Rekordy spod śniegu

Kilka dni po Halowych Mistrzostwach Polski Seniorów w Lekkoatletyce w Toruniu odbyły się mistrzostwa kraju weteranów. W zawodach znakomicie wystartował Igor Jaworski. Sprinter z Otwocka był najszybszy na dwóch dystansach: 60 metrów (7.39 s) i 200 metrów (23.76 s), ustanawiając przy okazji dwa rekordy Polski. Z IGOREM JAWORSKIM rozmawia Marcin Suliga.

Występ w Toruniu jest niespodzianką czy był pan przygotowany na taki sukces?
– I jedno, i drugie. Ten wynik to efekt ciężkiej pracy, jaką wykonałem nie tylko w ostatnich miesiącach, ale również wcześniej. Kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń. Trzeba było odpowiednio zaplanować życie i codzienne obowiązki, żeby znaleźć wystarczająco dużo czasu na treningi. A tych w tygodniu było od czterech do pięciu. Jednak nieraz okazywało się, że problemem nie jest brak czasu, a brak miejsca do treningu…

W Otwocku raczej nie ma warunków, żeby przeprowadzić dobry trening, szczególnie jeśli jest się sprinterem.
– Jeśli dopisuje pogoda, to jeszcze nie jest najgorzej, ale w tym roku to raczej nie rozpieszczała. Przez długi czas było dużo lodu, który czasami zalegał nawet na pojedynczej tartanowej bieżni na OKS-ie. Były dni, kiedy odgarniałem śnieg i lód, żeby wykonać kilka krótkich przebieżek. Wcześniej korzystałem z hali warszawskiego AWF-u, ale teraz ze względu na remont jest ona zamknięta. Pozostawał jeszcze stadion na warszawskiej Agrykoli, ale tam było podobnie jak w Otwocku. Trening trzeba było jednak wykonać i czasem zdarzało się, że biegałem w kolcach po śniegu. To była konieczność, bo bez przygotowania start na tak dynamicznych bieżniach, jakie teraz stosuje się na nowoczesnych obiektach sportowych, niemal w stu procentach grozi kontuzją. Widziałem już wielu zawodników, którzy uważali, że poradzą sobie bez dłuższego przygotowania, i ich występ najczęściej kończył się
w punkcie medycznym.

Czy wyniki uzyskiwane w trakcie treningów już zwiastowały fantastyczny występ na mistrzostwach, podczas których pobił pan dwa rekordy?
– Te pomiary nie były może tak dokładne jak na zawodach, kiedy jest pomiar elektroniczny, ale pozwalały sądzić, że rezultaty mogą być naprawdę dobre. Co prawda to nie były już te wyniki, jakie osiągałem 20 lat temu – regres związany z upływem lat jest niestety widoczny – ale i tak nie były one najgorsze. Miałem nadzieję, że to będzie dobry start.

Od początku planował pan start na dwóch dystansach czy pomysł na udział w drugim biegu pojawił się dopiero na miejscu?
– Zawsze starałem się być kompletnym sprinterem, dlatego próbowałem startować na krótkich dystansach, czyli 60 metrów w hali i 100 metrów na otwartym stadionie, a także na 200 metrów. W biegu na 400 metrów nie rywalizowałem, bo nie mam odpowiednich warunków. W Toruniu start na dwóch dystansach nie był przypadkiem. Od początku planowałem udział w dwóch biegach, choć – tak jak mówiłem wcześniej – przygotowanie się do tego występu ze względu na pogodę było jeszcze trudniejsze niż do „sześćdziesiątki”, którą biega się w linii prostej, a nie po wirażach.

Ten triumf cieszy więc podwójnie, a nawet poczwórnie.
– Tak to wygląda. Ja jestem bardzo zadowolony z tego występu, bo jestem o rok starszy, a rezultaty są lepsze niż w poprzednim sezonie.

Jak wyglądała pana kariera zawodnicza? Płynnie przeszedł pan od seniora do weterana czy był jakiś okres przerwy w treningach?
– Był, i to dość długi, bo trwający ponad 15 lat. Po zakończeniu kariery seniorskiej wróciłem do gimnastyki, którą trenowałem jeszcze jako nastolatek. Dużo ćwiczyłem na przyrządach gimnastycznych, takich jak kółka gimnastyczne czy koń z łękami, a to spowodowało, że motoryka dolnych partii mięśniowych została jakby zabita. Po latach znów wróciłem do biegania, ale mimo że trenuję już od ponad czterech sezonów, nie mogę się „dokopać” do tych schematów koordynacyjnych, które charakteryzują bieg sprinterski. Trzeba zgrać kilka elementów, takich jak siła, szybkość, koordynacja oraz wytrzymałość.

Który to start w Mistrzostwach Polski Weteranów?
– Startuję już, czy to w hali, czy na otwartym stadionie, od 2013 roku. Przez ten czas udało mi się zdobyć 18 medali…

Za każdym razem wraca pan z rekordem?
– (śmiech) Rekordy czasami padały, ale z tego, co pamiętam, taki dublet jak teraz w Toruniu trafił mi się po raz pierwszy w karierze.

Teraz sezon letni i zaraz kolejne mistrzostwa.
– Dokładnie. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać tę wysoką formę przez kilka miesięcy i w zawodach rozgrywanych latem też powalczę o miejsca medalowe. Nie wiem, czy tym razem też uda się pobić jakiś rekord, bo są one tak „wyśrubowane” przez byłych reprezentantów kraju, że będzie to bardzo duże wyzwanie.

Podobny artykuł

Rowerowe patrole

REKLAMA

REKLAMA