Atrakcje Roku Wisły

1 stycznia toruński dzwon Tuba Dei obwieścił inaugurację Roku Wisły. Ideę zainicjowaną przez Społeczny Komitet Obchodów Roku Rzeki Wisły poparły liczne organizacje, stowarzyszenia i samorządy, a umocnił ją swoją uchwałą sejm. Okazją do świętowania jest 550. rocznica zawarcia drugiego pokoju toruńskiego, dzięki któremu Królestwo Polskie odzyskało m.in. Pomorze Gdańskie. Rok 1467 stał się początkiem złotej ery żeglugi wiślanej, a wolny spływ stworzył gospodarczą potęgę ówczesnej Rzeczypospolitej.

Z ANDRZEJEM STAŃSKIM, prezesem Fundacji Szerokie Wody, organizatorem wiślanych flisów i miłośnikiem starego szkutnictwa, rozmawia Jacek Kałuszko

Jak narodził się pomysł, żeby obchodzić Rok Rzeki Wisły?
– To nietypowa inicjatywa, bo do tej pory sejm podejmował uchwałę, na mocy której świętowano rok jakiejś zasłużonej osoby, były np. Rok Conrada, Chopina czy Piłsudskiego. Nie było czegoś takiego jak obchodzenie roku rzeki. Dlatego udała nam się rzecz niebywała.

To chyba najlepiej pokazuje zmiany w podejściu do Wisły. Za komuny była ona zapomniana, porzucona, martwa, chociaż jej rola
w historii Polski jest nie do przecenienia. Teraz odżywa na naszych oczach. Kto był głównym inicjatorem powołania Roku Wisły?
– To trudne pytanie. Jakieś pięć lat temu, siedząc wśród tzw. drewniaków, czyli osób pływających drewnianymi łodziami, myśleliśmy nad jakimś mocnym impulsem, który zwróciłby uwagę na Wisłę. Wtedy razem z Robertem Jankowskim skontaktowaliśmy się z Jarkiem Kałużą z Krakowa, naszym pierwszym szyprem, który od lat pływa z Krakowa do Gdańska, a z wykształcenia jest historykiem. Poprosiliśmy go, by znalazł pretekst do świętowania. Za dwa tygodnie zatelefonował i oznajmił, że w 2017 roku upływa 550 lat od pierwszego wolnego flisu. Po drugim pokoju toruńskim rzeka była w pełni pod polskim panowaniem.

Oprócz Fundacji Szerokie Wody w projekcie biorą udział Fundacja Rok Rzeki Wisły, Fundusz Inicjatyw Obywatelskich i mnóstwo innych stowarzyszeń.
– Trzy lata temu został powołany nieformalny społeczny komitet obchodów, w którym zasiedli bardzo różni ludzie, od kajakarzy po armatorów z całej Polski. Są to praktycy, teoretycy, ekolodzy, ale ze względów organizacyjnych upoważniliśmy Roberta Jankowskiego do założenia Fundacji Rok Rzeki Wisły. Było to w 2014 r. To właśnie ona reprezentuje społeczny komitet i wspiera jego działania.

Wyobrażam sobie, że Wisła została podzielona na fragmenty, na których działają miejscowe organizacje. Jaki odcinek ma pod opieką Fundacja Szerokie Wody?
– My zajmujemy się wydarzeniami na Mazowszu. W ramach obchodów Roku Wisły organizujemy imprezy, które odbywają się na odcinku rzeki aż do Płocka, a nawet do Torunia.

Powiedzmy zatem, co czeka nas w tym roku na naszym terenie, czyli w miejscowościach leżących w powiatach otwockim i piaseczyńskim.
– Jak zwykle w maju organizujemy kolejną edycję Flis Festiwalu na Urzeczu. Będzie to zlot tradycyjnych drewnianych łodzi z całego kraju
i promocja regionu Urzecza. Imprezę organizujemy z pomocą Konstancińskiego Domu Kultury i Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Karczewie.
Kolejną atrakcją są Zielone Świątki na Urzeczu, które odbędą się w czerwcu. Będzie to dwudniowa impreza połączona ze spływem z Góry Kalwarii do Warszawy. W jej ramach być może zorganizujemy program edukacyjny „Żywe lekcje historii”, ale to kosztuje, bo trzeba zatrudnić sporo osób. Żeby było ciekawie, Ministerstwo Kultury nie doceniło tej imprezy i przyznało nam zbyt mało punktów. Dlatego mówię, że to „być może” się odbędzie.
W organizację Zielonych Świątek zaangażowane będą ośrodki kultury w Górze Kalwarii, Karczewie i Wawrze, starostwa powiatowe w Piasecznie i Otwocku, Towarzystwo Przyjaciół Karczewa, stołeczny i piaseczyński WOPR oraz, oczywiście, nasza fundacja.

