Dramat niepełnosprawnego Filipka

Jesteśmy uziemieni w domu, bo jakieś łobuzy spaliły nam dwa samochody, które były specjalnie dostosowane do potrzeb Filipa. Teraz nie możemy pojechać na boisko, plac zabaw, a nawet do kościoła na Komunię syna – żali się pani Barbara, mama dziewięcioletniego Filipa.

AGNIESZKA JASKULSKA

To jakiś koszmar. Bezduszne łobuzy spaliły nam dwa auta – irytuje się pani Barbara

Filip od urodzenia boryka się z niepełnosprawnością. Rozpoznano u niego zapalenie mięśnia sercowego i zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, a także rzadką chorobę Charcot-Marie-Tooth (neuropatia). – Mimo wielu dolegliwości fizycznych Filip stara się żyć normalnie i być beztroski jak inne dzieci – mówi jego mama. – Dzięki intensywnej rehabilitacji syn coraz lepiej sobie radzi. Jeździ na wózku inwalidzkim, ale może poruszać się również przy pomocy chodzika. Dzięki niemu może też np. grać w piłkę nożną, którą bardzo lubi – dodaje pani Barbara.

Mama Filipa potrzebowała samochodu, aby móc jeździć z nim do lekarza, na plac zabaw, turnusy rehabilitacyjne poza Mazowszem i wozić go do szkoły w Międzylesiu. Dlatego pani Barbara przez kilka lat oszczędzała pieniądze, aby kupić niedrogie, używane auto. Niedawno udało się jej znaleźć starego renaulta cango. – Piękny nie był, ale najważniejsze, że wszędzie mogłam zabrać ze sobą Filipa i nie musiałam tłuc się z wózkiem inwalidzkim autobusami i pociągami – podkreśla mama chłopca.

Stary renault był zaparkowany na jednej z posesji przy ul. Wyszyńskiego w Józefowie. – Teren nie jest ogrodzony, bo mieszkamy w wielorodzinnym budynku należącym do gminy Józefów – tłumaczy pani Barbara. Filip i jego mama długo nie nacieszyli się samochodem, bo w sobotę, 25 marca około godz. 20.30 auto stanęło w płomieniach. Mimo szybkiej interwencji straży pożarnej renault doszczętnie spłonął. – Ktoś go specjalnie podpalił, bo obok samochodu leżały butelki, które śmierdziały benzyną. Byłam załamana – tłumaczy zrozpaczona pani Barbara. – Na co dzień bardzo potrzebujemy samochodu, dlatego zacisnęłam zęby i wzięłam kredyt, aby kupić drugie auto. Tym razem też kupiłam renaulta, ale z 2002 r., który był bardzo wygodny i dostosowany do potrzeb Filipa. W bagażniku mieścił się zarówno wózek inwalidzki, jak i chodzik, a nawet rowerek – wylicza pani Barbara.
I dodaje, że tym razem natychmiast ubezpieczyła samochód.

W niedzielę, 23 kwietnia po godz. 21 znów ktoś podpalił ich samochód. – To jakiś koszmar. Bezduszne łobuzy spaliły nam dwa auta – irytuje się pani Barbara. – Syn musiał jeździć do szkoły specjalnym busem, który wozi niepełnosprawne dzieci. Żeby zawieźć go do kościoła na Komunię, którą miał 13 maja, musiałam pożyczyć auto od znajomych – tłumaczy mama Filipa. Pani Barbara dodaje, że za pieniądze z polisy będzie musiała kupić kolejny samochód. – Boję się, że podpalacz znowu go spali. To jakiś koszmar – mówi kobieta.

Sprawą podpaleń zajęła się policja. – Postępowanie jest w toku. Wiele wskazuje na to, że w obydwu przypadkach były to podpalenia. Bierzemy pod uwagę różne okoliczności – zapewnia podinsp. Piotr Zakrzewski z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku. Niedawno na posesji, gdzie mieszkają pani Barbara i Filip, doszło do kolejnego pożaru. – W niedzielę, 7 maja tuż po godz. 22 otrzymaliśmy zgłoszenie o pożarze komórki, w której był zaparkowany samochód – informują druhowie z OSP Świdry Małe.

REKLAMA

REKLAMA