Rzucił się z piłą na ojca

Ruszył proces w głośnej rodzinnej sprawie! Marcin F. to wyrodny syn, który zamienił życie swoich 70-letnich rodziców w piekło. Dręczył ich na każdym kroku i groził, że szybko „zdechną”. Konflikt doprowadził we wrześniu ub. roku do tragedii. Syn pociął piłą mechaniczną umierającego na raka ojca, a potem uciekł za granicę.

AGNIESZKA JASKULSKA

Na sali rozpraw nie brakowało emocji, mocnych słów i łez. – Marcin to nasz syn, a mimo to strasznie się go boimy. Na stare lata przyszło nam spotkać się w sądzie, i to po przeciwnych stronach. Ojciec i syn przeciwko sobie. Serce mi pęka z żalu – nie kryje łez Natalia F., matka oskarżonego. Jego ojciec również ociera łzy i kiwa głową. Nie może wyraźnie mówić bez urządzenia w tchawicy. Od kilku lat choruje na raka krtani. Słowa grzęzną mu w gardle, a do oczu napływają łzy.

– Bardzo mnie skrzywdził – mówi z trudem 70-letni Mirosław F., pokazując oszpeconą twarz.

W piątek, 2 czerwca w Sądzie Okręgowym w Warszawie ruszył proces 38-letniego Marcina F., ojca trojga dzieci. Jest on oskarżony o usiłowanie zabójstwa ojca. Do krwawej napaści doszło w czwartek, 8 września 2016 r. w jednym z gospodarstw w gm. Wiązowna. „Linia” pisała o tym na początku listopada. Tuż po napaści Marcin F. zostawił ojca na pastwę losu, wiedząc, że bez pomocy wykrwawi się na śmierć. 38-latek spakował do torby kilka rzeczy i przez pola i lasy uciekł z rodzinnego domu jak tchórz. Przez ponad dwa miesiące ukrywał się w Berlinie. W listopadzie wrócił na kilka dni. Potem znowu miał wyjechać, ale nie zdążył, bo został zatrzymany przez stróżów prawa. Od tego czasu 38-latek przebywa w areszcie.

Na sali sądowej prokurator Jadwiga Rybak odczytała akt oskarżenia, podkreślając w nim, że pokrzywdzony doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu, zniekształcenia i oszpecenia twarzy. – Rany szarpane na głowie były głębokie aż do podniebienia – podkreśla prokurator Jadwiga Rybak. Marcinowi F. za to, co zrobił własnemu ojcu, grozi nawet dożywocie. – Nie przyznaję się do winy – mówi oskarżony. Mężczyzna nie chciał składać wyjaśnień, ale podczas rozprawy przyznał, że gdyby był tego wieczoru trzeźwy, to finał kłótni z pewnością byłby inny. – Nie ukrywam, ojciec dostałby w łeb, ale na pewno nie doszłoby do tej tragedii. Nie chciałem go zabić, tylko nastraszyć – tłumaczy Marcin F.

Z zeznań złożonych tuż po zatrzymaniu wynikało, że feralnego dnia mężczyzna po pracy wypił ponad pół litra wódki i inny alkohol. Według niego to ojciec przyszedł do niego i wyzywając go, prowokował do kłótni, a nawet miał zaatakować go kozikiem.

– Chciał mnie dźgnąć nożem, więc się broniłem. Chciałem go tylko nastraszyć piłą, a nie zabić. Byłem jednak wtedy pijany i pociągnąłem piłą od dołu do góry – tłumaczył śledczym tuż po zatrzymaniu Marcin F. – Dopiero wtedy dotarło do mnie, co się stało, dlatego uciekłem za granicę – zeznawał. Przed sądem stanęła również Natalia F., matka 38-latka. – Nie widziałam tego, co się wydarzyło, ale przy garażu była wielka kałuża krwi. Na schodach w domu też było mnóstwo zakrzepłej krwi, ślady prowadziły aż na podwórze do ogrodzenia, gdzie na fotelu siedział mąż. Był cały zakrwawiony.

Wiedziałam, że to zrobił Marcin, bo wiele razy odgrażał się. Mówił, że „zdechnę szybciej, niż myślę”. Tak samo mówił do ojca – przyznaje ze łzami w oczach matka oskarżonego.

Wymiar sprawiedliwości dociekał, czy w rodzinie istniał konflikt, i próbował dowiedzieć się, kiedy on wybuchł. Między członkami rodziny wielokrotnie dochodziło do rękoczynów i przemocy, a sprawy dotyczące znęcania się nad bliską osobą kończyły się w sądzie.

Natalia F. przyznaje wprost: – 10 lat temu przepisaliśmy synowi majątek, kilka hektarów ziemi. Potem było już tylko gorzej. Przestał pracować, bawił się, pił i ćpał, stał się wobec nas agresywny i nieobliczalny – tłumaczy matka oskarżonego. – To straszne, aby rodzice musieli bać się własnego dziecka i zamykać się przed nim w domu. Boję się własnego syna, bo on wyjdzie z więzienia i mnie zabije – żali się kobieta.

Podobny artykuł

Iron Man

REKLAMA

REKLAMA