Czy próbowaliście zainteresować tą inicjatywą inne gminy leżące nad Wisłą, np. Sobienie-Jeziory i Józefów?
– Zwracaliśmy się do ich władz w ubiegłym roku, ale to idzie bardzo wolno. Nasza fundacja nie ma żadnych osób do pisania podań. Nie możemy tracić energii na biurokrację. Sobienie brały udział w Biesiadzie Łużyckiej, która teraz ma nazywać się Festiwal Urzecza. Będzie to spotkanie działaczy kultury i artystów, które planujemy jesienią.

To znaczy, że poza dwoma imprezami wiosennymi szykuje się jeszcze jedna na jesieni?
– Kiedyś nazywaliśmy ją Biesiadą Łużycką. Spotykaliśmy się w Czernidłach, ale przyjeżdżali ludzie mieszkający po obu stronach rzeki. Było to luźne biesiadowanie z udziałem zespołów ludowych, podczas którego można było spróbować potraw z Urzecza. W ubiegłym roku impreza miała miejsce w Nadbrzeżu. W tym roku w październiku odbędzie się zapewne i w Nadbrzeżu, i w Czernidłach. Pierwsza część będzie adresowana do najmłodszych. Będą to żywe lekcje historii w przedszkolach w Karczewie i przedszkolu w Konstancinie. Druga, w formie biesiady, odbędzie się w Czernidłach.

Wodniaków u nas nie brakuje. Czy przyszło wam kiedyś do głowy, żeby urządzić jakąś stanicę nad Wisłą? Na przykład gdzieś na odcinku od ujścia Pilicy do Warszawy?
– (śmiech) To nam chodzi po głowie od lat, ale bez bogatych sponsorów… sam pan rozumie. Gmina Konstancin nie czuje atmosfery do budowy mariny w Gassach. To byłoby naturalne miejsce koło promu. Natomiast Góra Kalwaria walczy o to, bo ma naturalny port, który warto zagospodarować. Mają dostać jakieś pieniądze. Dobre warunki ma też Nadbrzeż. My jesteśmy za słabi, bo na to potrzeba funduszy.

O to powinny zadbać gminy?
– Uważam, że tak, ale niech pan zapyta, czy jakakolwiek nadwiślańska gmina myśli teraz o tym, żeby zrobić u siebie strzeżone kąpielisko. Można, ale łatwiej przybić znak informujący o zakazie kąpieli…

Co z promem z Wawra do Wilanowa? Będzie w tym sezonie? Płynąłem w zeszłym roku i widziałem duże zainteresowanie, na brzegu tworzyły się kolejki.
– Jeszcze nie wiemy. Jednostka jest przygotowana, ale nikt z nami na ten temat nie rozmawia. To było sympatyczne wydarzenie, jednak jeśli policzyć koszty wybudowania jednostki i zarobek w ciągu trzech miesięcy, to gdyby nie dotacja miejska i napiwki ledwoby się to opłacało. Mnie marzy się uruchomienie małej żeglugi do Góry Kalwarii. Ale żeby dobrze obsłużyć ludzi, mogę zabrać na pokład maksimum 12 osób, co niestety sprawi, że wielu osób nie będzie stać na bilety.

  • Renata says:

    Żywe lekcje historii były super. Mam nadzieję, że w tym roku też się uda. Dzieciaki cały rok je wspominały. Szczególnie te z Domów Dziecka.

  • Robert H. says:

    Wisla to przeciez powód, dlaczego w ogóle powstala (rozrosla sie) Warszawa. A pozatem Wisla byla podstawa egzystencji i rozwoju calej wczesniejszej (wtedysniejszej zachodniej) Polski, m.in. handel do Gdanska (zboze, miód, drewno, skóry itp., ale tez slaskie rudy przez Kraków (p. historia rodziny Koppernigk)) i odwrotnie.

  • Robert H. says:

    Maly off-Topic: „rok jakiejś zasłużonej osoby, były np. Rok Conrada, Chopina czy Piłsudskiego.” A juz srodki na Rok Reformacji, swietowany hucznie w calej Europie, „pisowcy” zredukowali prawie do zera. Jak tez m.in. kase na tzw.wymiane mlodziezy w ramach miedzynarodowych partnertsw (np. pnwm – Polsko-Niemiecka Wspólpraca Mlodziezy). ZALOSNE.

  • Robert H. says:

    Smieszne: wielokrotnie moglem stwierdzic, ze pytani przeze mnie mieszkancy Otwocka, w tym tez kilku starych „autochtonów”, nie byli w stanie powiedziec, jak daleko do Wisly. 🙂

    Mimo ze ich co kilka miesiecy komary stamtad gryza, tak blisko.

    A jednoczesnie mnie ostrzegali, zebym tam lepiej nie szedl.
    Bo niebezpiecznie, bo nieciekawie, „bo bija”.

    Otwock my love. 🙂

4 thoughts on “Atrakcje Roku Wisły”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA