niciński. – Nie jestem majętną osobą i sam w pełni nie mogę pomóc, ale liczę, że mój występ przyczyni się do tego, że pomoc do kogoś trafi. Być może ktoś z zasobniejszym portfelem – widząc mój trud i wysiłek – zechce wspomóc finansowo małemu chłopcu, który potrzebuje wsparcia w swojej walce o powrót do zdrowia – dodaje kolarz.

Niciński wytypował Antka Biernata z Otwocka, podopiecznego fundacji „Avalon”, dla którego będzie jechał w kwietniowym wyścigu i późniejszych (informacje o Antku w ramce). Będzie dysponował także całoroczną reklamą, dedykowaną tej właśnie pomocy, na jednej z największych serii wyścigowych w Polsce – ŻTC Bike Race. – Jest to czas, kiedy rozliczamy zeznania podatkowe, więc jeśli Czytelnicy „Linii” nie mają jeszcze pomysłu, komu przekazać jeden procent, będzie mogli wesprzeć Antka, który naprawdę tego potrzebuje – kończy Niciński.

Ty też możesz pomóc Antosiowi

  • Antoś Biernat urodził się 7 czerwca 2008 r. jako wcześniak w 32. tygodniu ciąży. Ma zdiagnozowane Mózgowe Porażenie Dziecięce, upośledzenie umysłowe w stopniu umiarkowanym, obustronny niedosłuch, wrodzony ubytek naczyniówki i siatkówki obu oczu i bardzo rzadką aberrację chromosomową. Mimo bardzo złych rokowań – Antoś miał nie widzieć, nie słyszeć, nie chodzić – jest bardzo pogodnym dzieckiem, a dzięki rehabilitacji i specjalistycznej opiece robi widoczne postępy. Antoś mówi niewiele i bardzo niezrozumiale, ale z powodzeniem wspomaga się gestami Makatona i mimiką, ma dużą potrzebę komunikacji. Porusza się samodzielnie, wymaga jedynie pomocy w pokonywaniu schodów i niestabilnych powierzchni, bo jego ruchy są trochę niezgrabne . Chłopiec potrzebuje stałej, intensywnej rehabilitacji ruchowej, słuchu i mowy oraz ciągłej stymulacji rozwoju poznawczego. Najbardziej efektywne są dwu- lub trzytygodniowe turnusy rehabilitacyjne, które są niestety bardzo kosztowne.
        Antek Biernat jest podopiecznym fundacji Avalon
    Przekaż 1%: KRS 0000270809/cel Biernat, 1264 lub wyślij SMS na nr 75 165/ treść POMOC 1264

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s