Potop sąsiedzki

Żyją jak Kargul z Pawlakiem. Każde wierzy, że sprawiedliwość musi być po jego stronie. – Przez sąsiadkę, która zdemontowała rurę melioracyjną, teraz ciągle zalewa nas deszczówka. Po podwórku można pływać kajakiem. Już nawet zaczęły tu rosnąć rośliny jak w stawie – skarży się Krystyna G. z Otwocka. W sprawie interweniowali urzędnicy, strażacy, a nawet sąd. Ale wszyscy są bezradni wobec sąsiedzkiego konfliktu.

AGNIESZKA JASKULSKA

Kilka lat temu pili razem kawę i nawzajem sobie pomagali… Teraz żyją jak pies z kotem! Konflikt między małżeństwem Krystyną i Kazimierzem G. i ich sąsiadką Klarą O. trwa od kilku lat. Nie znoszą się i nie zapowiada się, aby kiedykolwiek zakopali topór wojenny. Posesje sąsiadów oddzielają dwa ogrodzenia i droga gruntowa. Mimo to złośliwościom nie ma końca. Zaglądają sobie do okien, podrzucają śmieci, wpuszczają fekalia z szamba, odgrażają się, wyzywają i notują najmniejsze przewinienie… Każda ze stron ma długą listę grzechów sąsiada. O co ta wojna?

Rura niezgody
Kością niezgody stała się… rura melioracyjna. – Kiedyś wzdłuż kilku posesji był odkryty rów melioracyjny, gdzie często stała woda. Przebiegał on również przez posesje naszą i Klary O. aż do lasu – wspomina pani Krystyna mieszkająca w domu przy ul. Żeromskiego w Otwocku. Kilka lat temu okoliczni mieszkańcy doszli do wniosku, że lepszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem będzie przeprowadzenie rury melioracyjnej pod powierzchnią ziemi. – Najważniejsze było, aby woda deszczowa nie zalegała na naszych podwórkach – mówią sąsiedzi. Klara O. zapewnia: – Uwierzyłam im na słowo, że to będzie dobre i legalne rozwiązanie. Z własnej kieszeni zapłaciłam za materiały, koparkę i pracowników, którzy wstawili rurę odprowadzającą deszczówkę – tłumaczy pani Klara.

– Szybko przekonałam się, że to był błąd, bo sąsiedzi podłączyli do rury szambo. Któregoś dnia całą posesję miałam zalaną fekaliami. Powiedziałam dość! – mówi zszokowana sąsiadka rodziny G. – Pod koniec 2011 r. zdemontowałam rurę – przyznaje kobieta. To wywołało sąsiedzką wojnę, która trwa do dziś. – Sprawa znalazła się m.in. w Sądzie Rejonowym w Otwocku, który pod koniec 2012 r. uznał, że syn moich sąsiadów jest winny wypuszczania nieczystości ciekłych na moją posesję. Sąd ukarał go grzywną w wysokości 500 zł – podkreśla pani Klara. I dodaje, że zdemontowała rurę, bo miała dość sąsiadów.

Sprawiedliwość jest po naszej stronie!
Pani Krystyna i jej mąż mają jednak swoje racje. – Byliśmy podpięci do kanalizacji, a ona nie. Sama wylewała szambo na swoje podwórko i mówiła, że to my. Specjalnie zdemontowała rurę, aby nas zalewała deszczówka. Chciała zrobić nam na złość – tłumaczy pan Kazimierz.
Ostatnio, gdy intensywnie padał deszcz i rozpuścił się śnieg, działka rodziny G. znów zamieniła się w bajoro. – Nie można wyjść z domu, bo pod drzwiami jest woda. Można tu pływać kajakiem. Mamy tu już nawet rośliny, które występują tylko w stawach. To jakiś koszmar – podkreśla pani Krystyna. Małżeństwo G. dodaje, że nawet elektryczna skrzynka przyłączeniowa przy ogrodzeniu stoi w wodzie. – Cud, że jeszcze żyjemy
– podkreślają.

Na ich posesji często interweniowała straż pożarna. – Wypompowywali wodę z naszej działki, ale było to tylko chwilowe rozwiązanie, bo przy kolejnych opadach znowu mieliśmy bajoro. To jak walka z wiatrakami. Strażacy już nawet nie chcą przyjeżdżać – podkreśla pani Krystyna. W ich sprawie interweniowali nie tylko strażacy, ale również prezydent Otwocka, urzędnicy, inspektorzy budowlani i inne instytucje. Urzędnicza przepychanka trwa od kilku lat i wydaje się, że instytucje są bezradne.

Jest decyzja, ale nikt jej nie egzekwuje
Jak wynika z dokumentów, Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Warszawie 24 listopada 2015 r. podtrzymało decyzję prezydenta Otwocka, wydaną w październiku 2013 roku, w której nakazano Klarze i Mariuszowi O. odtworzenie na swojej działce rowu odwadniającego, dzięki któremu posesja rodziny G. nie byłaby zalewana deszczówką. – Postanowienie obowiązuje już od dwóch lat, ale nikt z otwockich urzędników go nie egzekwuje! To jakiś biurokratyczny koszmar. Nikt nam nie chce pomóc. To jest chyba miasto bezprawia – skarżą się pani Krystyna i pan Kazimierz.

A ich sąsiadka nadal pozostaje przy swoim zdaniu. – Nie chcę się użerać z sąsiadami. Kiedyś wprowadzili mnie w błąd, za co słono zapłaciłam. Teraz niech radzą sobie sami. Ja już rury odwadniającej nie puszczę przez swoją działkę! – zaznacza stanowczo Klara O.

Co na to urzędnicy? – Od dawna próbujemy rozwiązać ten spór, ale bezskutecznie. Każda ze stron chce postawić na swoim i odwołuje się od wyroków i decyzji. To nie zapowiada rychłego zakończenia konfliktu – mówi Urszula Zegarska z miejskiego wydziału gospodarki gruntami w Otwocku.

One thought on “Potop sąsiedzki

  • 19 marca 2017 o 11:37
    Permalink

    Warto przeprowadzić drenaż wzdłużny zalewanych posesji ze spadem na część zalesioną lub wzdłuż granic działek.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.