Leśnicy dopadli podpalacza

Co za głupota! 18-letni Mateusz chciał zostać strażakiem, ale brakowało mu umiejętności i doświadczenia. Podpalał więc lasy, żeby obserwować strażaków w akcji. Nie wiedział, że sam jest na celowniku Straży Leśnej. Kilka dni temu młody mieszkaniec Celestynowa został zatrzymany. Teraz zamiast gasić pożary, będzie mógł co najwyżej zamiatać chodniki…

AGNIESZKA JASKULSKA

 

Mateusz W. marzył o mundurze strażaka. Kilka miesięcy temu zgłosił się do jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Celestynowie, aby zrealizować swoje plany. Okazało się, że nie mógł z dnia na dzień stać się druhem i zajmować się gaszeniem pożarów. Pomagał więc w jednostce w codziennych porządkach. – Był cichy i mało mówił – wspomina Michał Bigos, wiceprezes OSP Celestynów.

– Nie mógł uczestniczyć w akcjach strażackich do czasu, aż nie przejdzie specjalistycznych szkoleń – tłumaczy. Mateuszowi W. nie do końca się to podobało. Bycie strażakiem, który nie walczy z ogniem, to dla niego żadna frajda. Wiele razy, kiedy zawyła syrena, 18-latek jechał rowerem na miejsce zdarzenia, aby obserwować akcję służb. To mu jednak nie wystarczało. Kilka tygodni temu wpadł na szalony pomysł i szybko wcielił swój plan w życie. Zaczął podpalać lasy. Działał w okolicy wsi Dyzin. Nie wiedział, że wpadł w oko kamerom „pułapkom”, które leśnicy ukryli wśród drzew.

– Kamery nagrały 18-latka kilka razy w tej samej okolicy. Przyjeżdżał rowerem, a po kilkunastu minutach, kiedy wyjeżdżał z lasu, pojawiał się tam ogień – tłumaczy Artur Dawidziuk, nadleśniczy z Celestynowa. – Dzięki błyskawicznej interwencji straży pożarnej udało się szybko opanować pożar, aby nie rozprzestrzenił się na dalszą część lasu i okoliczne domostwa – podkreśla nadleśniczy.

To jednak zwróciło uwagę leśniczych, którzy wzięli na celownik Mateusza W. – Nasze służby niemal non stop monitorowały, co dzieje się w lasach, szczególnie wtedy, kiedy w okolicy pojawiał się 18-latek – zaznacza nadleśniczy Dawidziuk. Szybko okazało się, że leśnicy z Posterunku Straży Leśnej mieli rację.

W czwartek, 5 maja kamera zarejestrowała Mateusza W., gdy wjeżdżał rowerem na leśną drogę. Po około dwóch minutach wyjechał stamtąd w kierunku Celestynowa. Wkrótce potem strażacy musieli w tym miejscu gasić pożar. Mateusz W. też przyjechał i obserwował akcję.  Młody podpalacz wrócił w te same okolice w sobotę, 13 maja.

– Wtedy też dochodziło do kolejnych pożarów. Dlatego Straż Leśna objęła ten rejon szczególnym dozorem i zainstalowano tam kolejne kamery. Strażnicy leśni organizowali zasadzki na podpalacza – podkreśla nadleśniczy Artur Dawidziuk. O sprawie powiadomiono policję, która kilka dni temu zatrzymała 18-latka. – Młody mężczyzna przyznał się do wszystkiego. Tłumaczył się, że chciał obserwować akcję gaśniczą – mówi asp. sztab. Anna Wasilewicz z Komendy Powiatowej Policji w Otwocku.

– W wyniku podpalenia spłonęło łącznie osiem arów uprawy leśnej. Straty oszacowano na około 900 zł – dodaje asp. sztab. Wasilewicz. Skruszony Mateusz W. dobrowolnie poddał się karze. Wymiar sprawiedliwości potraktował go łagodnie. Przez osiem miesięcy po 20 godzin każdego miesiąca będzie musiał wykonać nieodpłatne prace społeczne. Jakie dokładnie? O tym zdecyduje sąd. – Zachowanie Mateusza W. jest karygodne tym bardziej, że chciał wstąpić w szeregi ochotniczej straży. W naszej jednostce nie ma już czego szukać – podkreśla Michał Bigos z OSP Celestynów.

REKLAMA

REKLAMA