As lotnictwa

Uderzyliśmy w stół i nożyce się odzywają. Mamy kolejne wieści, które przybliżają powrót do Otwocka samolotu lub chociaż związanego z nim symbolu. Chodzi o postać zapomnianego otwockiego bohatera, pilota uczestniczącego w bitwie o Anglię – generała Aleksandra Gabszewicza.

Przypominamy, że zaczęło się od primaaprilisowego żartu, który był też naszym „pobożnym życzeniem”. Ogłosiliśmy, że na cokół w okolicach skrzyżowania ulic Andriollego i Hożej wróci samolot, nie ten sam, który stał tam dawniej, ale podobny. Wiele osób ta wiadomość ucieszyła, niektórzy domyślili się żartu, ale samą ideę komentowali z entuzjazmem. Głosów krytycznych było niewiele.

Na nasz haczyk dali się też złapać niektórzy radni. Podczas kuluarowych rozmów usłyszeliśmy, że wśród nich także jest wielu zwolenników pomysłu powrotu samolotu lub nawiązania w jakiś inny sposób do lokalnej, wciąż żywej tradycji. Bo określenie „przy samolocie” nadal funkcjonuje, choć Lim-6 zniknął z miejskiego krajobrazu w 2000 roku.

Latał w Dywizjonie 303
Przed tygodniem naszą redakcję odwiedziła Barbara Matysiak, niestrudzona poszukiwaczka dokumentów i ciekawostek o otwockiej historii. To ona zwróciła naszą uwagę na postać generała Aleksandra Gabszewicza (1911-1983), absolwenta otwockiego liceum, które ukończył w 1931 roku, by zaraz potem rozpocząć błyskotliwą karierę w lotnictwie wojskowym. Jego biografia jest bardzo bogata, my przytoczmy tylko kilka najciekawszych faktów.
1 września 1939 roku Aleksander Gabszewicz ruszył do walki już o godz. 6.45 jako dowódca klucza 114. Eskadry Myśliwskiej. Razem z kapralem pilotem Andrzejem Niewiarą zestrzelił pierwszy samolot Luftwaffe nad Warszawą. Od 9 października 1940 roku walczył w bitwie o Anglię, najpierw w składzie brytyjskiego 607. Dywizjonu Myśliwskiego „Durham”, a od 13 listopada 1940 roku był zastępcą dowódcy eskadry w legendarnym Dywizjonie 303. Potem dowodził 316. Dywizjonem Myśliwskim Warszawskim. Szybko awansował, na początku 1944 roku już w stopniu majora objął dowództwo 18. Polskiego Sektora Myśliwskiego, największej polskiej jednostki lotnictwa myśliwskiego.

W sumie w czasie wojny wykonał 183 loty operacyjne i 201 lotów bojowych. Na słynnej liście Bajana, wymieniającej najskuteczniejszych pod względem zestrzeleń polskich lotników z okresu II wojny światowej, Gabszewicz zajmuje wysokie ósme miejsce (pierwszy jest oczywiście legendarny Stanisław Skalski). Był jednym z siedmiu polskich lotników odznaczonych Krzyżem Złotym Orderu Virtuti Militari.

Po demobilizacji nasz as lotnictwa osiadł w Wielkiej Brytanii, był m.in. prezesem Światowego Stowarzyszenia Lotników Polskich. Zmarł 10 października 1983 roku w Hanley Swan. W 1992 roku prochy lotnika zostały przywiezione do Polski i – zgodnie z jego życzeniem – rozsypane nad Dęblinem i Poniatowem.

Szukamy spitfire’a
Czy można wymarzyć sobie lepszego patrona dla naszego „projektu samolot”? Przywracając otwocką tradycję, upamiętnimy przy okazji wielkiego żołnierza i patriotę, co powinno zamknąć usta krytykom wskazującym na komunistyczne skojarzenia z militarnymi pomnikami. O pomyśle z entuzjazmem wypowiada się przewodniczący rady miasta Jarosław Margielski.

– Pomysł jest bardzo dobry, a osoba generała na pewno warta upamiętnienia. Idealnie byłoby znaleźć taki typ samolotu, jakim latał Aleksander Gabszewicz, pewnie był to jakiś spitfire, ewentualnie jego replikę. W radzie wiele głosów jest za, pomysł kiełkuje i gdy wniosek zostanie formalnie zgłoszony, będziemy nad nim głosować. Szanse są duże, choć zastrzegam, że w tegorocznym budżecie nie będzie pieniędzy na realizację tego przedsięwzięcia – zaznacza Margielski.

Okazuje się, że pojawiła się jeszcze jedna przeszkoda. Po naszym primaaprilisowym artykule grupa mieszkańców osiedla, na którym kiedyś stał samolot, wysłała do urzędu protest. Boją się zamieszania i hałasów pod swoimi oknami. I na to jest jednak sposób.

– Chcemy ożywienia tradycji, ale nie kosztem konfliktu sąsiedzkiego. Samolot na odpowiednio wysokim cokole mógłby stanąć na przykład na skwerze u zbiegu ulic Andriollego i Poniatowskiego w tak zwanych widełkach. Myślę, że tam prezentowałby się imponująco – ocenia przewodniczący rady. Kujemy więc żelazo, póki gorące.

Stąd nasz apel do Czytelników: jeśli ktoś wie, gdzie można zdobyć maszynę odpowiednią na pomnik lub jej replikę, prosimy pisać na adres: przemek.skoczek@linia.com.pl. Każda sugestia będzie mile widziana. Do zobaczenia przy samolocie! Już bez cudzysłowu.

  • Na starym miejscu trzeba by wyciąć drzewa a tego to już chyba starczy ,natomiast na skwerze między ulicami dobre miejsce bez drzew i miał bym go na „oku” przy okazji :).

  • MAriusz says:

    Po co kupować byle jaki aby to był samolot. Wg mnie lepiej zlecić wykonanie makiety/repliki statycznej z malowaniem na której ów Gabszewicz latał!!! Wyjdzie taniej albo tyle co „zamiennik” w postaci posowieckiego złomu, ale przynajmniej będzie zadość tradycji. Niedawno na potrzeby filmu zrobiono makietę Hurricana w barwach dywizjonu 303, który teraz stoi przy lotnisku w Warszawie i cieszy oko mimo drobnych błędów. Podobny Hurricane stoi w muzeum Arkadego Fiedlera na Pomorzu.
    Widzi mi się replika polskiego myśliwca P-11 na której Bohater ruszył do walki we wrześniu 1939 roku, ewentualnie Spitfire z późniejszego latania w RAF (sławny SZ-G z psem bokserem).

  • anonim says:

    Osiedle starych mocherów i balkonowo-okiennego monitorigu plotkarskiego. Stawiać go tam gdzie był i najlepiej taki jak był!!!

  • Pajak says:

    tu jest replika do kupienia: http://www.planecheck.com/index.asp?ent=da&id=25630&cor=y

4 thoughts on “As lotnictwa”

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

REKLAMA

REKLAMA